|
Elvis
- The King of Rock 'n' Roll
Peter Guralnick
Elvis Presley miał 18 lat, kiedy po raz pierwszy, latem 1953, wszedł do studia nagrań. Czuł się tak niepewnie, że właściciel studia, Sam Phillips miał zupełną pewność, iż nigdy nie śpiewał publicznie : “On próbował nie okazywać tego, ale czuł się kimś gorszym ..... Elvis Presley był prawdopodobnie najbardziej introwersyjną osobą jaka kiedykolwiek weszła do studia.” W czerwcu ukończył szkołę średnią i podjął pracę w M.B. Parker Machinists. Ciągle szukający swego miejsca w życiu, niepewny siebie wstąpił do studia aby nagrać płytę. W Memphis Recording Service, przy 706 Union Avenue, mieściło się również Sun Records Studio. W tym czasie nagrywano tu wyłącznie bluesa. Studiem zarządzał jeden człowiek, 31-letni Sam Phillips – pobierał dość sporo za nagranie płyty i Elvis Presley był jednym z wielu, który za swoje nagranie zapłacił 4 $. Kiedy wszedł do malutkiego biura, oddzielonego od równie małego studia, widać było, że jest zdenerwowany. Współpracownica Sama, Marion Keisker (czołowa profesjonalistka z Radia Memphis) przerwała pracę - sądzę, że chyba dlatego, iż ogarnęło ją współczucie dla tego chłopca. Marion zaintrygowała ścierająca się w nim widoczna śmiałość, pomieszana z pewną dozą pokory. I jak zawsze relacjonowała - zadała mu znane, nam już pytania : - Jakim jesteś piosenkarzem ?– spytała .Śpiewam wszystko. Do kogo jesteś podobny? Do nikogo Stwierdzenie to wcale nie odbiegało od prawdy. Te dwie piosenki, które nagrał tego dnia, jakimś cudownym zbiegiem okoliczności zachowały się na acetatach i odnaleziono je u szkolnego kolegi w roku 1988. Udowodniły one
fakt, że nie tylko głos miał nie podobny do nikogo, ale także była w
nim jakaś nieuchwytna tęsknota, pewien rodzaj nie do opisania żałości i
to mogło być rzeczywiście niemożliwe aby odpowiednio go zaklasyfikować. Na szczęście,
Sam Phillips w ciągu swojej, całej kariery nie patrzył na kategorie czy
mody. Pokładał wiarę w indywidualność i bronił twórczej odmienności. Latem, Sam
cieszył się już drugim wielkim sukcesem (pierwszy z Rufus’em
Thomas’em dzięki piosence “Bear Cat”, która była odpowiedzią na
piosenkę “Hound Dog” w wykonaniu Big Mama Thornton’a) dzięki czarnej
wokalnej grupie The Prisonaires, kiedy przebywali w Tennessee State Prison w
Nashville (karny zakład). Mimo jego ścisłego z nimi kontaktu otrzymał od
innego więziennego pensjonariusza demo, na którym wokal zaskakująco
przypominał chłopca z “płaczliwym” głosem. Zaintrygowany
zlecił Marion odszukanie dzieciaka i sprowadzenie do studia. To było dziesięć
miesięcy po tym, jak Elvis z nieokreślonymi marzeniami po raz pierwszy
przekroczył próg Sun, aby sprawdzić samego siebie. W tym czasie sądził,
że stracił całkowicie szansę na nagranie “prawdziwej” płyty. Robił
wszystko, aby zdobyć bilety na występy The Songfellows, lub Blackwood
Brothers, którzy byli Nr 1 wśród kwartetów gospel, jak również członkami
tego samego kościoła Assembly Of God, do którego i on należał. Przesłuchanie
nie udało się – poniósł fiasko. O ile demo “Without You”
przypominało wersję “My Happiness”, o tyle wykonanie jego, tu w studio
było jakoś niezadowalające. Później, gdy
Elvis śpiewał, Mr Phillips “łapał” wszystko co tylko znał i
prezentował : “Harbor Lights” - Binga Crosby, ballady Deana Martina ,
“If I Didn’t Care” – The In Spots, jeden z hitów Billy Eckstine,
“Tomorrow Night”– Lonnie Johnson i “I Really Don’t Want To Know”
– Eddy Arnolda. Wszystkie ballady śpiewał miękkim głosem wyrażającym
emocje na pograniczu pożądania. To co Sam
Phillips usłyszał i co go naprawdę zaintrygowało - to to , że chłopak
w każdą piosenkę wkładał całe swoje uczucie jak gdyby było ono
niewyczerpane i to było to, czego przede wszystkim Sam Phillips szukał –
emocje, które były podstawą każdego wielkiego nagrania Sama Phillipsa
jakie powstało w Sun od czasu jego otwarcia (1950r), a przykładem mogą być
przejmujące bluesy z przedmieść w wykonaniu Howlin’ Wolf, czy bardziej
miejskiego bluesa w wykonaniu B.B.Kinga , lub piosenka (która jak mówią
zapoczątkowała rock’n’rolla ) , Jackie Breston’a “Rocket 88” –
hit R & B z roku 1951. A teraz właśnie z tym chłopcem, mieli w jakiś
sposób znaleźć dobrą piosenkę. Przez ostatnie
kilka miesięcy, Sam pracował z młodym gitarzystą – Scotty Moore. Scotty był członkiem
grupy The Starlite Wranglers i właśnie nagrywali w Sun, kiedy Sam
opowiedział im o młodym człowieku z intrygującym głosem : “Jest typowym
piosenkarzem balladowym” - mówił Sam, “ale ma wielki potencjał
możliwośc”. W tym punkcie rozmowy wtrąciła się Marion podając
Scotty’emu nazwisko dzieciaka. “Elvis
Presley”, brzmiało jakby z pogranicza fikcji, ale że Sam mówił o nim
więc Scotty zainteresował się jego adresem i numerem telefonu – być może
powinni do niego dotrzeć, bo być może ten dzieciak ma coś w sobie. Scotty
Moore zadzwonił do Elvisa mówiąc, że Sun Records nie jest zainteresowany
jego talentem, ale on chciałby go przesłuchać, gdyby naturalnie się
zgodził. Elvis odparł - że domyślał się, mając na myśli brak
zainteresowania Sun jego osobą. Następnego dnia spotkali się w domu
Scotty’ego, gdzie na kilka minut wpadł basista The Wranglers – Bill
Black. W poniedziałek
5-go lipca 1954, cała trójka przyszła do studia i Sam zaaranżował małą
“próbną sesję”. Z początku nie szło najlepiej. Zaśpiewali kilka
ballad (utwór z tej sesji, “I Love You Because” został umieszczony na
pierwszym albumie z RCA) i wydawało się, że szukają kierunku próbując
dorywczo raz jedną, raz drugą piosenkę bez żadnego pomysłu - a być może
sami nie wiedzieli czego szukają. Sam Phillips byłby
nikim, gdyby nie cechowała go cierpliwość ( “Naprawdę było w nim
dużo cierpliwości” – powiedziała Marion Keisker - “ On miał
niewiarygodne wyczucie i wyrozumiałość”), nie pouczał i nie liczył
się z czasem. Później,
gdy muzycy zrobili sobie przerwę i popijali colę : “Nagle,”
– powiedział Scotty, “
“Elvis
zaczął śpiewać i odgrywać przy tym błazna i wtedy Bill podniósł swój
bas i również zaczął się wygłupia, więc i ja zacząłem grać z nim .
Sam wszystko słysza , wsunął głowę i spytał : ‘ Co robicie ? ‘ ,
‘ Nie wiemy ‘, odpowiedzieliśmy, ‘ Dobrze, popieram zacznijcie
to jeszcze raz,’. Piosenka
“That’s All Right”, była starym bluesem Arthura “Big Boy”
Croup’a i nie mogła zaskoczyć Sama Phillps’a niczym więcej niż tym,
że chłopak znał ją, nie mówiąc o tym, że przedstawił z nową świeżością
i werwą. Była to muzyka, której przez wszystkie lata Sam był bardzo
oddany, muzyka o której później mówił z głęboko osadzoną satysfakcją
: “Ona tkwi tam, gdzie dusza człowieka jest wiecznie żywa”. I podczas, gdy
on nigdy nie przewidywał i nie marzył aby odwrócić bieg wydarzeń, to
jednak natychmiast uchwycił ten moment i kazał powtarzać “That’s All
Right Mama” dopóki nie uzyskają jak najlepszego efektu. Następnych
kilka nocy przyglądał się im, jak przeprowadzają transformację pod względem
stylu - klasyka bluegrass , Billa Monroe – “ Blue Moon Of Kentucky”. “Wiedzieliśm
, że jest to ekscytujące, powiedział Scotty,
“ale nie
wiedzieliśmy co to jest . Zupełnie różniło się od wszystkiego i dokładnie
“powaliło” Sama, który wiedział i rozumiał, że ma “coś . Uścisnął
nam ręce i powiedział : ‘ Dobrze, to jest doskonałe, ale Dobry Boże,
oni mogą nas wylać z miasta!”. W taki oto sposób
zaczęła się historia Elvisa Presley’a, związana ze Studiem Sun i w
pewnym sensie obrazowała, że została zrzucona powłoka, tak
psychologiczna jak i muzyczna - skrywająca głęboko uczucia i gdyby wówczas
nie udało się Elvisowi tego dokonać, leżałaby dotychczas. Tak jak
pracował Phillips z piosenkarzami bluesa - dla których otworzył studio -
tak mógł pracować z artystami “rockabilly”, którzy przyszli później
(Carl Perkins, Johnny Cash, Roy Orbinson, Charlie Rich, Jerry Lee Levis). Sam Phillips
widział swoją pracę jako misję powołaną do otwarcia obszaru wolności
jaki znajduje się w samych artystach i móc pomóc im - wyrazić to jego
posłannictwo. Pracą z Elvisem był zaskoczony odkrywając indywidualną
muzyczną ciekawość tak przerażającą jak jego własna (“Wydawało
się jakby miał fotograficzną pamięć i znał cholera, każdą piosenkę
jaką kiedykolwiek usłyszał - miał ogromne intuicyjne zdolności i nie
klasyfikował ich, ani też siebie.”). W studio d ążono do nie tłumienia nawet najmniejszego elementu twórczej odmienności i do nie tłumienia elementu odkrywczego : “Miałem zanotowane w pamięci to, co chciałem usłyszeć. Na pewno nie zapisywałem dla samego zapisywania, ale w zasadzie chciałem naturalności, którą moglibyśmy zobaczyć i powiedzieć’Ten gość jest właśnie taki’ ”. Dlatego Sam przyjął “trio” i chciał aby podjęli różne sposoby opracowań, w celu uzyskania naturalnego dźwięku i stworzenia poczucia całkowitego rytmu, który mógłby przejść płynnie w jakimś kierunku.Sam
Phillips szczycił się techniczną wprawą, którą wyszlifował dzięki
10-letniej bytności w radio (działał z wieloma grupami). Pracował pilnie
tworząc wyróżniające się i indywidualne brzmienia każdego nagrania,
łącząc precyzyjnie pewnego rodzaju powtórzenia. Kiedy na single
(tzw. czwórki) po raz pierwszy wprowadził perkusję, aby uzyskać
specyficzny dźwięk, nie było nigdy wahań ze strony Sama lub Elvisa, które
sprowadzałyby się do wyboru pomiędzy dźwiękiem a odczuciem. Sam całkowicie
wierzył w przypadkowy - niespodziewany , wyjątkowy moment. Pokładał pełną
wiarę w spontaniczność momentu a to oddaje dokładnie jak powstało
nagranie Elvisa Presley’a. Jest to
niesamowite, ale nadal nagrania z Sun cechuje świeżość - są
ponadczasowe , że na dobrą sprawę przeczą logice (ponieważ jak wiemy
dzisiaj trend muzyki pop zalicza się do przestarzałych) i do tego jeszcze
każde cechuje własna wyrazistość i każde odzwierciedla indywidualne
okoliczności jego powstania. Jeżeli szukacie
ewolucyjnego modelu, to jedynie mógł przechodzić w sferę rytmu, który
dla serca Phillipsa był estetyczny. Sam na początku nagrywał z Elvisem
ballady, bo one przykuły jego uwagę, ale nie doceniał ich i realizował
tylko rytm. Każda sesja była sprawą muzyków a Sam stał z boku i
oczekiwał, że tak jak na pierwszej sesji podczas zabawy coś znowu
“zaiskrzy”. Jeżeli
chodzi o Billa Black’a, Sam uważał go za dobrego basistę i nie
dostrzegał złych stron ( Bill pod względem technicznym był najgorszym
basistą na świecie, ale chłop umiał walić w bas). Sam przechowywał
nagrania Little Junior Parker’a, John Lee Hooker’a, Floyd’a Murphy,
Pat Here i wielu innych wyróżniających się blesowych gitarzystów z
Memphis. Idolem
Scotty’ego był Chet Atkins i Sam doceniał ładne uderzenia Chet’a, ale
zawsze był zauroczony rytmem Scotty’ego. “Mówiłem
mu, ‘Nie chcemy miękkich chwytów, chcemy wyrazistości bo wtedy możemy
uzyskać ten wielki rytm’ ”. W kilku
nagraniach łącznie z “Baby Let’s Play House”, “ Mystery Train” i
niezrealizowanej “Trying To Get To You” możesz usłyszeć gitarę
Scotty, prowadzącą piosenkę z wyciętymi akordami – jest to szkoła
bluesa, typowa dla Memphis. Odczuwasz, że instrumenty stapiają się w sposób
jaki Scotty opisuje : “Sam’owi nie przeszkadzało opuszczanie nut
.... takie było ogólne założenie rytmu, ty miałeś stosować to i
przekazywać”. W tym czasie (latem 1955) wyszło 5 singli. Brzmienie
ich było znakomicie ostre i nie wyobrażali sobie iż mogliby od tego odejść. “I Forgot To
Remember To Forget” była w stylu country i Sam prawie podstępem
wprowadził Elvisa w to nagranie : “Na początku on nie wiedział tego
– być może zawierała mało progresyjnych akordów i była także dość
wolna. Ale ja chciałem aby była inna ponieważ myślałem, że
potrzebujemy trochę więcej urozmaicenia, więc powiedziałem do Johnny
Bernero – perkusisty : ‘Trzymaj to na 4/4 aż do refrenu i wtedy ty
wejdziesz basem na 2/4’, i
dzięki temu “I Forgot To Remember To Forget” jest dwukrotnie szybsza
jak w zasadzie jest i Elvis kochał ją później”. “Mystery
Train”, pierwotnie sam zmontował z Little Juniorem Parkerem i z The Blue
Flames i tutaj nie potrzebował stosować żadnych tricków . Brzmienie to,
jak swobodne i spontaniczne, przy końcu kipi śmiechem który ciągnie się
po zakończeniu piosenki i to wydanie nie podobne jest do żadnych
studyjnych nagrań. Takie brzmienie,
w większości przypadków, miały pierwsze single zrealizowane przez
Elvisa, Scotty i Billa. Materiał ten jest rezultatem dwunastomiesięcznej
ciężkiej pracy : “ Mystery Train” była największą rzeczą jaką
zrobiłem z Elvisem” – powiedział Sam, “Piosenka
tchnęła uczuciem ... tak myślę , to była wielka sprawa umieścić miłość
w pociągu : Czy oni opuszczają ciebie na zawsze ? Być może nigdy nie wrócą.
To był rytm. Przy końcu śmieje się .....myślał, że to sknocił .” “I
Forgot To Remember To Forget”, była pierwszym ogólnokrajowym hitem
Elvisa przy końcu roku 1955 – zajęła na liście country pozycję Nr 1 i
Elvis na łamach magazynu Billboard kandydował
na “Most Promising C & W Artist”. W tym czasie
zdobył nowego menadżera - Colonela Toma Parkera - i jego kontrakt z Sun
został sprzedany RCA . Szczegółami sprzedaży nie będziemy się zajmować
mimo, że w to wszystko wplątane było Hill & Range , które miało
wielki wpływ na karierę Elvisa Presley’a. Suma 35 tysięcy
za jaką wykupiono kontrakt, była w owym czasie ogromna i dotąd nigdy nie
zapłacono tyle pieniędzy za kontrakt jednego artysty. Kwota ta również
dawała Samowi możliwości rozwoju i utrzymania na twardym gruncie Sun
Records. Kontrakt
spowodował także sporą nerwowość paru osób w RCA – szczególnie
szefa country i western A & R - Steve Sholes’a, który bardziej został
odsunięty od tego nowego artysty na bok, niż kiedykolwiek zamierzał . Było
to rezultatem połączenia powszechnej reakcji i entuzjazmu, a szczególnie
mądrze i troskliwie zaaranżowanej kampanii Colonela Parkera. Sholes spotkał
Elvisa po raz pierwszy na zjeździe D J w Nashville w listopadzie i po
powrocie do Nowego Jorku z niepokojem przestudiował taśmy, które Sam
Phillips przesłał do RCA. Nawet gdy “I Forgot To
Remember To Forget” wspinała się na listach przebojów wiedział, że
desperacko potrzebuje jeszcze jakiegoś powstałego w RCA przeboju. W czasie gdy
Elvis przekroczył próg studia w Nashville (które RCA dzieliła z
Methodist Church TV, Radio i Film Comission), oczekiwania rozbudziły się w
takim stopniu, że Steve Sholes zaczął obawiać się o swoją pracę. Chet
Atkins, szef A & R w Nashville, skontaktował się z pianistą
Floyd’em Cramer’em (którego Elvis znał z Louisiana Hayride tak dobrze
jak Gordon’a Stoker’a z The Jordanaires) i wokalistami gospel z RCA,
Benem i Brock’iem Speer’em. Podstawowy skład
w osobach : Elvisa, Scotty’ego i Billa pozostawał oczywiście taki sam i
perkusista Hayride, który występował z nimi przez ostatni rok przyłączył
się do grupy jako opłacony członek i był godnym uwagi “ dodatkiem”. Przed Bożym
Narodzeniem, Steve Sholes skontaktował się z Elvisem i zaproponował mu
pewną ilość piosenek łącznie z balladami : “Was The One” i “I’m
Counting O You” , a on upierał się aby nagrać piosenkę, którą
dostarczyła mu autorka tekstów, Mae Boren Axton podczas zjazdu D J w
Nashville. Z początku
sesje nie szły szczególnie gładko. Muzycy niepokoili się – było to
ich pierwsza sesja poza ciasnym studiem Sun (a w przypadku DJ była pierwsza
z grupą) i gdy zapytali Chet’a Atkins’a, co chce by robili, z
charakterystycznym brakiem pewności, odpowiedział, że chce aby
kontynuowali to, co robili – cokolwiek by to było. Sholes był
jawnie zażenowany swoim pierwszym, tak bliskim zetknięciem się z artystą,
który jak powiedział Sam Phillips, “nie posiadał talentu pisarskiego
, nie był elokwentny – do pewnego momentu potrafił wypowiadać się na
jakiś temat, po czym wycofywał się bo nie wiedział co dalej.” Floyd
Cramer - skromny człowiek, przeniósł się właśnie z rodziną do
Nashville i martwił się o
rezultat pracy. Gordon Stoker był zły, że Chet nie zatrudnił na sesję
jego grupy - The Jordanaires, a stworzył prowizoryczny skład, złożony z
niskiego basu i dwóch tenorów – nawet nie kwartet. Tylko
“centralny punkt” tej burzy pozostawał spokojny podchodząc do
mikrofonu krótko po 14-tej, 10 stycznia – dwa dni po swoich 21
urodzinach, żeby zaśpiewać piosenkę, która była stałym punktem jego
występów przez ostatni rok – przeboju Ray Charles’a z roku 1955 “I
Got A Woman”. Zespół znał
piosenkę (“trio” próbowało nagrać ją na jednej z ostatnich sesji w
Sun) i Elvis podszedł do niej z wielką werwą. Chet (w pozostałej części
sesji grał na gitarze rytmicznej) siedział za szybą kontrolki obserwując
razem z Sholes’em urządzone przez Elvisa “przedstawienie”. Długowłosy, w
różowych spodniach z niebieskimi lampasami, poruszał się przed
mikrofonem tak jakby grał dla wielotysięcznej widowni, a nie dla swojego
przyjaciela Reda Westa , inżyniera z RCA i paru ludzi z A & R. Chet ,
zazwyczaj flegmatyczny aż do przesady, zadzwonił do żony i poprosił, aby
zeszła na dół : “Powiedziałem jej, że nigdy nie widziała czegoś
podobnego. To było cholernie ekscytujące.” Następną
piosenką była “Heartbreak Hotel”. Inspiracją autorów
piosenki (Mae Axton i Tommy Durden) stała się notatka, umieszczona w
gazecie. Gazeta informowała o mężczyźnie, który popełnił samobójstwo
i pozostawił liścik ze słowami “idę po samotnej ulicy”. “To
mną wstrząsnęło”, powiedziała Mae. Uczyła
ona angielskiego w szkole średniej w Jacksonville, wydawała artykuły w
fan-magazynach, była autorką wielu piosenek country. Elvisa poznała w
1955 roku, dzięki swojej pracy z Parkerem w kampanii reklamowej na
Florydzie. Aby uzyskać efekt echa, głośnik
umieszczono w holu pod schodami, tworząc swoisty mroczny dźwięk, który
jakby wydobywał się z jaskini – różniący się znacznie od dźwięku z
Sun Records i muzycy w studio po raz pierwszy taki słyszeli. Kolejną piosenką
(przedstawiali ją na koncertach już ponad rok) była, “Money Honey”
– utwór jednego z idoli Elvisa r & b , Clyde McPhatter’a. Dwudniową
sesję z 11-tego stycznia zakończyły dwie ballady wybrane przez Sholes’a
z katalogu Hill & Range. Nastroje , podczas sesji nie
były przyjemne a zwłaszcza jak Sholes powiedział, że po jego powrocie do
Nowego Jorku przełożeni byli zniechęceni tym co usłyszeli i kazali mu
wracać do Nashville. “Mówili mi, że to brzmienie jest nie podobne do
niczego, nie brzmi jak jego inne nagrania i lepiej żebym tego nie puszczał,
tylko wracał i nagrał od nowa." Gdy w świat przeciekły
wieści, że Sam Phillips nagrał nowego artystę w stylu Elvisa Presley’a
i że płyta jest niemal gotowa (Carl Perkins nagrał “ Blue Suede
Shoes” kiedy na kontrakcie Elvisa z RCA ledwie wysechł atrament), w RCA
wybuchła panika i wyraźnie odczuwano, że
Steve Sholes z jakiegoś powodu zaangażował niewłaściwego artystę.
Jednak 23 stycznia singiel “Heartbreak Hotel” został zrealizowany -
ukazał się 22 lutego i po serii występów artysty w telewizyjnym
programie “Dorsey Brothers” (w tym samym tygodniu co i “Blue Suede
Shoes” Carla Perkinsa), pojawił się na listach. W międzyczasie odbyła
się kolejna sesja nagraniowa – tym razem w Nowym Jorku i podczas gdy
historia mogła ocenić ją jako niemal całkowity sukces, to Sholes’owi
dała nawet więcej powodów do zmartwienia niż ta pierwsza. Sesje były
wciśnięte między dwa pierwsze Stage Show i przerywane przez zaplanowane
wcześniej rezerwacje, więc muzycy latali w tę i z powrotem. To był drugi pobyt Elvisa w
mieście (wraz ze Scotty’m i Billem byli tu na nieudanym przesłuchaniu u
Arthur’a Godfrey’a) i w stanie nerwowego oczekiwania słali skargi do
studia RCA przy 155 E. 24 th St., która z braku czasu nie
przygotowała materiału i Sholes, starego pokroju człowiek A & R
wychodził z siebie – załatwił pianistę boogie woogie, Shorty Long’a
i jedną nową piosenkę dla Elvisa, ale to było wszystko co mógł zrobić
dla tej sesji. Pozostałe nagrywane piosenki stanowiły materiał, który mógł
być wykonywany podczas występów “ na żywo”, a to zgodnie ze sposobem
myślenia Sholes’a oznaczało, że posiadały potencjał niż oryginalność
mogącą dawać tantiemy. Pierwszą piosenką, którą
nagrali była wersja “Blue Suede Shoes” - Carl’a Perkins’a, która w
efekcie niekłamanego entuzjazmu Elvisa i nerwowości Sholes’a wypadła
bardzo dobrze. W środku sesji, Sholes wezwał
Sama Phillips’a, aby porozmawiać o Elvisie i zasięgnąć rady. Sam zapewnił go, że ma właściwego
artystę i że ma u siebie wielki talent , ale było to nikłym pocieszeniem
dla Sholes’a, który miał na karku firmę . Nagrania jednak okazały się
wspaniałe. W trzy dni, grupa (która już
znacznie lepiej czuła się w studio) przedstawiła uderzeniowe i pierwszej
klasy wykonania dwóch piosenek Arthur’a “ Big Boy” Crudup’a (pod którego
wpływem rozpoczęła się kariera Elvisa), jednej Little Richarda ,jednej
Roy’a Hamiltona (kolejnego przedstawiciela r & b pod którego wpływem
pozostawał Elvis), Lloyde Price’a “Lawdy Miss Clawdy” i “ Shake,
Rattle And Roll” (różniącą się trochę od klasyku nie mówiąc już o
nie wygładzonej wersji studyjnej - posłuchajcie kolekcji “Rare And
Rockin’ – Elvis osobiście jasno to wyłożył) tak dobrej jak “Blue
Suede Shoes”, co do której Shoes złożył Phillips’owi obietnicę, że
wyda ją tylko w ostateczności. Dźwięk jest wibrujący i
pokój jest naładowany energią i ma się poczucie uczestnictwa w akcie
tworzenia lub co najmniej krzepnięcia nowego gatunku muzyki – jednak nie
cieszyło to 45-letniego przedstawiciela A & R nie mającego pewności
jak długo ta nowa muzyka, czy ten nowy fenomen będą trwać i martwiącego
się o swoją reputację i o swoją pracę. Do czasu, gdy w kwietniu
Elvis zaczął znowu nagrywać, Steve Sholes nie miał czym się martwić
– zrozumiał, że zaangażował najwięcej nagrywającego artystę w kraju
z hitem “Heartbreak Hotel”, który nie tylko osiągnął szczyt listy
pop, ale także country i 5 miejsce na liście r & b. W dodatku pierwszy
album zatytułowany po prostu “Elvis Presley”, złożony w niemal równych
częściach z kombinacji kawałków z dwóch pierwszych sesji RCA i nie
opublikowanych wcześniej z Sun został sprzedany w ilości 362.000 kopii,
dając RCA pierwszy album w wykonaniu solisty, który zarobił milion dolarów. Również w kwietniu Elvis
pokazał się w wysoko notowanym programie Milton Berle Show w NBC - pomyślnie
przeszedł próbne zdjęcia u Hal’ a Wallis’a i był zarezerwowany na
otwarcie w Las
Vegas. Menadżera Elvisa - Colonela
Parkera, dzieliły już miesiące od chwili zawarcia bezprecedensowej umowy
handlowej, która już w pierwszym roku miała mu przynieść ponad 20mln
dolarów, a Elvis pracował prawie każdego wieczoru przed lawinowo rosnącym
tłumem. Nie było prawdopodobnie
zaskoczeniem, że spędził tylko jeden dzień na zaplanowanej sesji w
Nashville, dokąd leciał z Amarillo wyczarterowanym samolotem, którego
silniki odmówiły posłuszeństwa w powietrzu co doprowadziło do
przymusowego lądowania w El Dorado w Stanie Arkansas. Nie wiadomo czy zdarzenie to
miało wpływ na sesję, ale jedno jest pewne, że nagrał wtedy tylko jedną
piosenkę, “I Want You, I Need You, I Love You” i był niezadowolony nie
tylko z rezultatu, ale i z braku kwartetu za co winił Gordon’a Stoker’a
. Stoker oświadczył, że powód ich nieobecności jest mu nieznany : “Poinformowałem go, że
jestem jedynym z The Jordanaires, który został tu zaproszony i Elvis
powiedział : ‘ Od dziś chcę żeby The Jordanaires pracowali ze mną na
wszystkich sesjach a także na występach.’ Była to ustana umowa, którą
mieliśmy przez jakieś 12 -13 lat.” Elvis był na sesji ze swoją
złotą płyta za “Heartbreak Hotel” i była to jego ostatnia sesja w
Nashville, zanim po dwóch latach znowu tu wrócił. “Hound Dog” - piosenka, z
która Elvis prawdopodobnie był najmocniej identyfikowany, już była finałowym
numerem jego występów na żywo, gdy nagrał ją 2 lipca 1956 r. Chociaż był obeznany z
wersją piosenkarza bluesa - Big Mama Thornton’a, to jednak podczas pobytu
w Las Vegas, w programie Freddie Bell’a i The Bellboys przedstawił swoją
własną, tę która w programie Milton Berle Show - w czerwcu - wywołała
oburzenie i szok. W wieczór poprzedzający
sesję nagraniową w Nowym Jorku, pojawił się w smokingu w Steve Allen
Show i zaśpiewał ją psu wabiącym się Nipper. Na sesji wraz z The
Jordanaires (śpiewającymi po raz pierwszy w tle) zrobił do tej piosenki
ponad 30 podejść. Steve Sholes był gotów przerwać po 26 podejściu, ale
Elvis uparł się przy kontynuowaniu i wybrano 31 wersję. Typową dla nich
metodą pracy była nie forma a uczucie, które dyktowało końcowy wybór -
tak jak gitarowa solówka Scotty, którą później mógł opisać jako
“pra-psychedelia. To było niesamowite, ale odpowiednie”. Następnym nagraniem tego
popołudnia był utwór, pióra artysty r & b i autora piosenek –
Otis’a Blackwell’a – urodzonego w Brooklynie , którego najsławniejszą
kompozycją była “Fever”. Gdy przedstawiciel Hill & Rage
skontaktował się z nim, powiedział - że jeśli da Elvisowi
“Don’t Be Cruel” , to zrobi dobry interes. Ten chętnie na to przystał
i w rezultacie powstał dwustronny singiel najlepiej sprzedający się w
karierze Elvisa (obydwie piosenki : “Hound Dog” i “ Don’t Be
Cruel” sięgnęły szczytów trzech list przebojów : pop, country
i r & b). Jerry Leiber i Mike Stoller,
23 – letni autorzy “Hound Dog” początkowo nie znosili wersji Elvisa -
uważali, że wykonanie jest “ nerwowe , gorączkowe” z niedostatkami
“ chropowate” i pozbawione liryzmu właściwego dla interpretacji
kobiecej (“You Ain’t Nothing But A Hound Dog” została napisana jako
wyrzut kobiety.). Sam Phillips nie cierpiał “Heartbreak Hotel” (wypowiedział się na ten temat w wywiadzie dla New York Post), ale gdy po raz pierwszy usłyszał w radiu “Don’t Be Cruel”, na szosie między Birminghan a Cullman w Alabamie, z wrażenia musiał zjechać na pobocze. “Pomyślałem, że wreszcie odkryli możliwości tego człowieka. Rytm buł właściwy , wszystko szło jak należy i miało to absolutną spontaniczność. Tego właśnie oczekiwałem od niego, gdy był jeszcze ze mną.”Ta swobodna spontaniczność
przyszła po prawie 30 podejściach, nie mniej jednak znalazł się czas na
nagranie jeszcze jednej ballady - “Any Way You Want Me” - przed następną
sesją tego dnia, zwołaną na godzinę 9-tą wieczorem. Następnego dnia skoro świt,
Elvis odjechał do Memphis na koncert z okazji 4 lipca, który odbył się
na stadionie baseball’a w Russwood Park. Tu, ze sceny śmiało oznajmił : “ Ci ludzie z Nowego Jorku nie zmienią mnie ani trochę.”Jednak zmienił się zanim ponownie wszedł do studia w sierpniu i ta zmiana mogła spowodować trudne do przewidzenia reperkusje - został gwiazdą. Wtargnął do kin za sprawą westernu, roboczo zatytułowanego “The Reno Brothers” w którym miał grać drugoplanową rolę [...].Zgodnie z jego intencjami miał
to być film dramatyczny beż żadnych piosenek, jednak cztery zostały włączone.
Pierwszego dnia przyszedł na plan nie tylko przygotowany, ale z wyuczonym
na pamięć całym scenariuszem, znając zarówno własne kwestie jak i
wszystkie inne. Scotty, Bill i D.J. byli na
planie razem z nim i gdy postanowiono stworzyć kilka “stylowych” kawałków
do filmu przygotowali się do roli akompaniujących muzyków . Mimo tego, że
muzyka praktycznie została zrobiona pod nich, przepadli na castingu .
Scotty twierdził, że to dlatego, ponieważ nie powiedziano im, że szukano
farmerów. “Daliśmy mały koncert i nie byliśmy po prostu dość
folkowi “ - smutno oświadczył Scotty. Film przemianowano na “Love
Me Tender” (przerobiono balladę “Aura Lee” z okresu wojny domowej) w
rezultacie prawie miliona zamówień jakie napłynęły na nowy singiel ze
ścieżki dźwiękowej do filmu za którą Elvis otrzymał 1/3 autorskich
zaszczytów i nieco inny image. Piosenką “Love Me
Tender” zadebiutował Elvis we wrześniu podczas swojego pierwszego występu
w programie Eda Sullivana , który przyciągnął 50 milionów ludzi –
82.6 % całej telewizyjnej widowni. Ścieżka dźwiękowa
była nagrywana w studiu wytwórni 20th Century Fox i było to dla Elvisa
muzyczne doświadczenie w równym stopniu niepokojące co i nieobecność
bliskich mu akompaniatorów. Gdy na planie udzielał
wywiadu reporterowi gazety Photoplay i Variety - Army Arcerd’owi,
zaprezentował balladę z muzycznym reżyserem - Kene’em Darby przy
pianinie . “Miał życzliwy wyraz twarzy. Pozbawiony był znajomej
przesady w oczach , ustach , czy potrząsaniu głową . Śpiewał każde słowo
zgodnie z jego znaczeniem” - “Ja,” oznajmił Arched’owi i światu
, który prawdopodobnie pomyślał, że żartuje “zanim
zostałem profesjonalistą śpiewałem tylko ballady. Kocham ballady.” Gdy film był niemal ukończony
i Elvis miał już za sobą cztery pospieszne sesje dla RCA i ścieżkę dźwiękową
do filmu - na początku września wszedł do studia i po raz pierwszy zrobił
coś, co mogło być uważane za właściwą sesję RCA. W trzy dni nagrał
13 numerów. Był to niezmordowany maraton
– styl, który od teraz cechował każde jego nagranie. Nienawidził nagrań
filmowych w studiu dźwiękowym – jak powiedział inżynierowi z Radio
Recorders, Thorne Nagar’owi ( którego pierwszy raz spotkał na tej sesji
i który począwszy od tego czasu miksował wszystkie jego hollywoodzkie
sesje), nie tylko z powodu kiepskiego dźwięku, ale i z powodu wszystkich
tych nieznajomych ludzi włóczących się za nim. Bez ogródek dał do
zrozumienia Thorne’owi, kto od teraz będzie decydował – ze strony
Chet’a Atkins’a i Steve Sholes’a nie otrzymał ani wskazówek ani
okazanego entuzjazmu więc postanowił wziąć byka za rogi i samodzielnie
kierować sesjami. Od razu ustalił swój sposób działania – odkąd każda
sesja zaczynała się od serii pieśni gospel śpiewanych wspólnie z grupą
muzyków otaczających go ciasnym kręgiem. Mogło to trwać równie parę
minut i parę godzin - mogli przejść do utworów pop, r & b, spróbować
ostatni przebój Jackie Wilson’a albo po prostu rzucać urywki tekstów,
które krążyły w czyjejś głowie, dopóki Elvis nie dał sygnału, że
jest gotów do wysłuchania stosu demo dostarczonego do studia. Jeśli
piosenka mu się podobała dawał znak, że chce ją jeszcze raz posłuchać
- jeśli nie , przeciągał wskazującym palcem w poprzek szyi, czasami już
po kilku taktach podczas gdy Steve Sholes robił troskliwie notatki dotyczące
akceptacji lub odrzucenia propozycji. Na tę sesję, Sholes
ekspresowo wystarał się o dwie nowe piosenki – jedną Leiber’a i
Stoller’a, drugą Otis’a Blackwell’a. Leiber i Stoller nie
potraktowali swojego zadania poważnie – dostarczyli tylko starą piosenkę,
którą kiedyś scharakteryzowali jako “niemal parodię stylu country i
westernu”, ale Elvis potraktował ją bardzo poważnie i później
nazwali ją “Love Me” i była jedną z ich ulubionych piosenek Elvisa. Do sesji włączono
“Paralyzed”, Otis’a Blackwell’a, ale nie była tak dobra jak
“Don’t Be Cruel”. Włączono też ekscentryczny, kawałek pop “Too
Much” (doszła do 2-go miejsca z solówką Scotty’ego - tak dowolną,
że nigdy więcej nie umiał jej powtórzyć), ballady Chet’a Atkins’a,
Stan’a Kesler’a (autora ”I Forgot To Remember To Forget”) i Bena
Weismana, który był współautorem ponad 56 piosenek dla Elvisa, łącznie
z filmowymi tytułami. Poza tym Elvis nagrał 3 piosenki Little Richarda, starego Wiley’a Walkera i melodię Gene Sllivana zatytułowaną “When My Blue Moon Turns To Gold Again”, która ze swoją wznoszącą - opadającą linią mogła być jednocześnie typowa dla Sun, a także piosenkę dzięki której zdobył II nagrodę na konkursie w Tupelo, gdy miał 10 lat – piosenkę o chłopcu i jego psie, “Old Shep”. Do tej piosenki (po raz pierwszy na płycie) przygrywał sobie na pianinie . Fakt ten odnotował Chick Crumpacker w swojej notatce do drugiego albumu, w której zauważa że - “w komercyjnej muzyce folkowej Presley jest najbardziej oryginalnym piosenkarzem od czasu Jimmie Rogers’a” i dalej przytacza The Blackwood Brothers i The Statesmen – kwartety gospel jako tych, którzy wywarli na to wpływ. “W istocie to jest zapał,” – pisał Crumpacker, “ożywienie i nieograniczony duch śpiewu gospel, który Presley tak ceni i który przejął do własnych dynamicznych występów.”Tym co różniło tę sesję
od poprzednich sesji RCA było to - że Elvisowi, Thorne’owi Nogar’owi,
Steve Sholes’owi, Scotty’emu, Bill’owi , D.J., The Jordanaires
udało się odnaleźć sposób na odtworzenie luzu i swobody z Sun i
jednocześnie osiągnąć zbliżone rezultaty. Wszyscy byli
zrelaksowani, mieli poczucie posuwania się do przodu bez presji czasu i
podczas gdy proces przesiewania był niczym innym jak rygorystyczną czynnością
analitycznego poszukiwania, które wniósł Sam Phillips. Elvis zastosował
własny rodzaj skrupulatnej samokontroli, marudząc bez końca nad każdym
nagraniem, przesłuchując każde w kółko, czasem 50 razy, aż wszyscy
inni byli zmęczeni słuchaniem, wielogodzinną pracą nad uzyskaniem dźwięku,
którego nikt nie słyszał - a potem po
prostu rzucał wszystko, szedł do kina aby znów wrócić i zacząć
wszystko od nowa. “Wszystko kręciło się wokół muzyki”, - mówił Bones Howe, asystent Thorne’a - perkusista jazzowy, “Czy pracował nad piosenką, czy ją przesłuchiwał jego kryteria były zawsze jednakowe – czy ona sprawia mu przyjemność ? Nie obchodziło go to, czy były jakieś błędy, interesowało go tylko to , czy nagranie roztacza czar. Sesje były zawsze naładowane energią, a on zawsze robi coś co było innowacją . Tak było zawsze, czy miało się nastrój do muzyki czy nie , czy czuło się to co on.I dlatego tak bardzo lubił
Thorne’a. Thorne był bardzo szczerą osobą i chciał aby Elvis był w pełni
zadowolony z nagrań. Sztuczka polegała na tym, że nie było tu żadnych
sztuczek. Był Thorne i było studio. Mógł więc po prostu wejść i robić
to co dobrze czuł .”I
to jest to, co dokładnie on robił. Kiedy wrócił do studia
cztery miesiące później – w styczniu 1957r. – miał wyraźny zamiar
nagrania płyty gospel w stylu The Statesmen i The Blackwood Brothers. Teraz miał własny kwartet
– The Jordanaires i wiódł ich przez standardy takie jak “Peace In The
Valley” (którą zaprezentował tydzień wcześniej w swoim trzecim i
ostatnim występie u Eda Sullivana, kiedy to Sullivan obwieścił ogólnokrajowej
widowni że “ten chłopak jest naprawdę w porządku”.), “Take
My Hand Precious Lord” i inspirowany muzyką pop – utwór “I
Believe”. Ponadto kierując się zarówno
kaprysem jak i komercyjnym zamierzeniem, nagrał wzruszającą wersję, The
Spots – “ That’s When Your Heartaches Begin”, uzupełnioną o
dramatyczną deklamację (jeśli chcecie dowiedzieć się jak daleko Elvis
zaszedł w deklamacji - porównajcie tę wersję z tym co zrobił, gdy
pierwszy raz wszedł do studia Sun) i zasługującą na uwagę kompozycję
Otis’a Blackwell’a zatytułowaną “ All Shook Up”, do której w
stylu Sun wybijał sobie takt uderzając dłonią w pudło gitary. Na koniec nagrał kilka
piosenek zaplanowanych jako ścieżka dźwiękowa nowego filmu, do którego
w następnym tygodniu rozpoczął zdjęcia. Ben Weisman, współautor jednej
z tych piosenek, tak się niepokoił czy Elvis ją nagra, że na własny
koszt poleciał z Nowego Jorku do Kalifornii i zjawił się na sesji. Z rosnącym
niepokojem obserwował , jak mijało popołudnie a jego piosenka napisana
specjalnie do tego filmu jeszcze nie został nagrana. Wykorzystując
przerwę odważył się wejść do studia w którym Elvis zabawiał się
brzdąkając bluesa na gitarze i usiadł przy pianinie żeby zagrać. “Po
refrenie lub dwóch, Elvis podniósł oczy i spytał: ‘Kim jesteś ?‘
”Kompozytor
przedstawił się a Elvis na to :” “Czy nie ty napisałeś“
Got A Lot O’ Livin’ To Do” ?. Według
słów Weisman’a poprosił o demo żeby je przesłuchać i
wraz ze zgromadzonymi wokół siebie muzykami zaczął opracowywać aranżację,
a szczęśliwy Weisman wycofał się do reżyserki, aby obserwować proces
nagrywania swojej piosenki w atmosferze, która wydawała mu się “ jak święte
wskrzeszenie.” Po następnych dziesięciu
dniach, większa część reszty ścieżki dźwiękowej do “Loving You”
została nagrana i zaczęły się zdjęcia do filmu i Elvis ukończył także
swoją płytę gospel i dodatkowo nagrał pięć piosenek do singla. Jak akcja filmu tak i
muzyka do niego były dostosowane do wykreowania pewnego image ( reżyser -
Hal Kanter, który spędził z Elvisem i jego świtą kilka dni, napisał o
młodym człowieku“o oczach dorosłego i dziecięcych ustach”, który
“przebudził się z koszmaru biedy i odnalazł
blask sławy, która pozwoliła rozbłysnąć jego oczom”), który
generalnie pasował do stylu Elvisa i był wystarczająco dobrze
skonstruowany, żeby mógł odzwierciedlić jego grę. I tak “Teddy Bear”, “Mean Woman
Blues”, “Got A Lot O’ Livin To Do” mogły funkcjonować jako
prototypy współczesnych teledysków. Sesje styczniowe
zakończyły się nagraniem “One Night” i “ Teddy Bear”, o której
producent Hal Wallis powiedział, że ją słyszał i tak mu się spodobała,
że uparł się aby ją włączyć do filmu. Jest
prawdopodobnie, że to co usłyszał Wallis w tej piosence nie różniło się
od tego co można było usłyszeć w pozostałych piosenkach do filmu : była
napisana jako wierna kopia typu piosenki jaką Elvis mógłby nagrać jeśli
szukałby niewinnego substytutu gatunku piosenki jaką chciałby nagrać –
nadający się do sprzedaży towar. “One Night”
w drodze kontrastu była seksownym (obscenicznym) przepojonym skruchą
przebojem z 1960 r., a jej obecność wzięła się nie z czego innego
jak z pasji Elvisa do muzyki i emanowała nie wygładzoną nieustającą siłą. Po powrocie do
studia miesiąc później uzupełnił album i ponownie nagrał “One
Night” - z wygładzonym, bardziej na nastolatków zorientowanym tekstem, a
wykonanie jej pomimo kompromisowego tekstu dopasował do intensywności
pierwowzoru. “When It
Rains, It Really” – ostatnia piosenka sesji i ostatnia nad jaką pracował
jeszcze w Sun , jest podobna w tonie, utrzymana w sympatycznym stylu, ale na
opublikowanie musiała czekać aż do 1965 r., kiedy to ukazała się na
albumie “Elvis For Everyone”. Aż do końca
kwietnia, kiedy to nadszedł czas na nowy film “Jailhouse Rock” –
Elvis nie nagrywał. W czasie tej
przerwy kupił Graceland - stylową posiadłość na peryferiach Memphis ,
która była mu domem aż do śmierci i zwalczał rosnące w nim przeświadczenie,
że wkrótce może być powołany do wojska. Kiedy pojawił
się w Radio Recorders, 30 kwietnia obsada pozostała w większości taka
sama ( czarny pianista Dudley Brooks – wychowanek zespołu Lionel’a
Hapton’a, który dołączył do sesji “Loving You” nadal był z nimi i
pozostawał jeszcze w latach ' 60) z jednym wyjątkiem : Jerry Leiber i Mike
Stoller dostali od braci Aberbach z Hill & Range zlecenie napisania
muzyki do nowego filmu i byli obecni w studio. I aczkolwiek nie w tym celu
zostali wynajęci, w zasadzie przyjęli rolę producentów sesji. Obydwaj nie byli nastawieni optymistycznie do rezultatów. Tylko dwa lata starsi od Elvisa, z 6-letnim stażem w przemyśle muzycznym, stworzyli już samodzielnie tuziny przebojów r & b, odkryli The Coasters - wystartowali z własną wytwórnią Spark i zrobili klapę, zawarli jedną z pierwszych umów (z Atlantic) i aspirowali do czegoś więcej. Trzeba przyznać, nie byli wcale pod wrażeniem żadnej z nagrywanych przez Elvisa Presley’a ich własnych piosenek (później było inaczej) i ze zrozumiałą podejrzliwością traktowali każdego, kto próbował wedrzeć się na ich terytorium.Gdy po raz
pierwszy spotkali Elvisa na sesji , ich tok myślenia zmienił się całkowicie
nie tylko z powodu jego oczywistego entuzjazmu do muzyki, ale z powodu jego
wiedzy o niej. “Myśleliśmy,
że jest podobny do uczonego głupka,”
– powiedział Jerry Leiber,
“ale on umiał
słuchać. Znał wszystkie
nasze nagrania. Znał Eddie’go ”Cleanhead” Vinsov’a, kochał wczesne
nagrania Ray’a Charles’a. W studiu był wołem roboczym – nie
zachowywał się jak primadonna – jeśli chciało się aby zrobi sto podejść
do piosenki, to robi.” “Był całkowicie
otwarty.” - mówił Mike Stoller, “Przedstawiałem materiał na pianinie
– w rzeczywistości grałem kilka wersji a Jerry śpiewał. Później,
kiedy już nagrywał (Elvis) pozostawaliśmy na piętrze. Zaskoczyła nas
jego praca w studiu – byliśmy przyzwyczajeni robić w ciągu trzech
godzin cztery wersje - a tu byli faceci, którzy robili przerwy , jedli
kanapki z masłem orzechowym, pili oranżadę i dowcipkowali sobie . Śpiewali
aby się rozluźnić różne piosenki i kawałki gospel – tu nie było
zegara. Czasami uważaliśmy, że nagranie jest już dobre, a on mówił :
‘ Nie , pozwólcie mi to zrobić jeszcze raz’ i powtarzał tak długo ,
jak długo miał na to ochotę. Czasami wychodziło lepiej, a znów innym
razem wiedzieliśmy, że on po prostu bawił się - potem mówił : ‘
Przesłuchajmy to’ i “Tak, ta była dobra. W wielu sprawach był
profesjonalistą, ale potrafił być bardzo niepewny – dziwna
kombinacja.” Pod
wieloma względami kombinacja gwiazdy rock ’n’ rolla i autorów
rock’ n’ rolla była równie dziwna , ale
istniała przynajmniej jakiś czas . Byli niemal pierwszymi osobami z zewnątrz,
którym pozwolono wejść do zamkniętego w studio świata - ale i do
odizolowanego świata, który Elvis stworzył czy to dlatego, że tego chciał
- czy z konieczności. Jak zaobserwował
Mike Stoller : “Wydawał
się być zadowolony z tego, że jest otoczony przyjaciółmi . Mógł używać
ich do ochrony, ale współdziałało to także z ideą Colonela trzymania
go w izolacji, tak aby nikt nie mógł się do niego dostać.” Co najważniejsze,
opierając się na własnym wyczuciu pokrewnych,
choć egzotycznych dalekich dusz - Elvis polubił tych dwóch młodych
kompozytorów. Nie tylko pokazali mu jak bardziej zagłębiać się w muzykę,
jak dotrzeć z nią gdzieś dalej - oni napomknęli mu o innym świecie , którego
istnienia dotychczas nawet nie podejrzewał. Sesja była całkowitym
sukcesem. W jedną noc nagrali nie tylko całą ścieżkę dźwiękową do
filmu, ale i studyjne wersje wszystkich oprócz jednej piosenki. “Jailhouse
Rock”, był bez dwóch zdań jedną z najostrzejszych filmowych piosenek
rockowych jaką Elvis kiedykolwiek nagrał (“Starałem się myśleć o
kimś zakutym w łańcuchy rozbijającym skały .” – powiedział
D.J. o swojej partii granej na perkusji.) - była także niemal doskonałą
krótką sztuką czy burleską z gatunku, który Leiber i Stoller stworzyli
w okresie współpracy z The Coasters – opowiadała całą historię (która
mogła być zrealizowana na kilku różnych poziomach) w ciągu trzech minut
piosenki. “Wieloznaczność”,
zdaniem Mike’a Stoller’a stanowi dużą cześć pracy Jerry’ego , ale
jeżeli napisane przesłanie było wieloznaczne to nie było sposobu żeby
je zawrócić. To właśnie było to, co Elvis włożył w swoją muzykę -
to co Leiber i Stoller ku swojemu zdumieniu musieli docenić – nie tylko
energia i szczerość wykonania, ale naturalna łatwość z jaką przebił
się przez skorupę ich emocjonalnych izolacji. Oprócz tytułowego
nagrania ważnymi punktami sesji były : “Treat Me Nice” i “(You’re
So Square) Baby I Don’t Care” - chociaż w mniej twórczej atmosferze całe
zamieszanie związane z nagraniem “Baby I Don’t Care” mogło zniweczyć
nastrój triumfu. Sfrustrowany
powtarzającą się niemożnością prawidłowego wejścia we wstęp do
piosenki, Bill Black rzucił swój nowy bas na podłogę i po prostu wyszedł. Bardziej
zdziwiony niż rozłoszczony Elvis podniósł instrument i sam zagrał partię
Bill’a – wokal dograł później, zapewniając sobie nie tylko jedną z
chwil będących powodem do dumy, ale i historyjkę do niezmordowanego
opowiadania. Elvis zaczął
postrzegać obydwu kompozytorów jako “good luck charms” - chciał, żeby
byli obok. Uzgodniono , że Jerry Leiber będzie grał w filmie rolę
pianisty, gdyż dyrektor castingu uważał, że
“ wygląda bardziej na pianistę” i prawdopodobnie też dlatego, że
Mike Stoller ze swoją brodą wyglądał jak uchodźca z Dharma Bums. Jednak, gdy
nadeszła pora na kręcenie tej sceny, Leiber miał umówioną wizytę u
dentysty, więc autentyczny pianista zgolił swoją “kozią bródkę” i
odegrał rolę. Elvis zapytał
Stoller’a czy nie mógłby wraz z Jerry’m znaleźć jakiejś ładnej
ballady na następną sesję, a oni nie tylko napisali podczas weekendu nową
piosenkę “Don’t”, ale także nagrali demo w
Radio Recorders z piosenkarzem r & b, Young Jessie (“Mary Lou”). “Elvis z
miejsca polubił piosenkę” -
powiedział Mike, “i
oczywiście ją nagrał. Ale to spowodowało niebywałą wrzawę. Pułkownik
był zły bo nie przeszła przez właściwe kanały. Oni naprawdę nie
chcieli, aby ktokolwiek a szczególnie autorzy piosenek mogli dotrzeć do
niego i może wpływać i obdarowywać piosenkami. Była to dezaprobata i
kontrola na całej linii.” Mimo to na następnej
sesji we wrześniu nagrał tę piosenkę z bolesną szczerością, którą
Jerry Leiber określił jako jedną z najmocniejszych stron wykonawcy
ballad. Obaj
kompozytorzy znów osobiście uczestniczyli w sesji - w rzeczywistości
Elvis nieugięcie obstawał przy ich obecności dla wspierania procesu
tworzenia. Głównym
zamierzeniem sesji było nagranie świątecznego albumu, więc Steve Sholes
zorganizował w studio choinkę przybraną ozdobami pod którą leżały
prezenty. Sopranistka Millie Kirkham (śpiewała sopranem przebój country
“Gone” autorstwa Ferlin Husky) przyleciała wraz z The Jordanaires z
Nashville będąc w szóstym miesiącu ciąży aby zaśpiewać w chórku do
“White Christmas” - Ernest’a Tubb’a, a Elvis ze swoim zespołem
odtworzył aranżację The Drifters .
Elvis przywiózł ze sobą nową piosenkę - piosenkarza r & b - Ivory
Joe Hunter . Ivory, latem złożył mu wizytę w Graceland. “Masz dla
mnie piosenkę ? – spytał Elvis gdy usiedli razem przy pianinie , “Tak
dziecino.” - odpowiedział Ivory Joe i zaprezentował mu “My Wish
Came True”. Kiedy skończył
im się materiał, Elvis zwracając się do Jerry’ego i Mike’a zapytał
czy nie mogliby zdobyć jeszcze jakiejś świątecznej piosenki, a oni bez słowa
poszli do pokoju mikserskiego, gdzie w 10 czy 15 minut stworzyli bluesa
“Santa Claus Is Back In Town”, którego Elvis wykonał z
odpowiednią pewnością siebie. Na koniec
3-dniowej sesji Scotty, D.J. i Bill spodziewali się że dostaną trochę
czasu w studio na nagranie paru wersji instrumentalnych, które chcieli wydać
w postaci singla w RCA, jako The Continentals albo nawet The EP
Continentals. Chciano aby i Elvis brał udział w tym przedsięwzięciu ,
ale gdy przyszło co do czego, wkroczyło kierownictwo i uniemożliwiło im
nagranie czegokolwiek. Atmosfera stała
się napięta (Scotty i Bill , którzy byli z Elvisem od początku coraz
bardziej czuli się odrzuceni i niedoceniani finansowo) i po wymianie zdań
Scotty złożył pisemną rezygnację, którą dostarczano Elvisowi do jego
apartamentu na ostatnim piętrze hotelu Beverly Wilshire (Scotty, Bill i
D.J. byli jeszcze razem w Knickerbocker). Gdy miesiąc później
pojechał do Tupelo na benefis na rzecz Elvis Presley Youth Recreation
Center - Scotty i Bill w przeciwieństwie do D.J. nie towarzyszyli mu i
chociaż później – jesienią – sprawy załagodziły się i cała grupa
pojawiła się na paru koncertach w Kalifornii i na Hawajach (a Scotty
ponownie został muzykiem studyjnym w latach 60-tych), lecz ich wzajemne
kontakty nigdy już nie były takie jak dawniej. Z Leiiber’em i
Stoller’em kierownictwo zagrało jeszcze bardziej nieczysto . W czasie
przelotnej znajomości z agentem teatralnym – Charlie Feldman’em –
wpadli na pomysł adaptacji nowej powieści Nelsona Algren’a – “A Walk
On The Wild Side” - z główną rolą dla Elvisa. Był to musical
w reżyserii Elii Kazana ze scenariuszem opartym na książce Budda
Schulerga. Wiedzieli, że
Elvis dążył do tego, aby stać się gwiazdorem filmowym w rodzaju Marlona
Brando , więc cóż mogło być bardziej naturalnego od przedstawienia mu
materiału, który mógł być zarazem zachętą i wyzwaniem ? Tym razem
przeszli przez wszystkie szczeble, ale skończyło się to nieco inaczej.
Zapoznali ze swoim pomysłem The Aberbachs, a stąd dopiero propozycja trafiła
do Colonela - ale odpowiedź, która nadeszła była jak grom z jasnego
nieba : “ Jeżeli ci dwaj faceci kiedykolwiek jeszcze spróbują wtrącić
się do kariery Elvisa Presley’a, powiedz im, że będą wylani z
roboty.” Wkrótce po tym Jerry Leiber powiedział : “ Mówiąc
szczerze , znudziło się nam .... rozumiesz ... nie pochodzimy z bogatych
rodzin i chcieliśmy zarobić, ale zaczęło nas to nudzić, ale nie było
żadnych możliwości, żeby odejść.” Koniec ich współpracy
z Elvisem nadszedł wraz ze ścieżką dźwiękową do filmu “King
Creole” - ostatniego i prawdopodobnie najlepszego filmu Elvisa przed jego
służbą wojskową. Fakt, że stracili złudzenia sprawił, że było tu
mniej ich piosenek - ale dwie najważniejsze jakie napisali do filmu,
“Trouble” i tytułowa “King Creole” znajdują się wśród ich
najlepszych i dopasowanych do image Elvisa Presley’a z kunsztem ( ale bez
sztuczności), który umożliwił mu wykonanie ich z pełnym przekonaniem. Reszta ścieżki,
jest czymś w rodzaju mieszanki (tak jak film czasami) - trochę elastyczna,
rozciągnięta, ale jeśli nawet w całości nie jest bardzo udana, to
pokazuje aspirację, które podążają w kierunku w jakim Elvis był
uzdolniony. Piosenka taka
jak na przykład “Crawfish”, napisana przez Bena Weismana i Freda Wise
jako zawodzenie ulicznego sprzedawcy była zrealizowana w pełnej grozy
odmianie gospel, w ryzykownym duchu, który musiał Elvisa zachwycić. Było
tu także kilka ciekawych numerów w
stylu “dixielandowego” rocka. Kiedy sesja dobiegła końca,
Jerry Leiber i Mike Stoller, którzy podjęli na krótko pracę jako
przedstawiciele RCA East Coast A & R wrócili do Nowego Jorku. To
jeszcze nie był koniec tej historii . Elvis miał 60-dniowe odroczenie na
dokończenie zdjęć do “King Creole” i gdy w tydzień po zakończeniu
sesji, na której nagrywał ścieżkę dźwiękową pojawiła się okazja
ponownego wejścia do studia wezwał Leiber’a i Stoller’a do powrotu. Na prośbę
Elvisa kierownictwo próbowało desperacko ich złapać, ale Jerry zachorował
na zapalenie płuc i właśnie w tym czasie był w szpitalu, a kiedy wyszedł
znalazł pod drzwiami swojego mieszkania stos telegramów. Natychmiast
oddzwonił do Alberbachów, a oni powiedzieli mu, że Elvis był
przygotowany na odłożenie sesji i pragnął aby pojawili się razem lub
chociażby jeden z nich, ponieważ byli mu niezbędni do jego twórczego
wysiłku – po prostu “czuł się pewnie pracując z nimi.” Na pewno Jerry
czułby się więcej niż szczęśliwy gdyby mógł to zrobić – między
nimi nie było żadnych osobistych animozji. Jednak lekarz zabronił mu podróżować,
a i z jego sercem nie wszystko było w porządku. Sesja odbyła się – nie
było tu wielkich możliwości odkładania w czasie i ....była klapą –
dobór piosenek nie był przemyślany i nie było muzycznej atmosfery. Ostatnia sesja lat
50-tych to już oddzielna historia. Elvis Presley (numer 53310761) został
wcielony do armii 24 marca 1958 r. - moment obcinania jego włosów i
każde inne wydarzenie jakie miało miejsce w tym czasie i następnych
dniach, odbywało się w towarzystwie hordy fotografów i reporterów. Był - rozmawiał
uśmiechając się bez końca - tak jak każdy inny żołnierz nie czuł
goryczy ani żalu – po prostu miał zamiar spełnić swój obywatelski
obowiązek. Nie okazywał,
że obawia się o swoją przyszłość. Wszystkie kwestie związane z karierą
pozostawił Colonelowi Parkerowi, który jak zawsze wyczuwał, że rzadko
dostępny towar jest towarem upragnionym i nie odczuwał najmniejszego
niepokoju mającą trwać dwa lata nieobecnością. Steve Sholes w
przeciwieństwie do Parkera martwił się i to bardzo, bo pomimo wielu złorzeczeń
nie był zdolny przekonać ani Elvisa ani Colonela do konieczności
przygotowania wystarczającego zapasu materiału na single i albumy, które
można byłoby wydawać dopóki jego sława trwa. W okresie dwutygodniowego urlopu zaplanowanego na początek czerwca , Sholes zarezerwował sesję w nowym studiu RCA w Nashville na wieczór, 10 czerwca. Elvis pojawił się w mundurze i w ciągu 10 godzin nagrał pięć piosenek, z których cztery stały się przebojami na TOP 10, a piąta ( “Ain’t That Loving You Baby” – jeszcze jedna piosenka Ivory Joe Hunter’a) była typowym beztroskim bluesem.Elvis był w
dobrym humorze (posłuchajcie jak dobrze bawi się przy “A Fool Such As”
), a sesja cechowała się żywiołową energią - ale po raz pierwszy
pod nieobecność Scotty’ego i Billa w studiu był całkowicie nowy skład
muzyków z wirtuozem gitary Hank’iem Garland’em, Bob’em Moor’e na
basie, Floyd’em Cramer’em (odgrywającym obecnie najważniejszą rolę wśród
muzyków w Nashville ) na pianinie i perkusistą Buddy‘m Harman’em. Była to
pierwsza sesja Elvisa w Nashville od ponad dwóch lat i tym razem był
niekwestionowanym
liderem całej grupy wytyczając w ten sposób nowy kierunek na przyszłość. Za wyjątkiem
Scotty Moore, który w latach 60-tych powrócił jako muzyk sesyjny - był
to zespół, z którym nagrał największe swoje przeboje w latach 60-tych i
była to często pomijana faza jego kariery i pod wieloma względami twórczy
odwrót od jego pracy w minionej dekadzie. Był to gatunek
muzyki, którą Leiber i Stoller (a także Sam Phillips) ceniliby - gatunek
uwzględniający różnorodne elementy jego talentu (blues, country, gospel,
pop) i sukcesu z muzykami, którzy jak Scotty i Bill mogli rzucić wyzwanie
muzycznym uprzedzeniom, podtrzymać rodzącą się chęć przeciwstawienia
się muzycznym barierom, stworzyć gatunek muzyki, który przepowiedział
gdy po raz pierwszy wszedł do studia Sun i oznajmił bardziej precyzyjnie
niż kiedykolwiek mógł przypuszczać : “ Brzmię tak jak nikt .”
© EPFP opracowanie / compiled by Andrzej Lipczynski |