|

| Któregoś dnia , nie mogąc otworzyć strony www.grzyby.and.pl pytając
Zenita o przyczynę , zahaczyłam go , czy wybiera się gdzieś na grzyby , bo chętnie
pojechalibyśmy razem . Odpisał , że planuje w niedzielę wyprawę na rydze i jeśli
mamy czas , to zaprasza . Czas mieliśmy , chęci też . Umówiliśmy się na przejściu
granicznym w Chyżnem . Zenit , Heniu i Bogdan byli punktualnie bladym świtem . Wyruszyliśmy więc w najpiękniejszą (zdaniem prezesa) dolinę Orawy . Faktycznie była piękna , lekka mgiełka przykrywała jeszcze zbocza , co dodawało jej uroku i tajemniczości . Nasza pupilka Aisza cierpliwie czekała na wyjście z samochodu , a my jeszcze postanowiliśmy ogrzać się pachnącą małą kawą przygotowaną w termosie przez Janusza , zmieniliśmy obuwie i ruszyliśmy. Zaraz za zakrętem Zenit wypatrzył w borowinie podgrzybka , po chwili Bogdan znalazł rydza , okazał się jednak zamieszkały , został na swoim miejscu . Tuż przy drodze rosły dwie klejówki kleiste , nie nadawały się jednak do koszyka . Zeszliśmy skarpą w dół , przekroczyliśmy górski strumień i
wspinając się po zboczu między kłującymi gałęziami świerków , zmierzaliśmy w
kierunku miejsca , gdzie miały “czekać na nas” rydze . Krótkie zdanie Zenita
“tutaj mogą być borowiki” wyostrzyło nasz wzrok . Janusz pierwszy
krzyknął mam borowika , nawet dwa! Okazało się , że były to poćce , ja
również znalazłam
dwa . Zenit był w pogotowiu w każdej chwili , bo gdy zauważyłam kolejnego
grzyba i spytałam , czy to borowik szatański , już był w pobliżu . Był to jednak borowik grubotrzonowy
, niestety niejadalny . Zenit wskazując nam miejsce , w którym powinny już być
gromadami rydze , ciągle nawołuje ( bo wyszliśmy z lasu
bez Bogdana ) . Wkrótce już nie nawołuje , tylko wrzeszczy : Bogdan!!! Bogdan!!! , a
Bogdana ani śladu , tylko echo się niesie . Wychodzę na drogę z
dwoma poćcami , kilkoma czubajkami czerwieniejącymi znalezionymi przez Zenita ,
garścią maślaczków pieprzowych i dwoma rydzami , jednego w końcu namierzyłam pod
samotnym świerkiem , wśród innych grzybów . Zatrzymaliśmy się , żeby sprawdzić , czy rosną czerwone kozaki . Po wyjściu z samochodu Zenit od razu dostrzegł kolejny egzemplarz grzyba nadający się do sfotografowania , był to czernidłak kołpakowaty . Janusz , korzystając z chwili przerwy , przy pomocy atlasu wyjaśniał Heniowi różnicę między czernidłakiem pospolitym , a kołpakowatym . Wiesiek wypatrzył pieprzniki trąbkowe i bielaczki owcze , które z wielkim poświęceniem (duża stromizna) zbierał i fotografował . Z aparatem nie rozstawał się nawet na moment . Kozaków niestety nie było , ale podgrzybki całkiem ładne się trafiały , Heniu znalazł gromadkę szesnastu sztuk . Po wyjściu na drogę nie obyło się bez sprawdzania zawartości koszyków i siatek . Z koszyka Janusza wyleciały trzy grzybce purpurowozarodnikowe . Po przejechaniu następnego odcinka dotarliśmy do kolejnego miejsca
występowania rydzy. Przechodząc przez łąkę Janusz natknął się na jakieś małe grzybki ,
rosnące w trawie . Znowu z ust Zenita dało się słyszeć “zaczekajcie , poproszę
kilka chwil dla fotoreportera” . Kiedy wychodziliśmy
na polanę
zaczęło padać
. Zenit zaproponował
przeczekanie deszczu w ambonie myśliwskiej , ale stwierdziliśmy , że tak
szybko nie przestanie , a deszczu to my się nie boimy
. W świerkowo-brzozowych
zagajnikach poszukiwaliśmy czerwonych kozaków , tylko jednego udało się znaleźć
Bogdanowi . Zbieraliśmy maślaki pieprzowe (całkiem duże , jak na ten gatunek) i znowu
pokazywały się rydze . Rozgarniając trawę Heniu spostrzegł żmiję zygzakowatą
. Wszędzie dookoła
rosły olbrzymie czerwone
muchomory . Tuż przed końcem leśnej wędrówki dostrzegłam
na małym pniaczku bielutkie , nie znane mi grzybki .
Zenit zaaferowany tym odkryciem spędził kolejną długą chwilę na oględzinach i
fotografowaniu . W pobliskiej miejscowości
postanowiliśmy
wstąpić do jakiejś sympatycznej knajpki na kawę
, nie obyło się tam bez opowieści o taaakich grzybach
. W Tvrdosinie
pożegnaliśmy się i rozjechaliśmy w różne strony . Asza członek klubu Darz Grzyb |