Serwis miłosników grzybobrania - Na grzyby !| Grzyby naszych miast | Nasza biblioteka | Nawigacja | O stronie | Objaśnienia | Masze wyprawy | Ciekawostki |
| Darz Grzyb | Czy są grzyby ? | Forum | Ciekawe linki | Nowości | Słownik | Literatura | Przepisy | Ankieta |

   Wspólna wyprawa Ola, Tadeusza i Zenita
na Słowacką Orawę
09.10.2004

>>> Relacja z wyprawy <<<

Galeria foto I   galeria foto II galeria foto III 

Relacja z grzybobrania na Orawie słowackiej 9 października 2004

Na początku był Grzyb. A Grzyb był w Lesie. I Lasem był Grzyb. Byli jednak w owym czasie mężowie, którzy nie bacząc, że to nieprzezpieczne, ruszyli w Las aby zmierzyć się z Grzybem. Pożegnawszy zalane łzami niewiasty, przytroczywszy rozliczny ekwipunek i zabrawszy niezbędną spyżę, dosiedli żelaznego rumaka, i w imię Boże, ruszyli.
A odbyło się to tak:

Dwóch spośród onych mężów, dwie niedziele nazad, po sławnej w świecie bitwie z Grzybem stoczonej w Lasach Janowskich, zawarłszy braterstwo krwi (i etanolu) poprzysięgło sobie nie darować Grzybowi, i że póki krwi, póki tchu, że póki członkami ruchać będą mogli, będą z Grzybem walczyli. Ponieważ wszystkie ich członki były (jak zwykle) sprawne, dowiedziawszy się, że Grzyb grasuje w górach Orawy, postanowili Go tam dopaść i ostatecznie wykończyć. Jako wojownicy jednakowoż, powinni służbę swemu panu (zwanemu w onej krainie Kierownikiem) – musieli wpierw odsłużyć na swoich zamkach dwie niedziele (straszliwie srogi to bowiem pan). Po tym czasie jednak, nieuchronnie nastąpił czas na spotkanie z Grzybem.

Jednego z owych mężów zwano Wieśkiem herbu Zenit Omglony. Sławny w świecie był to grzybobójca, który niejednokrotnie zapisał się wielkimi zgłoskami na kartach historii wojny z Grzybem. Władał on straszliwie zakrzywionym nożem z pędzelkiem do omiatania pokonanego Grzyba w sposób wielce srogi. Ale nie ów nóż był najstraszliwszą jego bronią. Miał on także Atlas – broń masowej zagłady, która bez wątpliwości wskazywała Grzyba do natychmiastowego ukatrupienia.

Drugim mężem był niejaki Olo herbu Spadaj Bucu. Wojownik był z niego wielki, jednak doświadczeniem bojowym ustępował Wieśkowi i wojnę z Grzybem toczył krócej. Jego zapał i wola walki jednak czyniły z niego potencjalnie groźnego przeciwnika dla Grzyba, sprawiły też że Wiesiek postanowił z nim właśnie ruszyć na Grzyba. Władał on myśliwską kosą, nie tak jednak zakrzywioną jak Wieśkowa, poza tym, podobnie jak pierwszy wojownik, miał i on broń masowej zagłady. Był to straszliwych rozmiarów gumowiec, którym mógł potraktować Grzyba, gdyby ten ośmielił się nie być Rydzem.

Nauczeni doświadczeniem trzydniowej Wojny Janowskiej, wielcy ci wojownicy postanowili jednakowoż ruszyć na Grzyba z odpowiednim wsparciem. Zaproponowali uczestnictwo w Drużynie wielkiemu Tadeuszowi herbu Triceps. Wojownik był to wielki, sławny nie tylko z ogromnych przewag w walce z Grzybem, lecz także niezrównany i słynny w całym świecie mistrz w oprawianiu zwłok Grzyba i przyrządzaniu z nich magicznych eliksirów pozwalających zwycięzcy wchłonąć tkwiącą w poległym Grzybie Moc. Wielu w owych czasach twierdziło, że stąd wzięła się jego niespotykana w świecie rycerska sława i niezliczone zwycięstwa nad kolejnymi wcieleniami Grzyba. Niezmordowany ów rycerz przyjął godność z wdzięcznością, jednak w wyprawie udziału nie wziął. Był on bowiem winien służbę jeszcze groźniejszemu niż Kierownik panu – zwanemu w owych czasach Rektorem.

Na szczęście, na horyzoncie pojawił się Tadeusz herbu Ogórek Chili – okrutny wojownik, który poprzysiągł Grzybowi śmierć. On właśnie uzupełnił Drużynę i w swojej nieodłącznej raperskiej czapce z daszkiem (budzącej po dziś dzień paniczny strach wśród Grzybów i używanej jako straszak na niegrzeczne Grzybiątka) ruszył na Wyprawę.

Kiedy weszli w lasy Orawy rozdarło się niebo lejąc na walczących strugi dżdżu i grzmiąc straszliwie. Płakało niebo w obliczu zbliżającej się jatki. Mimo to nasi dzielni wojownicy wyciągnąwszy noże rozpoczęli rzeź. Pierwszy był straszny grzyb zwany Opieńką Miodową. Bronił się okrutnie, jednak w obliczu przeważających sił poległ szybko. Nie nasyciło to jednak wojowniczych pogromców Orawy. Stromym zboczem ruszyli w górę wiedzeni instynktem i groźnym pomrukiem czającego się na szczycie Grzyba. W drodze staczali krótkie bitwy z pojedynczymi Podgrzybkami, które mimo że groźne, ze względu na małą liczebność prędko uległy. Choć zdawało im się, że Opieńka już jest pokonana dostrzegli jak bardzo byli w błędzie. Na szczycie góry przyszło im walczyć z wielka ilością tych strasznych Grzybów. Niespodziewanie z lewej flanki zaatakował Łuskwiak Nastroszony i Soplówka Jodłowa. Sytuacja była skomplikowana. Tadeusz z Wieśkiem stawili im czoło, podczas gdy Olo z nożem w dłoni dokonywał cudów przy pniu i pławił się we krwi Opieńki Miodowej. Kiedy Wiesiek pokonał Łuskwiaka ciężko dysząc stawił czoło Łyczakowi Późnemu. Ale gdzie tam takiemu Łyczakowi do naszego Mastah........... I poległ Łyczak...... Jednakże wojownicy usłyszeli zew Rydza.... Zrozumiawszy, że w pobliżu czai się ich najstraszliwszy wróg, zawyli dziko i pobiegli.... Byli straszni w swoim zwierzęcym zapamiętaniu. Pot lał im się z czół i zmieszany z deszczem ściekał pod zbroje. Noże lśniły w dłoniach, a w oczach mieniło się szaleństwo. Rydz był bowiem Wrogiem, któremu zamierzali tego dnia stawić czoło. I ruszyli ławą niczym wicher zmierzając w stronę Rydza. Wiesiek wziął pod opiekę Ola, który wcześniej z Rydzem nie walczył i tłumaczył mu jak można tego ekstremalnie groźnego przeciwnika pokonać.... Zagłębili się w Las, z którego dochodziło ich wściekłe wycie Rydza. Choć przecie drżeli, nikt nie wie czy z podniecenia jeno, czy może strach trochę ich petał.....

Przebywszy kilka kwartałów, myśleli już, że Rydz ukrył się przed nimi skutecznie, jednak..... Zza paproci, na podmokłej ziemi ujrzeli szczerzącego swe straszliwe kły ogromnego Rydza. Nie ulękli się jednak nasi dzielni wojownicy, jeno z obnażonymi ostrzami rzucili się do walki. A była ona straszna. Broń świstała w powietrzu, słychać było sapanie i jęki konających Rydzów, stękanie i ciężki oddech Morderców, a świat zakryła jakby pomarańczowa posoka...... Po pewnym czasie jednak było już wiadomo kto zwyciężył. Z pełnymi koszami, syci sławy i chwały wracali rycerze do swego rumaka. Przemoczeni, zziębnięci, strudzeni i pokryci krwią Grzyba wiedzieli, że zwycięstwo jest blisko. Posilali się wspólnie, przy czym okazało się jak powstał herb Tadeusza. Z podróżnej sakwy wyjął on ogórki, które mają wszystkie ogórki pod sobą. I niech zdycha w mękach w objęciach Grzyba ten, kto twierdzi inaczej. Z takim indywiduum Wiesiek i Olo będą potykali się konno alibo pieszo, na miecze alibo topory, na śmierć lub na niewolę. Były to najbardziej zajebiste ogórki w tej części galaktyki.

Po powrocie do namiotu Wieśka i pożegnaniu Tadusza przyszedł czas na oprawianie zwłok Grzyba. Dymiącymi jeszcze grzybią posoką nożami Olo i Wiesiek poczęli swą straszliwą robotę. Żona Wieśka (przecudna kobieta zwana Danutą) początkowo niechętna temu procederowi z czasem zaczęła im towarzyszyć i uwieczniać nawet ich robotę na zdjęciach. Jak większości niewiast, z początku trudno Jej było spoglądać na ich pracę przy martwym ciele Grzyba, była jednak dzielna, i jak przystało na Wielką Żonę Wielkiego Rycerza pomagała im ze wszystkich sił prawie do północka. Dzięki Jej pomocy, ciała Grzybów zostały odpowiednio przygotowane. Nikt nie zdaje sobie nawet sprawy jak wielką odegrała w tej wojnie rolę Danuta.... Wierzmy jednak, że Historia nie odmówi Jej należnego miejsca w poczcie śmiałków walczących z Grzybem.

Po ukończonej pracy, Wiesiek i Olo kładli się już spać, kiedy stało się coś strasznego....... W ciemności usłyszeli....... Nie, to nie może być prawda.... A jednak. Pośród nocy rozlegał się straszliwy ryk Gąsówki Nagiej. Nasi rycerze myśleli że to duchy, jednak po chwili usłyszeli, jakby dla potwierdzenia, złowrogi zew Czubajki Kani. A zatem Wojna się jeszcze nie skończyła..... Grzyb nie odda tchu tak łatwo..... Ale Oni, zacisnąwszy pięści postanowili walczyć do końca i następnego dnia ubroczyć się we krwi Gąsówki i Czubajki.... Ale o tym będzie w kolejnej relacji.......

Niniejsza relacja była sponsorowana przez C2H5OH ..............
Autor tekstu: Olo