Sonny West - August 2001 
              photo: Keith Alverson 

 

 

"Bardzo dziki Zachód"
    Andrew Hearn rozmawia z Sonny Westem


Odkąd pamiętam, nazwisko Sonny'ego Westa miałem zaszufladkowane w pamięci tuż obok Elvisa Presley'a. Kiedy byłem dzieckiem, trochę bałem się Sonny'ego - wyglądał złowrogo z tymi swoimi przeszywającymi człowieka na wylot oczyma i potężną sylwetką. Miałem wrażenie, że gdybym go kiedykolwiek spotkał, Sonny by mnie zabił. Może podniósłby mnie w górę i rzucił na ścianę albo wyciągnąłby swoje Magnum 375. Gdy dorastałem, Sonny West był facetem, którego chciałbym mieć za starszego brata - przyszedłby do szkoły i wystraszył dzieciaki na boisku niemal na śmierć. Wydaje mi się, że konferencja prasowa z Dave'em Heblerem (pokazana w "This Is Elvis") stworzyła ten wizerunek zimnego, włochatego drania, który zawsze był wściekły.


Cóż, zeszłego lata spotkałem Sonny'ego. Nie zabił mnie (choć kilka jego dowcipów niemal to zrobiło) i nie był zły. Nigdy w życiu tak się do nikogo nie pomyliłem: groźny Sonny, jakiego oczekiwałem, okazał się sympatyczny, wyjątkowo uprzejmy i przyjazny. Nawrócony na chrześcijaństwo Sonny jest wciąż bardzo przywiązany do swojej pięknej żony Judy (poślubił ją w 1970, a Elvis był jego drużbą) i rodziny. Prowadzi zdrowy tryb życia, popija dietetycznego Doktora Peppera i otwarcie mówi o szalonych dniach z Elvisem.


Jesteśmy teraz bliskimi przyjaciółmi, często rozmawiamy przez telefon. Jak ostatnio powiedział mi John Wilkinson, "jedyną zbrodnią Sonny'ego było to, że za bardzo kochał Elvisa". Sporo rozmawialiśmy podczas mojej ostatniej podróży do Memphis w sierpniu 2000 r. i z dumą przedstawiam teraz przeprowadzony wówczas wywiad.


Możemy zacząć od tego, jak poznałeś Elvisa?
Po raz pierwszy spotkałem go w 1958 na lodowisku Rainbow w Memphis w Tennessee, ale widziałem go wcześniej, gdy zjawił się w moim liceum. Byłem w dziesiątej lub jedenastej klasie, a on przyjechał na nasz campus i zaśpiewał kilka piosenek - "That's All Right, Mama" i inne, nagrane dla wytwórni Sun Records. Płyty były już w sprzedaży, a on je promował. Kiedy go zobaczyłem, pomyślałem, że to świetny i bardzo utalentowany facet. Potem widziałem go w 1957 lub 58 na Tucson Rodeo. Miał tam koncert, na który poszedłem.

Gdzie wówczas pracowałeś?
Byłem w siłach powietrznych w Tucson, potem znalazłem inną robotę i, jak mówiłem, spotkałem Elvisa. Miałem nie lada piekło z dziewczyną imieniem Melinda, bardzo dobrze jeździła na łyżwach. Ciągle mnie kładła na łopatki, bo sam nie jeździłem dobrze i Elvis to zauważył. Dopiero potem powiedział mi, że obserwował mnie i widział, jak to przyjmowałem. Nie wściekałem się na dziewczynę ani nic takiego, wlokłem się tylko do barierki i odpoczywałem. A Elvis powiedział do Reda: Wiesz, naprawdę podoba mi się twój kuzyn.

Kto więc załatwił spotkanie na lodowisku?
Red. Przyprowadził moje trzy siostry, mojego szwagra i mnie. Przedstawiono nas Elvisowi. Znał już dwie moje siostry. Zadurzył się nawet w Caroline, kiedy była w liceum Humes High Shool. Była 'chirliderką', królową piękności i takie tam. Elvis powiedział mi, że strasznie mu się podobała, ale wstydził się podejść do niej i zaprosić na randkę. No więc wtedy się spotkaliśmy, a potem w 1960 zobaczyłem go znowu, kiedy wyszedł z wojska. Ćwiczyliśmy trochę karate i potem Elvis zapytał, czy nie chciałbym dla niego pracować. Rzuciłem swoją robotę i pojechaliśmy razem pociągiem do Kaliforni.

Denerwowałeś się wiedząc, że masz pracować dla Elvisa?
Nie, robota była spokojna.

Na czym polegały twoje pierwsze obowiązki?
Sporo tego to było karate. Red i ja wyrośliśmy na ulicy i umieliśmy zatroszczyć się o siebie. Umiałem zachować równowagę, a Elvisowi to się podobało. Pomagałem mu przy samochodach i wszystkim, czego potrzebował. Kiedy chciał czegoś ze sklepu, wskakiwałem do wozu i przywoziłem mu. Nie miałem wiele roboty z ochroną kiedy kręcił film, bo w studio i przy bramie wjazdowej byli ochroniarze i nikt nie mógł dostać do środka.

Kiedy Elvis doszedł do wniosku, że potrzebuje osobistej ochrony?
Solidna robota zaczęła się, kiedy znów ruszył w trasę koncertową, i to nie dlatego, że ludzie byli źli, ale nieświadomie go ranili.

Zdaje się, ze doszło do kilku paskudnych przypadków, łącznie z groźbami, że zostanie zabity?
Taa, pierwszy zdarzył się chyba w 1971 w Las Vegas, które leży na granicy Newady, dlatego wmieszało się FBI. Sprawa była poważna i ludzie z FBI wiedzieli, że naprawdę może do czegoś dojść. Tam mieszkają wariaci, naprawdę zdolni do morderstwa. Było więc naprawdę gorąco. Za to wcześniej wystarczyło uważać na szaleńców, którzy chcieli dostać się bliżej Elvisa. Po aferze z Mansonem spoważnieliśmy i zaczęliśmy nosić broń. Legalnie - dostałem pozwolenie na broń w Las Vegas, tutaj w Memphis - miałem też broń w Kalifornii. Nie miałem jej jedynie w Nowym Jorku, bo tam nikt jej nie nosił prócz policjantów.
Nawet burmistrz Los Angeles miał ze sobą ochroniarza z LAPD, nie pamiętam jego nazwiska. Był bardzo cichy, nie rzucający się w oczy, ale profesjonalny. Pojechał z burmistrzem do Nowego Jorku, gdzie kazano mu oddać broń. Odmówił, a oni powiedzieli, że jeśli jej nie odda, nie wpuszczą go do stanu.

Czy Elvisowi powiedziano, że ktoś groził mu śmiercią?
Musieliśmy mu o tym powiedzieć, żeby był świadomy, co mu grozi, ale pierwszy raz dowiedział się o tym w Las Vegas. Odciągnął na bok Reda, Jerry'ego (Schillinga) i mnie i powiedział, że gdyby coś się stało, musimy dorwać faceta przed policją. Chciał, żebyśmy mu porządnie wpier.....

Czy Elvis miał jakiś wpływ na to, jak działała jego osobista ochrona?
Było takie zdarzenie w 1975, kiedy dawał sylwestrowy koncert w Pontiac Silverdome. W mieście był taki stuknięty facet, który wszystkim groził śmiercią i miejscowe gliny przyszły do mnie, żeby mi o tym powiedzieć. Mówili, że nigdy nie wprowadził swoich gróźb w czyn, ale ja stwierdziłem, że będę czuł się dużo lepiej, jeśli go przymkną. Elvis miał przylecieć samolotem, dać koncert i zaraz potem wylecieć z powrotem, więc poprosiłem, żeby przymknęli faceta na cztery - pięć godzin i oni się zgodzili. Aresztowali go godzinę wcześniej, zanim przyleciał Elvis i trzymali, dopóki znów nie znaleźliśmy się w samolocie.
Nie powiedziałem o tym Redowi ani Elvisowi, ani nikomu, bo sprawa została załatwiona. Dzień czy dwa później, byliśmy wtedy w domu - chłopaki i cała reszta; policjant, który miał kumpla w departamencie szeryfa w Pontiac powiedział Redowi, że słyszał o groźbach, więc Red mnie o to zapytał. Powiedziałem mu, że sprawa została załatwiona i facet był pod opieką policji podczas występu, że ciągle komuś groził, a ja po prostu nie chciałem ryzykować. Elvis powiedział mi wtedy: "Sonny, czego u diabła mi o tym nie powiedziałeś?", a ja musiałem wszystko znowu wyjaśniać. Elvis upierał się, że powinienem był powiedzieć mu o tym facecie.
Myślałem, że nie musiałem mu mówić, bo był na scenie, piętnaście czy dwadzieścia stóp wyżej - to była najwyższa scena, na jakiej kiedykolwiek występował, i łatwo było go dopaść. Zespół był na innym poziomie, a orkiestra grała na dole, był więc zupełnie sam. Powiedziałem Elvisowi, że bałem się o niego tamtej nocy, że to nie było jak w Vegas gdzie wszyscy stali wokół i byliśmy tuż przy nim. Tamtej nocy nie dostalibyśmy się do niego szybko, gdyby było trzeba.
Rozmawiałem o tym z Redem i przekazałem mu, co powiedział Elvis. Red powiedział: "Wiem, słyszałem. Sonny, jeśli coś takiego się powtórzy, ja i ty poradzimy sobie, tylko mi powiedz. Jeśli Elvis cię zapyta, powiedz, że już to załatwiliśmy - wszystko mieliśmy pod kontrolą i nie chcieliśmy, żeby się martwił." Red obiecał, że będzie mnie wspierać, jeśli coś takiego się powtórzy, ale się nie powtórzyło bo w następnym roku Elvis, wywalił mnie i Reda .

Sporo się o tym mówiło. Co naprawdę się stało?
Chcieliśmy, żeby przestał brać leki z recept i groziliśmy kilku ludziom z jego otoczenia. Ci z grupy wokalnej załatwiali mu leki, które dostawali od lekarzy. Kazaliśmy im przestać, albo ich uszkodzimy, a lekarzy podamy do AMA informując, że Elvis nawet nie jest ich pacjentem, a mimo to dostaje przepisane leki. Ci faceci dostawali leki na siebie i przekazywali je Elvisowi.

Czy Elvis ich do tego nakłaniał?
Tak, dawał im samochody i takie tam, żeby to robili.

I skończyło się to dość nieprzyjemnie?
Poszliśmy porozmawiać sobie z jednym z tych gości, Red wszedł przez drzwi a facet schował się za nimi i w efekcie złamał sobie palec u nogi. Kant drzwi walnął go w palec, cholernie go bolało, a Red powiedział, że jeśli pokaże się znowu, złamie mu coś więcej niż palec. Źródło wyschło i Elvis się zorientował. Inny facet wreszcie powiedział mu, czemu przestał dostarczać pigułki, powiedział Elvisowi o nas. Elvis wezwał nas, powiedział, że wie, co się dzieje i że mamy przestać. Powiedział, że ma nad wszystkim kontrolę, wie, co robi i może rzucić leki, kiedy zechce.

Tak mówi ktoś, kto jest naprawdę uzależniony.
Dokładnie. Elvis twierdził, że nie potrzebuje pomocy. Kazał nam się odczepić, a Red zapytał: "A co ze starymi dobrymi czasami, kiedy tego nie potrzebowałeś?". Elvis na to: "Nie ma już starych dobrych czasów". Wtedy zorientowałem się, że naprawdę spadamy w dół. Elvis powiedział: "Jeśli się nie odczepicie, będziecie musieli poszukać sobie innej pracy". Nie odczepiliśmy się, zaczęliśmy robić inne małe rzeczy, na przykład wyrzucaliśmy zawartość kapsułek i napełnialiśmy je aspiryną. Pół roku potem wywalił nas, bo nie chcieliśmy przestać.

Jak Elvis zachował się, wyrzucając was po prawie dwudziestu latach?
Powiedział swojemu ojcu, żeby dał nam dość pieniędzy na dwa lub trzy miesiące, bo zamierzał zatrudnić nas z powrotem. Chciał po prostu pokazać, kto tu jest szefem. Na miejscu była Linda Thompson, według niej mieliśmy dostać 5000 $, ale Vernon kazał nam zniknąć po trzech dniach, dał nam tygodniową pensję i stwierdził, że obcina wydatki. Nie tak miało być. Na Elvisa naciskali ludzie z jego kręgów, straszyli, że naprawdę chcemy porządnie namieszać. Myślę, że potrzebował swoich tabletek, a nas już nie chciał, więc odeszliśmy. Bardzo nas to zraniło, pogadaliśmy ze sobą i postanowiliśmy, że jedynym sposobem, by załatwić sprawę, to postawić Elvisowi wyzwanie... jakieś wyzwanie.

I to wyzwanie zrealizowało się w formie zdradzającej wszystko książki?
Postanowiliśmy napisać książkę o tym, jak był uzależniony od przepisywanych leków i że musiał się od nich uwolnić. Od tamtej pory ludzie tacy jak Jerry Lee i Dean Martin otwarcie przyznawali, że wszyscy byli uzależnieni. Sprawdziliśmy, jak inni zareagują na taką książkę, rezultat był pozytywny i zaczęliśmy umawiać się na rozmowy. Wiele osób nie wie o tym, że zaproponowano nam pieniądze, żebyśmy nie napisali książki, więc mogliśmy to sobie odpuścić. John O'Grady, prywatny detektyw Elvisa, który od 26 lat badał sprawę zażywania narkotyków w Los Angeles, kazał nam wymienić cenę. Zadzwonił do nas do hotelu o nazwie Continental na Bulwarze Zachodzącego Słońca. Byliśmy w apartamencie ze Stevem Dunleveyem (z amerykańskiego Star Magazine), przeprowadzaliśmy wywiad do książki. Steve powiedział, że ktoś dzwoni; myślałem, że to moja żona ale to był John. Zabrałem aparat do sypialni. John przywitał się i powiedział: "Dzwonię w imieniu strony, którą reprezentuję. Nie wymienię nazwisk, powiem tylko, że zostałem upoważniony przez tę osobę, by spytać was o sumę, za jaką nie napiszecie książki." Na co odpowiedziałem: "Mam podać sumę? Ale nie w tym rzecz, John. Podpisaliśmy kontrakt i wzięliśmy już zaliczkę."
John powiedział, że go nie zrozumiałem, że jeśli zrezygnujemy, nie musimy martwić się o żadną sprawę w sądzie ani o pieniądze. Mamy tylko podać sumę.
Wyjaśniłem, że piszemy książkę we trzech i mamy swoje powody. Musiałem porozmawiać z Redem i Dave'em. Umówiłem się, że oddzwonię za piętnaście minut. Zawołałem Reda i Dave'a do sypialni i powiedziałem, że dzwonił John O'Grady i że mamy podać sumę za nienapisanie książki. Popatrzyli obaj na mnie i Red powiedział: "Żartujesz? Stary, wiemy, kto za tym stoi." Powiedziałem, że znam swoją decyzję, a oni się ze mną zgodzili.

To obala twierdzenie, że napisaliście książkę dla pieniędzy.
Dokładnie, mogliśmy łatwo zarobić forsę. Gdybyśmy mu na to pozwolili, wiedziałby, że ze wszystkiego może się wykupić. Pewnie każdy z nas mógł dostać ćwierć miliona, może nawet pół miliona, gdybyśmy tamtego dnia zrezygnowali z książki. Nigdy nie mówiliśmy między sobą o cenie ani nie rozmawialiśmy o tej propozycji.

Czy książka nie wyszła za późno, by cokolwiek zmienić?
Tak było. Gdybyś tylko wiedział, ilu ludzi podchodziło do mnie i mówiło: "Boże, gdybyście tylko napisali tę książkę rok wcześniej". Ludzie dziękowali nam, mówili: "Mieliśmy Elvisa tak długo tylko dzięki wam". Najpierw mnóstwo fanów wściekło się, ale potem przeczytało książkę jeszcze raz i od wielu, bardzo wielu lat nikt nie powiedział mi że mu się nie podobała. Mnóstwo ludzi mówiło mi za to, że rozumieją, po co ją napisaliśmy.
To zresztą bardzo łagodna książka w porównaniu z tymi, jakie potem napisano. Na przykład książka Goldmana. To zresztą inna historia. Kiedy przeprowadzano ze mną wywiad do niej, powiedziano mi, że to naprawdę dobre, głębokie studium o Elvisie, ale mnie nie o to chodziło. Wiedziałem, że Elvis zabija się, że rani ludzi wokół siebie, tych ludzi, którzy go kochali. Albert Goldman przyszedł do mojego domu i dwukrotnie rozmawiał ze mną, za każdym razem przez trzy lub cztery godziny. Powiedziałem mu, że jeżeli zapyta mnie o coś, o czym nie chcę mówić, to nic nie powiem. Ostrzegłem, że nie chcę, by mnie błędnie cytował i że nie chcę, by wyrywał zdania z kontekstu. Obiecał, że jeśli wydrukuje moje słowa, to będzie dokładnie to, co powiedziałem, więc układ był jasny. Przysłał mi nawet książkę z autografem, ale nie przeczytałem jej, tylko odłożyłem na bok. A potem zaczęły dochodzić do mnie różne rzeczy, więc powiedziałem: "Hej, chwila moment", zajrzałem na stronę z indeksem, znalazłem swoje nazwisko, sprawdziłem na odpowiednich stronach. Ani jeden niewłaściwy cytat albo krzywdzące Elvisa stwierdzenie nie pochodzi ode mnie.
Mimo to wziąłem numer telefonu Alberta od Lamara, zadzwoniłem do niego i powiedziałem: "Albert, chcę ci coś powiedzieć. Muszę ci powiedzieć, że wobec mnie jesteś w porządku, że niczego, co mówiłem, nie wyrwałeś z kontekstu, ale myślę, że napisałeś jedną z najgorszych książek o jednym z najwspanialszych facetów na świecie. Nie chcę nigdy więcej cię widzieć ani z tobą rozmawiać".

Czy według ciebie Lamar źle zrobił, zgadzając się na udział w książce Goldmana?
Myślę, że został wrobiony. Na początku myślał, że Goldman napisze naprawdę dobrą książkę.

Opowiedz mi o swojej słynnej konferencji prasowej, umieszczonej w filmie "This Is Elvis".
W programie Dzień dobry, Ameryko, rankiem po śmierci Elvisa, Geraldo Rivera i Steve Dunlevey rozmawiali ze Steve'em Hartmanem. Siedzę i słucham, a ci dwaj faceci mówią o Elvisie, jakby go znali. Przecież Dunlevey wiedział tylko to, co mu powiedzieliśmy. Gerald Rivera oparł swoją historię na fakcie, że spotkał Elvisa dwa lub trzy razy. Goście kłócą się na antenie, a ja się tym tak zdenerwowałem, że zadzwoniłem do naszego prawnika, by zorganizował konferencję prasową na to popołudnie. Red wyjechał wtedy na plan filmowy , więc zadzwoniłem do Dave'a i spotkał się ze mną, żebyśmy razem wzięli udział w konferencji, pokazanej potem w "This Is Elvis". To wtedy Dave powiedział: "Jak ochronić człowieka przed nim samym?". To było klasyczne stwierdzenie, mówiło wszystko. Zwołałem tę konferencję i powiedziałem kilka rzeczy o Dunleveyu i Riverze, bo wspomnieli coś o narkotykach i twierdzili, że nazwaliśmy Elvisa śmieciem. Ani razu to słowo nie pojawia się w naszej książce i bardzo mnie to zdenerwowało.
Wyjaśniłem wszystko i stwierdziłem, że to my powinniśmy wystąpić w Dzień dobry, Ameryko. W efekcie World News odwołały objazd, jaki mieliśmy zrobić, promując książkę. Dopiero dwa lata później zacząłem ją naprawdę promować.

Czy nadal rozmawiasz z Dave'em Heblerem?
Jasne. On ciągle ma wykłady o karate. W maju zeszłego roku występowaliśmy razem.

Dave radzi sobie, prawda?
Jasne. Ma czarny pas siódmego stopnia; w trakcie występu żartowałem sobie, że zaciągnę go na scenę i opowiem wszystkim, co Elvis kazał mu robić. Rozmawialiśmy na przykład z miejscowymi policjantami, a czasami Elvis do nich wychodził. Zwykle chciał, żebym pokazywał swoje sztuczki, nikt nigdy mnie nie pokonał. Ciągle mierzyli się ze mną gliniarze, prywatni detektywi, i zawsze to ja mierzyłem do nich z pistoletu, zanim oni zdążyli choćby sięgnąć po swoje spluwy.
Dave prezentował swoje trzynaście uderzeń (można to obejrzeć w "This Is Elvis"). W Carson City powiedziałem mu: "Dave, musimy opowiedzieć o tych trzynastu ruchach, tych uderzeniach, które robisz w półtorej sekundy." A on na to: "Sonny, musimy je obciąć do sześciu lub siedmiu", ale nadal był bardzo szybki.
Dave sporo ćwiczył z Elvisem, który zainteresował się karate. Elvis zobaczył Dave'a w Vale w Colorado w swoje czterdzieste pierwsze urodziny w styczniu 1976. Dopiero co wróciliśmy z występów w Pontiac, o czym mówiłem ci wcześniej. Elvis miał kartotekę dotyczącą tych facetów z Meksyku i Los Angeles, którzy próbowali dostać się na scenę w Vegas i zostali wykopani. Chciał, żeby im wszystkim wpier....,  stary, chciał, żeby dobrać się do każdego z nich i go zabić.

Czy to był efekt zażywanych narkotyków?
No jasne, o tym mówię. Mówił i robił rzeczy, które by się nie zdarzyły, gdyby nie był pod wpływem leków i to po prostu łamało mi serce. Ruszałem wcześniej z pułkownikiem Parkerem, by ustawić ochronę i spotykaliśmy się potem w hotelu - windą jechaliśmy do apartamentu. Zawsze wynajmowaliśmy co najmniej pół piętra, a czasami całe. Jeśli na piętrze było 30 pokoi, zajmowaliśmy co najmniej 18 lub 19. W College Park w Maryland limuzyna podjechała, a ja schyliłem się, żeby wyciągnąć Elvisa, o tak (Sonny pokazuje mi chwyt kciukami). Wysiadł, miał zmierzwione włosy, oczy mu błyszczały, ledwo mówił. "Hej, Sonny, jak się masz, stary", wybełkotał. Nigdy nie widziałem go w takim stanie, to znaczy zawsze miał ułożoną fryzurę i resztę, tym razem był w naprawdę złej formie. Zwykle przedstawiałem mu po nazwisku wszystkich gliniarzy, którzy mieli nam pomóc, ale tamtego dnia powiedziałem tylko: "To faceci, którzy się nami opiekują". On rzucił krótkie "cześć" i szybko zaprowadziliśmy go do środka.
Potem wyszedłem i od razu zadzwoniłem po Reda i czterech czy pięciu innych facetów, byli tam chyba Grob i Schilling, i zwołałem naradę. Chciałem dowiedzieć się, co się stało, że Elvis jest w takim stanie. Powiedziałem wszystkim, że musimy się pomodlić, i że z Elvisem nie jest dobrze. Stanęliśmy w kółko i poprosiliśmy Boga, żeby miał go tego dnia w swojej opiece. Nigdy tego nie zapomnę.

Czy próbował kiedykolwiek ukryć to, w co się wpakował?
Przez długi czas nie pozwalał, by miało to wpływ na jego występy, ale pod koniec to było widać. Mawiał: "O rany, dopiero wstałem i mam małego kaca", ale to nie był już Elvis. Elvis miał ogromne poczucie humoru. Kiedy był w formie, nikt nie był zabawniejszy od niego.

Kiedy po raz ostatni byłeś w jego domu?
Pierwszy raz byłem tam w 1983. Zadzwoniłem do Jacka Sodena i zapytałem, czy mogę zabrać paru przyjaciół do Gracelandu, żadnej grupowej wycieczki ... i Jack się zgodził. Pojechałem i było to dla mnie dość trudne. Przeszedłem przez frontowe drzwi i spojrzałem na jadalnię. Stałem i myślałem o tym, ile razy tu wchodziłem. Trzymałem emocje na wodzy, bo wokół byli ludzie, ale wróciłem tam dopiero dwa lata temu. Byłem po drugiej stronie ulicy, zobaczyłem oblężony przez tłumy budynek i powiedziałem do kumpli: "Chodźcie, spróbuję tam wejść", a oni poszli ze mną.
Weszliśmy do środka z całym tłumem i jak każdy stanęliśmy w kolejce - ja przeszedłem dalej i stanąłem tam, gdzie ludzi było ciut mniej. Nie patrzyłem, gdzie idę, ale odwróciłem się nagle i jedyne, co widziałem przed sobą, to był grób Elvisa. Dostałem gęsiej skórki. Odwróciłem się do chłopaków i powiedziałem: "Muszę się stąd wydostać". I wyszedłem. Jakaś pani podeszła do mnie i spytała, czy Sonny West to ja. Przytaknąłem, a ona powiedziała: "Chcę ci podziękować, bo czuję, że mieliśmy go tak długo dzięki tobie i Redowi". To mnie wzruszyło i zakręciła mi się łza w oku, chłopie.

O jaką najdziwniejszą rzecz pytali cię fani?
Cóż, ta sama kobieta przedstawiła mi młodego chłopca z Meksyku, miał dwadzieścia, może dwadzieścia jeden lat i nie mówił dobrze po angielsku. Zapytał, dlaczego Elvis nie lubił Meksykan - słyszał, że Elvis mówił o nich brzydkie rzeczy. Powiedziałem mu, że to wszystko kłamstwa i że Elvis kochał Meksykan. Ten facet powiedział mi, że Elvis mówił podobno, że to tłustowłosa banda. Powiedziałem mu, żeby pamiętał, że Elvis sam wcierał sobie we włosy różne rzeczy, żeby były tłuste, i że nawet farbował je na czarno. Mnóstwo się mówi o tym, co niby Elvis powiedział, a on przecież nawet się denerwował, że nie wolno mu było pojechać do Meksyku z powodu zamieszek. Na planie "Fun in Acapulco" Elvis zezłościł się na reżysera, bo napadł na dwójkę aktorów, którzy mówili łamanym angielskim. Wrzasnął: "Jezu Chryste, nie możecie wymówić tej kwestii poprawnie?" A Elvis wziął go na stronę i powiedział: "Proszę pana, tych ludzi zatrudnił producent, wiedział jak mówią i znał ich język, ale mimo to ich zatrudnił, a oni się naprawdę starają. Może pan zrobić z nimi więcej prób, ale proszę się tak nie zachowywać. Nie podoba mi się, jak pan ich traktuje", i potem był spokój.
Tak samo potraktował reżysera "Easy Come, Easy Go". Elvis i Pat Harrington współpracowali świetnie, grali scenę w studio na łodzi, kiedy coś tam się stało - jakiś żart albo coś, wszyscyśmy umierali ze śmiechu. Zrobiliśmy trzy czy cztery powtórki, ale za każdym razem zaczynaliśmy rżeć ze śmiechu, aż reżyser powiedział: "Dobra, dość tego. Wynoście się z planu". A Elvis na to: "Czy mogę z panem porozmawiać chwilkę?" Zabrał go na bok i powiedział: "Gram w filmach, bo dobrze się przy tym bawię. Częściowo dlatego, że miło spędzam czas z moimi ludźmi i z moimi przyjaciółmi. Jeśli oni odejdą, ja też odejdę i nie będę grał w tym filmie".
Reżyser przeprosił, powiedział, że nie chciał zdenerwować Elvisa, a on na to: "Nie jestem zdenerwowany, ale moi ludzie to moi ludzie". Wrócił, porozmawiał z Patem i nakręcili tę scenę w jednym ujęciu.
Ten sam reżyser zaproponował mi małą rólkę, linijkę czy dwie, miałem walczyć z Elvisem w "Roustabout". Ale ja wydawałem się za bardzo w typie Elvisa, a reżyser szukał większego kontrastu w scenie walki, dali więc rolę innemu facetowi nazwiskiem Glen Wilder, który był byłym futbolistą i uczył się na kaskadera. Jeśli obejrzysz "Roustabout", Elvis gra tam z takim bogatym typkiem, Tobym. On wali Elvisa, a Elvis kopie go w brzuch. Zgadnij, co facet zrobił? Często powtarzałem tę scenę z Elvisem. Po prostu padasz trupem, bo kiedy Elvis cię dopadnie, wypadasz z gry. Gość nie powinien nawet wejść w kontakt, ale ten facet postanowił to zrobić, tyle że Elvis o tym nie wiedział. Walnął Elvisa obcasem pod oko i musieli wpisać do scenariusza, że Elvis rozbił się na motorze i podbił sobie oko.
Na ścieżce dźwiękowej jednak i tak słychać, jak obrywa obcasem. Elvis tylko odwraca się i patrzy na niego, krew płynie mu po twarzy, a on zamierza grać dalej. Facet, który go uderzył, miał powiedzieć swoją kwestię, ale nie mógł wydobyć z siebie głosu i scena została wycięta. Powiedział potem: "Elvis tak na mnie patrzył, że chciałem zwiać, gdzie pieprz rośnie". Wiedział, że Elvis nie był w dobrym nastroju.

Czy Elvis mógł wybierać, z kim pracuje, jeśli chodziło o aktorów i reżyserów?
Nie, Elvis nigdy nie wybierał sobie reżysera, to zależało od ludzi takich jak Hal Wallis. Tak samo było w przypadku głównej aktorki, po prostu wiadomo było, kto dobrze zagra z Elvisem. Były jedna czy dwie, nie chce wymieniać nazwisk, których nie sposób uznać za piękne. Elvis nigdy nie miał romansu ze swoimi partnerkami na planie. Nigdy też nie spotykał się z Shelley Fabares, ona wyszła za Lou Adlera, producenta płyt. Nagrali z Elvisem dwa lub trzy filmy, iskrzyło się między nimi jak między Fredem Astaire'em i Ginger Rogers. Bawili się dobrze i my bardzo ją lubiliśmy. Była słodką osóbką.

Tu obaj z Sonnym zorientowaliśmy się, że zostało nam tylko kilka minut, żeby dostać się do Orpheum Theatre na światową premierę filmu o Elvisie "That's The Way It Is". Pośpieszyliśmy więc... i to wszystko.


 

Memphis, August 2000
Essential Elvis
"The Wild, Wild West" - Andrew Hearn
Przekład : Monika Jaworska

 

 

Specjalne podziękowanie dla 
Andrew Hearn

Special thanks to
Andrew Hearn


 

Elvis & Sonny - December 1970

 

SONNY WEST

... more / więcej ...

 

 

 

 

stat4u

 

 Click here !
        ... about me 
        ... więcej o mnie :-)


 

   Home | Discography | Filmography | TV | BMG News | FTD Label | Photo Gallery | Books | Links | Articles
                           
Copyright © 1999 - 2001 EPFP by Andrzej Lipczynski