Serwis miłosników grzybobrania - Na grzyby !| Grzyby naszych miast | Nasza biblioteka | Nawigacja | O stronie | Objaśnienia | Masze wyprawy | Ciekawostki |
| Darz Grzyb | Czy są grzyby ? | Forum | Ciekawe linki | Nowości | Słownik | Literatura | Przepisy | Ankieta |

   W pogoni za rydzem 3 października 2004
Słowacja Orawa

W pogoni za rydzem 3 października 2004

Relacja z wyprawy

Galeria foto I   galeria foto II galeria foto III  galeria foto IV 

     Któregoś dnia , nie mogąc otworzyć strony www.grzyby.and.pl pytając Zenita o przyczynę , zahaczyłam go , czy wybiera się gdzieś na grzyby , bo chętnie pojechalibyśmy razem . Odpisał , że planuje w niedzielę wyprawę na rydze i jeśli mamy czas , to zaprasza . Czas mieliśmy , chęci też . Umówiliśmy się na przejściu granicznym w Chyżnem .
Zenit , Heniu i Bogdan byli punktualnie bladym świtem . Wyruszyliśmy więc w najpiękniejszą (zdaniem prezesa) dolinę Orawy . Faktycznie była piękna , lekka mgiełka przykrywała jeszcze zbocza , co dodawało jej uroku i tajemniczości .
Nasza pupilka Aisza cierpliwie czekała na wyjście z samochodu , a my jeszcze postanowiliśmy ogrzać się pachnącą małą kawą przygotowaną w termosie przez Janusza , zmieniliśmy obuwie i ruszyliśmy.
Zaraz za zakrętem Zenit wypatrzył w borowinie podgrzybka , po chwili Bogdan znalazł rydza , okazał się jednak zamieszkały , został na swoim miejscu . Tuż przy drodze rosły dwie klejówki kleiste , nie nadawały się jednak do koszyka .

Zeszliśmy skarpą w dół , przekroczyliśmy górski strumień i wspinając się po zboczu między kłującymi gałęziami świerków , zmierzaliśmy w kierunku miejsca , gdzie miały “czekać na nas” rydze . Krótkie zdanie Zenita “tutaj mogą być borowiki” wyostrzyło nasz wzrok . Janusz pierwszy krzyknął mam borowika , nawet dwa! Okazało się , że były to poćce , ja również znalazłam dwa . Zenit był w pogotowiu w każdej chwili , bo gdy zauważyłam kolejnego grzyba i spytałam , czy to borowik szatański , już był w pobliżu . Był to jednak borowik grubotrzonowy , niestety niejadalny .
Po przekroczeniu kolejnego strumyka Zenit natknął się na rydza zostawiając go dla mnie , jeśli go zauważę – oczywiście , że zauważyłam , a zaraz za nim piękną salamandrę . Przy okazji znalazłam kilkanaście maślaczków pieprzowych . Co jakiś czas słychać było nawoływania Zenita i nasze odpowiedzi . Przedzierając się przez świerkową gęstwinę wyszliśmy na polanę , a tutaj cichutko Heniu wyjmuje z trawy dużego poćca . Nie udaje mu się włożyć go do koszyka zanim nie obejrzymy tej zdobyczy .

Zenit wskazując nam miejsce , w którym powinny już być gromadami rydze , ciągle nawołuje ( bo wyszliśmy z lasu bez Bogdana ) . Wkrótce już nie nawołuje , tylko wrzeszczy : Bogdan!!! Bogdan!!! , a Bogdana ani śladu , tylko echo się niesie .
Przeszukujemy trawy i zarośla bezskutecznie wypatrując upragnionych rydzy , a jeśli w końcu udaje się jakiegoś znaleźć , okazuje się , że jesteśmy za późno , już są stare , zamieszkałe , nie nadające się do zbioru .
Cudowną leśną ciszę co jakiś czas przerywa przeraźliwy krzyk Zenita : Bogdan!!! Bogdan!!! wracamy!!! .

Wychodzę na drogę z dwoma poćcami , kilkoma czubajkami czerwieniejącymi znalezionymi przez Zenita , garścią maślaczków pieprzowych i dwoma rydzami , jednego w końcu namierzyłam pod samotnym świerkiem , wśród innych grzybów .
Zamierzaliśmy wracać penetrując zbocza po drugiej stronie doliny . Już po przekroczeniu rzeki znalazłam pierwszego podgrzybka brunatnego . Brodząc w głębokim mchu , niskich paprociach , borowinie i przewróconych gałęziach słyszeliśmy co jakiś czas głośne “mam!” . Widać jednak było ślady ludzkiej obecności , co chwilę można było dostrzec poprzewracane grzyby . W pewnym momencie zauważyliśmy , że Zenit zniknął . Teraz głośne wołanie Janusza odbijało się echem bez odpowiedzi . Im bardziej zbliżaliśmy się do miejsca , z którego wyruszyliśmy , tym więcej podgrzybków lądowało w koszykach , rosły w grupkach po kilka sztuk .
Nagle usłyszeliśmy przeciągły dźwięk klaksonu i zostawiając w lesie grzyby , które jeszcze gdzieś tam rosły , pośpiesznie skierowaliśmy się w stronę samochodów . Zenit z Bogdanem niecierpliwie nas oczekiwali . Mieliśmy przecież pojechać w kolejne miejsce , w którym mogą rosnąć rydze . Jeszcze tylko przegląd zbiorów i w drogę .

Zatrzymaliśmy się , żeby sprawdzić , czy rosną czerwone kozaki . Po wyjściu z samochodu Zenit od razu dostrzegł kolejny egzemplarz grzyba nadający się do sfotografowania , był to czernidłak kołpakowaty . Janusz , korzystając z chwili przerwy , przy pomocy atlasu wyjaśniał Heniowi różnicę między czernidłakiem pospolitym , a kołpakowatym . Wiesiek wypatrzył pieprzniki trąbkowe i bielaczki owcze , które z wielkim poświęceniem (duża stromizna) zbierał i fotografował . Z aparatem nie rozstawał się nawet na moment . Kozaków niestety nie było , ale podgrzybki całkiem ładne się trafiały , Heniu znalazł gromadkę szesnastu sztuk . Po wyjściu na drogę nie obyło się bez sprawdzania zawartości koszyków i siatek . Z koszyka Janusza wyleciały trzy grzybce purpurowozarodnikowe .

Po przejechaniu następnego odcinka dotarliśmy do kolejnego miejsca występowania rydzy. Przechodząc przez łąkę Janusz natknął się na jakieś małe grzybki , rosnące w trawie . Znowu z ust Zenita dało się słyszeć “zaczekajcie , poproszę kilka chwil dla fotoreportera” .
Z niedowierzaniem , że uda nam się znaleźć jakiegoś rydza , weszliśmy do lasu . Znowu napotykaliśmy stare egzemplarze nie nadające się do zbioru . Nagle Bodzio woła “jest , mam!” , pobiegliśmy zobaczyć . Piękny , duży , zdrowy rydz już był jego . Napotykaliśmy kolejne , zdrowe egzemplarze . Co jakiś czas trafiał się podgrzybek złotawy .Coraz częściej znajdowaliśmy również piękne , młodziutkie rydze . Szliśmy tym razem w takich odległościach , żeby nikt się nie stracił . Zenit chciał koniecznie sprawdzić , czy od zeszłego tygodnia podrosły łyczaki późne , udało mu się również wypatrzyć na starym pniaku kolonię opieniek . Zebraliśmy je i dalej rozglądaliśmy się za innymi dziwnymi okazami . Natrafialiśmy na piestrzycę giętką , lakówki ametystowe , łuskwiaki nastroszone i jak zwykle przy takich okazach mieliśmy chwilę przerwy , bo prezes nie mógł odpuścić uwiecznienia ich na fotografii . Janusz trafił na borowika , a raczej jego część objedzoną przez ślimaka .

Kiedy wychodziliśmy na polanę zaczęło padać . Zenit zaproponował przeczekanie deszczu w ambonie myśliwskiej , ale stwierdziliśmy , że tak szybko nie przestanie , a deszczu to my się nie boimy . W świerkowo-brzozowych zagajnikach poszukiwaliśmy czerwonych kozaków , tylko jednego udało się znaleźć Bogdanowi . Zbieraliśmy maślaki pieprzowe (całkiem duże , jak na ten gatunek) i znowu pokazywały się rydze . Rozgarniając trawę Heniu spostrzegł żmiję zygzakowatą . Wszędzie dookoła rosły olbrzymie czerwone muchomory .
Wracając natknęliśmy się na gałęziaki podcięte , pierścieniaki grynszpanowe i sarniaki dachówkowe . Na jakimś zwalonym pniaku wyrastały jakieś dziwne grzybki . Zenit biegnąc je zobaczyć i sfotografować omijał rosnące pod nogami podgrzybki , których my jednak nie zostawialiśmy . I znowu rosły rydze i znowu... Schodząc w dół nuciliśmy piosenkę “rudy , rudy , rudy rydz” .

Tuż przed końcem leśnej wędrówki dostrzegłam na małym pniaczku bielutkie , nie znane mi grzybki . Zenit zaaferowany tym odkryciem spędził kolejną długą chwilę na oględzinach i fotografowaniu .
Zaświeciło słońce , zbliżał się kres naszej wyprawy . Aisza od razu to wyczuła , nareszcie mogła poszaleć . Znad potoka wyłonił się Heniu trzymając w ręce kolejne znalezisko , które okazało się grzybkiem pod ochroną (płomykówka galaretowata). Wiesiek robił zdjęcia , a Janusz z Heniem przeglądali atlas w celu identyfikacji tego egzemplarza .
Zadowoleni , chociaż kosze nie były wypełnione do granic , kierowaliśmy się do samochodów .

W pobliskiej miejscowości postanowiliśmy wstąpić do jakiejś sympatycznej knajpki na kawę , nie obyło się tam bez opowieści o taaakich grzybach . W Tvrdosinie pożegnaliśmy się i rozjechaliśmy w różne strony .
Orawa zachwyciła nas swoim pięknem , byłam zafascynowana różnorodnością grzybów , które zobaczyliśmy w naturze po raz pierwszy , a o istnieniu niektórych nie miałam wcześniej pojęcia . Oczywiście nie wszystkie nazwy grzybów udało mi się zapamiętać, ale do tego potrzeba wielu takich wypraw.

Asza członek klubu Darz Grzyb