|
| Dostaliśmy informację, że w lasach
koło Rajbrotu
sypnęło grzybami. Udaliśmy się skoro świt do znajomego mieszkającego na skraju
Bochni, który był łaskaw wstać wcześnie rano i popilotować nas w kierunku Rajbrotu.
Na nieszczęście nasz znajomy niezbyt interesuje się grzybami więc nie znał lasu
i miejsc gdzie mogą pojawiać się prawdziwki. Poszukiwania rozpoczęliśmy więc od
wypatrywania takich miejsce gdzie grzyby mogą rosnąć. Okazało się to jednak niezwykle
trudne. Wszędzie bowiem były borówki.
Przy drodze gromadziły się kolejne samochody ale wysiadali z nich głównie zbieracze
borówek czarnych czyli czarnych jagód
( Vaccinium myrtillus). Napotkany zbieracz stwierdził, że jeżeli będziemy
chodzić do południa to może ze cztery grzyby znajdziemy. Trochę nas zmartwił ale nie
na tyle byśmy dali za wygraną. Ja osobiście nie lubię szukać grzybów w
“zaroślach” borówkowych bo po pierwsze niewiele widać w tej zielonej gęstwinie a
po drugie z własnego doświadczenia wiem, że w borówkach czasem coś wyrośnie ale
lepiej je omijać z daleka. Szukaliśmy więc placyków pozbawionych borówek. Było ich
niewiele ale już można było coś znaleźć. Na pierwszy ogień poszedł maślak pstry
(Suillus variegatus), potem znalazł się także pojedynczy podgrzybek
brunatny (Xerocomus badius). Z czasem pojawiły się trujące muchomory
plamiste(Amanita
pantherina). Jednym słowem nasze poszukiwania dawały marne rezultaty
– grzybów w tym miejscu nie było. Staraliśmy się zmieniać teren
ale z niewielkim skutkiem. Trochę ożywienia wywołała piękna kępa grzybów
przypominających prawdziwki ale było w nich coś takiego, że budziły
wątpliwość...okazało się, że słusznie – trafiliśmy bowiem na goryczaki
żółciowe ( Tylopilus
felleus). Wiesiek zrobił kilka zdjęć tego znaleziska a ja przy okazji
przypomniałem sobie moją przygodę z tymi grzybami w okolicach Sanoka. Wybrałem się tam do lasu w deszczowy lipcowy dzień i już po kilku minutach stwierdziłem, że w lesie nie ma nic poza goryczakami. W tym momencie napotkałem zziajanego grzybiarza, który uradowany pokazał mi pełny kosz.... goryczaków. Rozpromieniony wykrzyczał: -Ale rosną co? To się nazywa trafić na grzyby! Panie, jestem tu na urlopie i już mam 9 kilo samych czapek ususzonych. Nieco zdziwiony starałem się mu tłumaczyć, że to co zbiera to goryczaki – grzyby wprawdzie nieszkodliwe ale niejadalne z powodu gorzkiego smaku. Trochę się zdenerwował ale i tak mi nie wierzył. Dopiero próba smakowa przekonała go, że mam rację. Zaczął pluć, wysypał grzyby z kosza, podeptał je, potem nieco ochłonął i takim jakimś grobowym głosem powiedział do mnie: “Panie sp.......ł mi pan dwa tygodnie urlopu, a tak się cieszyłem z tych grzybów”. Poczułem się jak ostatnia szmata... W lesie rajbrockim więcej goryczaków już nie było. Spotkaliśmy za to dwa maleńkie prawdziweczki. Jeden rósł n środku drogi...przeszedłem nad nim ale wpadł na Wieśka, który go zaraz sfotografował. Mnie natomiast udało się znaleźć dodatkowo pojedynczego kozaka pomarańczowożółtego a dwa następne znalazł Stefan, który nas na ten las “napuścił”. Kolekcję zdjęć uzupełniły jeszcze łuszczaki (Kuehneromyces mutabilis) oraz piękne skupiska błyszczaka kruchego (Leocarpus fragilis). Błyszczaki są tak małe, że zwykle nie zwracamy na nie uwagi. Dopiero w powiększeniu widać jak małe może być piękne. Poszukiwania w Rajbrocie zakończyły się sukcesem fotograficznym Wieśka ( błyszczaki, ładne goryczaki do galerii) ale koszyki pozostały prawie puste. Stefan - nasz przewodnik zaprosił nas do domu celem wzmocnienia sił życiowych a przy okazji pokazał swój dom, ogród oraz dwie piękne kobiety; żonę i córkę. Z balkonu domu widać było sięgającą aż po horyzont Puszczę Niepołomicką. Ten widok przypomniał nam, że możemy jeszcze skompensować nasze niepowodzenia w Rajbrocie wizytą w Puszczy. Okazało się, że mieliśmy nosa. Przede wszystkim trafiliśmy na rozkwit barszczu Sosnowskiego. Tym razem można było sfotografować kwitnące baldachy tych olbrzymich roślin. Niektóre wyrosły zdecydowanie na ponad 3 metry. Widać to zresztą na zdjęciach gdzie stoję obok łodygi rośliny (ja mam 181 cm). Na jednym z baldachów żerowały piękne złotozielone chrząszcze kruszczycy złotawki ( Cetonia aurata). Wiesiek zrobił też zdjęcie na którym widać jak otwiera się pochwa rośliny i wychodzi z niej nowy baldach. Barszcz Sosnowskiego obrodził wspaniale. Widać też, że rozsiewa się po okolicznych łąkach. Finalna część wizyty to łowy na kanie. Byłem wprawdzie w puszczy dwa dni wcześniej ale kań nie było. Tym razem szczęście nam dopisało. Nie było tego zbyt dużo ale sądzę, że ponad trzydzieści pięknych okazów zabraliśmy z sobą. Spotykaliśmy i młode egzemplarze o zamkniętych jeszcze kapeluszach i starsze, nieco podsuszone. Widać, że to raczej początek kaniopojawu. Tekst: Tadeusz Ruchlewicz Na koniec dodam że Tadeusz zapomniał wspomnieć o znalezieniu w
Rajbrocie jednego kozaka
babki i ładnych muchomorach
mglejarkach. Wspomnę też o pięknych czerwonych
grzybkach rosnących na gołej ziemi i białych śluzowcach
na pniach drzew. Podziękuje w tym miejscu jeszcze córce Stefana
która podarowała mi sympatyczną grzybową
wycinankę... Wycinanka ta ma honorowe miejsce koło mojego komputera i
bedzie mi długo przypominać o miłej wizycie w Bochni. Zapomniałby zupełnie o Tinie
która jakoś nie polubiła mnie od pierwszego spojrzenia... widać błysk flesza nie
spodobał się... cały czas warczała na mnie i pilnowała... widać nie lubi być
fotografowana... Foto: Wiesław Kamiński zenit@kki.pl i Tadeusz Ruchlewicz |