|

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
N areszcie mogliśmy się pokłonić Babiej Górze. Zaniedbywaliśmy ją dotychczas. Zwykle przyjeżdżamy tu w wielkanocny poniedziałek – w tym roku jednak wybraliśmy inną trasę, która sypnęła piestrzenicami.Niedzielny poranek przywitał nas na Orawie deszczem. Na początku był to tylko kapuśniaczek, w miarę upływu czasu lało jednak coraz solidniej. Kryliśmy się w lesie gdzie pod osłona potężnych świerków i jodeł deszcz nie był zbyt dokuczliwy. Dokuczliwy był natomiast zupełny brak grzybów. Pojawiały się jedynie nieliczne muchomory mglejarki (Amanita vaginata). Nie było nawet oczekiwanych przez nas poćców czyli borowików ceglastoporych. Dopiero pod koniec babiogórskiej wędrówki udało mi się spotkać jednego mocno wyszczerbionego przez ślimaki. Wiesiek z braku obiektów mikologicznych fotografował salamandry plamiste, które można na Babiej czasem spotkać. Zrezygnowani wracaliśmy z powrotem polewani coraz większą ilością wody, która spadała z chmur przykrywających masyw Babiej. I wtedy wydarzył się cud - na brzegu rowu Wiesiek wypatrzył prawdziwka. Prawdziwek był mały a to, że został wypatrzony Wiesiek zawdzięcza ślimakowi, który wygryzł (czy ślimaki gryzą?) białe placki rzucające się w oczy. Nieco dalej kolejne zjawisko też graniczące z cudem – grupa pięknych młodych rydzów i to na dodatek grubych rydzów jodłowych. Ta wspaniała odmiana jest przez nas ceniona najwyżej; nie zielenieją, rzadko bywają robaczywe, są smaczne. Oficjalna nazwa to mleczaj późnojesienny ( Lactarius salmonicolor). Nazwa wskazuje, że powinien wyrastać późną jesienią. W atlasach notuje się, że występuje od sierpnia do listopada. Tym razem pojawił się bardzo wcześnie... ale w tym roku nic nie może już dziwić - 1 czerwca znaleźliśmy przecież nie tylko rydze ale także gąsówkę nagą (Lepista nuda). Nasza znajoma “grzybiarka” z Řičan koło Pragi również pisze o znalezieniu kilkudziesięciu gąsówek nagich co jest jak na tę porę roku niezwykłą rzadkością. Wprawdzie sukces Wieśka był niewątpliwy – dno kosza usłane rydzami jodłowymi, na wierzchu jeden prawdziweczek, ale nie załamywałem się patrząc na mój pusty koszyk. Pod koniec trasy i mnie przydarzył się młody prawdziwek. Podejrzewam, że były to jedyne prawdziwki jakie wyrosły w tym dniu na Babiej. Śnieg leżał w tym roku dość długo – na większe grzyby trzeba będzie jeszcze poczekać. Zmoczeni i nieco zziębnięci opuściliśmy Babią kierując się do Chyżnego. Tam zostaliśmy ugoszczeni przez znajomych- Państwa Nogów, którzy na dodatek zaopatrzyli mnie w suche odzienie dające szansę na zwiedzenie pobliskiego lasu. Tym razem wyruszyliśmy w trójkę - dołączył do nas Krzysiek ( omc* magister fizjoterapii) znany grzybiarz i pszczelarz. Wyprawę potraktowaliśmy jako polowanie na poćce jakkolwiek prawdziwki, które senior Noga przyniósł rano z lasu wskazywały na możliwość znalezienia również tego najbardziej poszukiwanego grzyba. Okazało się, ze poćce były. Znaleźliśmy ich sporo, w większości były jednak robaczywe. Nadawały się głównie do fotografowania. Początkowo Wiesiek pstrykał wszystko, z czasem ograniczył się tylko do okazów ładniejszych albo malowniczo usytuowanych. Pierwszego prawdziwka wypatrzył Noga – junior ale trudno się dziwić- zna ten las od dziecka i czasem wyciąga z ziemi prawdziwki, których zupełnie nie widać a o ich istnieniu świadczy tylko kopczyk igliwia. Drugi prawdziwek padł łupem Wieśka. Wyrósł w borowinie i był to najpiękniejszy okaz znaleziony w tym dniu. Krzyku było co niemiara, podejrzewam, że niedźwiedzie grasujące w tym roku w lasach wokół Babiej nie pojawią się już w tym sezonie w Chyżnem. Po sesji zdjęciowej kontynuowaliśmy marsz w poprzek lasu dochodząc do drugiej jego części położonej za drogą wiodącą ku granicy. Ta część lasu znana jest nie tylko z prawdziwków. Występuje tu w znacznej ilości płachetka kołpakowata (Rozites caperata), grzyb znany raczej z lasów sosnowych leżących na zachód i północ od Małopolski. Płachetek jeszcze nie było – trafiały się za to poćce i piękne zakątki leśne godne utrwalenia na fotografii. Wiesiek szczególnie dybał na kępy mchu, które wyglądały wspaniale mimo solidnego zachmurzenia (a może dzięki takiemu a nie innemu światłu). Nareszcie i mnie udało się dopaść prawdziwka. Grzyb był młody a kapelusz miał ukształtowany w formie serca. Wiesiek twierdził, że jemu ten kształt kojarzy się z zupełnie czymś innym a mianowicie z chłopem zakopanym w ziemi. Nie wiem do końca co miał Zenit na myśli jako, że nastąpiła kolejna sensacja – znaleźliśmy dwa podgrzybki brunatne (Xerocomus badius), które jak wszyscy wiedzą wyrastają także znacznie później. Nastąpiła kolejna sesja zdjęciowa i w efekcie zapomniałem zupełnie jak to było z tym zakopanym chłopem. W sumie grzybobranie zakończyło się sukcesem; parę prawdziwków, znaczna ilość poćców, rydze z Babiej Góry, podgrzybki. Na dodatek wspaniały materiał fotograficzny: tajemniczy las z mgiełką, zapomniana pasieka, maleństwo, które zbyt wcześnie opuściło gniazdo, osa budująca swoje plastry na gałązce wrzosu, młoda krówka, która miała ochotę pogonić nas po pastwisku. Na koniec Wiesiek ułożył swoje najpiękniejsze okazy na kamieniu przy studni państwa Nogów. Myślę, że jest to pewien symbol, który można odczytać - “oby się takie grzyby w tym roku na kamieniu rodziły”. * omc – “o mało co”- obrona pracy magisterskiej jest przewidziana na 28 czerwca Dodam jeszcze Tadeusz że znalazł jednego maślaka pstrego i dziwnie nie dokońca rozpoznane grzyby... kto podpowie co to za gatunek ? Tekst: Tadeusz
Ruchlewicz |
|||||