Fragment książki "Elvis-Dlaczego ja Panie?"
- i wywiadu Janusza Płońskiego z D.J. Sumner'em.
- "Chcę, żebyś
śpiewał - krótko postawił sprawę Elvis. Chcę, byśmy mieli
te twoje słynne zakończenia, kiedy zjeżdżasz głosem na sam
dół."
J.D. Sumner doskonale przypomina tamtą rozmowę:
Nigdy nie byłem dla
nikogo tłem i nie miałem zamiaru, nawet dla Elvisa. Zawsze śpiewałem
gospel i nie miałem ochoty śpiewać niczego innego. Naprawdę
nie wiem, dlaczego się wtedy zgodziłem. Nie wyobrażałem
sobie, że mógłbym kiedykolwiek polubić stanie za czyimiś
plecami. Jednak już w czasie pierwszych pięciu tygodni naszej
współpracy okazało się, że można to nawet bardzo polubić.
Nie tyle fakt robienia komuś tła, ale fakt śpiewania do 20
tysięcy ludzi, zamiast do 500, co było już sukcesem, kiedy śpiewałem
wcześniej z kwartetem gospel. Polubiłem także to, że ludziom
podobało się nasze brzmienie. Elvis o tym wszystkim wiedział
i podczas wielu koncertów łechtał moją próżność, robiąc
ze mnie głównego bohatera przedstawienia, prosząc mnie o
dodatkowe zaprezentowanie moich możliwości wokalnych i stale
promując moje nazwisko.
Doszło wreszcie do tego, że Elvis zaproponawał nam byśmy
przejęli pierwszą część jego koncertu. I myśmy to
naturalnie zrobili. Ku zdumieniu wszystkich śpiewaliśmy cały
blok złożony z pieśni gospel. Zostało to przyjęte
entuzjastycznie przez publiczność i podobało się również
Elvisowi. Dla mnie zaś oznaczało to spełnienie marzeń : śpiewałem
pieśni religijne dla większej widowni niż ktokolwiek inny na
świecie. A nasz kwartet znalazł się nagle w świetle jupiterów
i staliśmy się naprawdę sławni.
Kwartet The Stamps, w którym na dwa lata pojawił się
Terry Blackwood, śpiewał i nagrywał z Elvisem przez siedem
lat, aż do jego śmierci. J.D. Sumner miał okazję współuczestniczyć
w wielkim tryumfalnym powrocie Presleya na scenę [...]."
|