Mój problem polega na tym, że ulegając sugestiom
Zenita zainstalowałem w swojej poczcie automatyczne powiadamianie o występowaniu
grzybów.
Obecnie chcąc nie chcąc codziennie jestem bombardowany wiadomościami ,że taki to a
taki członek klubu ( bądź sympatyk zabrał 50, 100, 300 szt. grzyba szlachetnego) ja
takie ilości widuje tylko na straganach na Kleparzu w pełni sezonu grzybnego.
Cóż było robić poddany takiej presji wymyśliłem, że akcja pod kryptonimem do trzech
razy sztuka /mądrość ludowa nie ma granic/ dla mnie będzie równie owocna jak nie
przymierzając dla Zenita, Grzecha, Pawła
zw. Wielkim i innych.
Tym bardziej, że ostatnia moja akcja “Za Grzybem”
przyniosła raczej marne efekty.
Opracowany zastał misterny plan “trzech razy”Pierwszy raz- udaliśmy się w odwiedziny do królową
Beskidu Wyspowego Mogielicy /1170 m/
Dokładny opis szczytu i okolicy można uzyskać pod podanym niżej adresem:
http://republika.pl/adamv0/www/szczyty/mogielica.html
Z przełęczy Rydza
Śmigłego /znanej z ubiegłorocznej wyprawy na rydze/ obraliśmy kierunek i udaliśmy się w trasę
mając przed oczyma nasz cel . ( fot.1290) kamienisty szlak piął się stromo w górę
.Spragnieni grzybów w ich poszukiwaniu gołymi rękami rozgarnialiśmy roślinność, co
niebawem przyniosło efekty (fot.1286 , 1286 a ). Im wyżej tym Królowa była coraz
łaskawsza i coraz hojniej dzieliła się z nami swoimi skarbami (fot. 1288, 1289 )
Niektóre z grzybów w brew prawom fizyki rosły do góry nogami ( fot. 1287 )
Koszyk wyglądem zaczął przypominać te pokazywane na stronie klubowej. ( fot.1291 )
Uczestnicy wyprawy nie zasypiali gruszek w popiele tylko korzystając z przychylności
monarchini kontynuowali zbiory (fot.1292), nie zaniedbując podziwiania majestatu
władczyni i urody okolicy ( fot. 1293).
Wyprawa pokonuje kolejne m npm.( fot.1294 )
Tymczasem pogoda zaczyna się zmieniać ( fot. 1296 ), nie zważając na to osiągamy
szczyt .
Na samym wierzchołku spotykamy salamandrę, która ucieka do rozpadliny skalnej (
fot.1299)
Zgodnie z tradycją urządzamy biwak z ogniskiem
i kiełbaskami.
Widoki widokami , ale Mogielica
pokazuje nam swoja potęgę ,
następuje załamanie
pogody . Salamandra miała rację, że schowała się do norki. W przerwach
pomiędzy falami deszczu schodzimy
z góry Widok
przełęczy dodaje nam skrzydeł.
Nawet bardzo nieprzemoczeni z ładnymi grzybami i pełni doznań estetycznych kończymy
“pierwszy raz”
Drugi raz wybór pada na
Lubogoszcz 968 m. również w Beskidzie Wyspowym
Dokładny opis szczytu i okolicy można uzyskać pod podanym niżej adresem: http://republika.pl/adamv0/www/szczyty/lubogoszcz.html
Po dojechaniu do Mszany Dolnej kierujemy się na dworzec PKP /nieczynny/ , gdyż tam jest węzeł szlaków
turystycznych zgodnie z tabliczkami obieramy kierunek i posiłkując się
książkowym przewodnikiem usiłujemy dotrzeć na start , mamy z tym pewne trudności
/wynikają one z tego, że nasz przewodnik zastał wydany w 1986 r. a od tego czasu
patroni niektórych ulic stracili poparcie społeczne i obecnie ulice maja inne nazwy/.
W końcu wg. zasady koniec języka za przewodnika udaje nam się po pokonaniu bardzo
wąskich , a końcowym odcinku wybitnie wyboistych dróg dotrzeć do miejsca gdzie
samochód musimy pozostawić
Po wejściu na szlak i pokonaniu ostrego podejścia
o charakterze
kamienisto błotnistym ukazał nam się cel naszej eskadady - Lubogoszcz .
Pierwsze
grzyby Lubogoszcza /nie
takich oczekiwaliśmy/ Po dalszym podejściu znajdujemy to, po co się tak
trudzimy Na szczycie oczywiście to, co ja najbardziej z grzybów
lubię – kiełbaska
z ogniska . Zaczynamy schodzenie,
co z uwagi na duże
spadki jest również uciążliwe
jak wchodzenie
Jesteśmy w punkcie wyjścia, jeszcze tylko rzut okiem na Mszanę
“pod stopami” i wracamy do domu.
Ta wyprawa zasiewa ziarno niewiary w przysłowia ludowe, bo przecież “pierwszy raz”
był lepszy od drugiego.
Trzeci raz - przyznam się ,
że znalazł się on w tym zestawie przypadkiem.
Po prostu podczas zupełnie rekreacyjnego wyjazdu do Zakopanego i wizyty na Gubałówce,
znudzony opalaniem się i przymuszony przez naturę spenetrowałem las w okolicy Butorowgo
Wierchu, ku mojemu zdziwieniu oprócz dużej ilości wszelkiego rodzaju śmieci znalazłem
również grzyby, a wtem całkiem pokaźną ilość podgrzybka. Moja wrodzona skłonność
do minimalizowania wysiłku fizycznego podpowiedziała mi, aby Gubałówkę zaliczyć jako
“trzeci raz” i tak też zrobiłem. Jaki z tego wniosek – przysłowia nie
zawsze się sprawdzają , podstawą dla grzybiarza jest doświadczenie i znajomość
terenu. Z uwagi na osiągane wyniki właśnie tego mi brakuje, ale obiecuję się
podciągnąć.( fot.1359,
1361, 1362, 1363, 1364, 1365, 1366, 1367 ,1368 ,1369, )
Wacław nr.105 na liście
członków klubu
Darz Grzyb. |