Serwis miłosników grzybobrania - Na grzyby !| Grzyby naszych miast | Nasza biblioteka | Nawigacja | O stronie | Objaśnienia | Masze wyprawy | Ciekawostki |
| Darz Grzyb | Czy są grzyby ? | Forum | Ciekawe linki | Nowości | Słownik | Literatura | Przepisy | Ankieta |

  Grzybki

    Chociaż historia ta wydarzyła się przed kilkunastoma laty, do dziś krążą o niej opowieści wśród lekarzy i studentów gdańskiej Akademii Medycznej. Głównym jej bohaterem jest... grzyb, a dokładniej muchomor sromotnikowy.

W jednej z klinik AMG trwały prace badawcze nad oznaczaniem pewnego toksycznego składnika, znajdującego się w sromotnikach*. Do doświadczeń potrzebny był materiał badawczy, czyli większe ilości nieskażonego niczym sromotnika. Doktorzy postanowili połączyć przyjemne z pożytecznym i w pewien jesienny weekend wybrali się do zaprzyjaźnionej leśniczówki w Borach Tucholskich na grzybobranie.

Wyszli z leśniczówki o świcie. Do jednego z koszyków wkładali piękne okazy sromotników, do drugiego jadalne prawdziwki, koźlaki, kurki. Jako że w lasach obrodziło, to na trasie spotykali tłumy grzybiarzy.

- O, jakie piękne! - zachwycali się jedni, zaglądając do koszyka z muchomorami. I dopytywali się: -Gdzie takie kanie rosną? Inni, bardziej zorientowani, próbowali ratować życie ignorantów: - Wyrzućcie to natychmiast! - krzyczeli na lekarzy.

Muchomor sromotnikowy - fot: Marcin WilgaDoktorzy musieli więc prowadzić w lesie nieustanną akcję uświadamiającą. Wreszcie po paru godzinach, targając wypełnione po brzegi kosze, wrócili do leśniczówki. Leśniczyna zaproponowała, że zrobi coś dobrego do jedzenia, a leśniczy zaprosił do wnętrza chaty. Lekarze, odpoczywając, wspominali ostatnie przypadki zatruć grzybami.

- Z kuchni dochodziły tymczasem zachęcające zapachy - opowiadał jeden z uczestników tamtej wyprawy. - Boczek, cebulka, grzybki. Wstałem, by się dowiedzieć, kiedy będzie można siadać do stołu.

Doktor wszedł do kuchni. Część grzybów była już w garnku, a leśniczyna przy stole sprawnie siekała dorodnego... sromotnika. Lekarz zmartwiał. Przed oczyma stanęły mu cztery podręcznikowe fazy zatrucia muchomorem sromotnikowym. Okres utajenia trwający od 8 do 48 godzin. Trzydniowy okres z biegunką, wymiotami, bólem brzucha. Okres pozornej poprawy. Okres śpiączki wątrobowej. Zobaczył w wyobraźni salę wypełnioną kolegami, podłączonymi do aparatury medycznej. Nekrologi w prasie...

Otrząsnął się. - Pani Basiu, skąd pani wzięła te grzyby? - spytał drżącym głosem.

- Jak to skąd? - leśniczyna spojrzała na niego ze zdziwieniem. - Przecież to wasze, z tych dwóch koszyczków. Żeby było sprawiedliwie, brałam na przemian z jednego i drugiego... Niech pan poczeka, zaraz możecie siadać jeść.

O tym, jak uczestnicy grzybobrania uczcili cudowne uratowanie życia, historia już milczy.

Dorota Abramowicz

Dziennik Bałtycki” 28 maja 2004

Zobacz też: Zabójczy "grzyb teściowej" i opis muchomora sromotnikowego , galeria foto

* Autorka używa błędnego terminu “sromotnik” w odniesieniu do silnie trującego muchomora sromotnikowego Amanita phalloides. W rzeczywistości “sromotnik” to polska nazwa rodzaju Phallus. Gatunki należące do tego rodzaju nie są trujące, lecz dojrzałe okazy wydzielają nieprzyjemny zapach – padliny, gnijącej kapusty itp. W Polsce wszystkie podlegają ochronie ścisłej, mimo że sromotnik bezwstydny Phallus impudicus jest bardzo pospolity, a jego młode owocniki, przypominające jaja, są jadalne (przyp. M.S. Wilga).