|
Chociaż historia ta wydarzyła się przed kilkunastoma laty, do dziś krążą o niej opowieści wśród lekarzy i studentów gdańskiej Akademii Medycznej. Głównym jej bohaterem jest... grzyb, a dokładniej muchomor sromotnikowy. W jednej z klinik AMG trwały prace badawcze nad oznaczaniem pewnego toksycznego składnika, znajdującego się w sromotnikach*. Do doświadczeń potrzebny był materiał badawczy, czyli większe ilości nieskażonego niczym sromotnika. Doktorzy postanowili połączyć przyjemne z pożytecznym i w pewien jesienny weekend wybrali się do zaprzyjaźnionej leśniczówki w Borach Tucholskich na grzybobranie. Wyszli z leśniczówki o świcie. Do jednego z koszyków wkładali piękne okazy sromotników, do drugiego jadalne prawdziwki, koźlaki, kurki. Jako że w lasach obrodziło, to na trasie spotykali tłumy grzybiarzy. - O, jakie piękne! - zachwycali się jedni, zaglądając do koszyka z muchomorami. I dopytywali się: -Gdzie takie kanie rosną? Inni, bardziej zorientowani, próbowali ratować życie ignorantów: - Wyrzućcie to natychmiast! - krzyczeli na lekarzy.
- Z kuchni dochodziły tymczasem zachęcające zapachy - opowiadał jeden z uczestników tamtej wyprawy. - Boczek, cebulka, grzybki. Wstałem, by się dowiedzieć, kiedy będzie można siadać do stołu. Doktor wszedł do kuchni. Część grzybów była już w garnku, a leśniczyna przy stole sprawnie siekała dorodnego... sromotnika. Lekarz zmartwiał. Przed oczyma stanęły mu cztery podręcznikowe fazy zatrucia muchomorem sromotnikowym. Okres utajenia trwający od 8 do 48 godzin. Trzydniowy okres z biegunką, wymiotami, bólem brzucha. Okres pozornej poprawy. Okres śpiączki wątrobowej. Zobaczył w wyobraźni salę wypełnioną kolegami, podłączonymi do aparatury medycznej. Nekrologi w prasie... Otrząsnął się. - Pani Basiu, skąd pani wzięła te grzyby? - spytał drżącym głosem. - Jak to skąd? - leśniczyna spojrzała na niego ze zdziwieniem. - Przecież to wasze, z tych dwóch koszyczków. Żeby było sprawiedliwie, brałam na przemian z jednego i drugiego... Niech pan poczeka, zaraz możecie siadać jeść. O tym, jak uczestnicy grzybobrania uczcili cudowne uratowanie życia, historia już milczy. Dorota Abramowicz “Dziennik Bałtycki” 28 maja 2004 Zobacz też: Zabójczy "grzyb teściowej" i opis muchomora sromotnikowego , galeria foto* Autorka używa błędnego terminu “sromotnik” w odniesieniu do silnie trującego muchomora sromotnikowego Amanita phalloides. W rzeczywistości “sromotnik” to polska nazwa rodzaju Phallus. Gatunki należące do tego rodzaju nie są trujące, lecz dojrzałe okazy wydzielają nieprzyjemny zapach – padliny, gnijącej kapusty itp. W Polsce wszystkie podlegają ochronie ścisłej, mimo że sromotnik bezwstydny Phallus impudicus jest bardzo pospolity, a jego młode owocniki, przypominające jaja, są jadalne (przyp. M.S. Wilga). |