|
>>> GRZYBY NASZYCH MIAST <<< |
Tadeusz Ruchlewicz - Kraków
Grzyby w mieście Krakowie |
| Prawdziwki Borowik prawdziwek (Boletus
edulis) jest obiektem marzeń wszystkich grzybiarzy. Idzie się zwykle, mówiąc
ogólnie, na grzyby ale wszyscy “za wysmukłym gonią borowikiem”. W niektórych
regionach Polski nawet nie używa się określenia prawdziwek lecz mówi się po prostu
“grzyb” ( ...a ile grzybów znalazłeś? – pytają). Identycznie jest zresztą na
Słowacji; grzyby to po prostu huby ale prawdziwek to hrib borovy albo w skrócie hrib. Na terenie Krakowa spotyka się dwa gatunki kań. Są to: - czubajka kania ( Macrolepiota procera), - czubajka wyłuszczona (Macrolepiota excoriata). Pierwsze kanie “krakowskie” zobaczyłem na działkach w okolicy dzisiejszego supermarketu M1 (koło Alei Pokoju). Kanie obficie obrodziły w zagajniku zdziczałych malin. Były to kanie wyłuszczone o charakterystycznych
białych kapeluszach i jasnych trzonach ( czubajka kania ma więcej brązu na kapeluszu i
trzony z ciemniejszym wzorkiem). Uzbieraliśmy z kolegą, który je wypatrzył i
przyszedł do mnie w sprawie ekspertyzy, trzy kopiate wiadra kapeluszy. W okolicy Instytutu Pediatrii w latach osiemdziesiątych utworzono kilkanaście ogródków działkowych. Pomysł z ogródkami nie wypalił ponieważ cały ten teren, aktualnie zarastający brzózkami, składa się w 100% z piasku. Brzozy to lubią więc rosną, warzywa mniej...Polubiły to podłoże i kanie. Wyrosły także w malinach. Miałem przez pewien czas bardzo dużo kotletów panierowanych ponieważ właściciele działek nie byli zainteresowani grzybami wiec pozwalali je zrywać. Po jakimś czasie, ku mojemu niezadowoleniu, zmienili jednak swój stosunek do tego pięknego i smacznego grzyba... Z całą pewnością kanie rosną w wielu miejscach Krakowa. Największe ilości spotykało się jednak na terenie parku rozciągającego się od Dąbia po ulicę Nowohucką. Używam czasu przeszłego ponieważ ostatnio spotyka się kanie coraz rzadziej. Były jednak dwa lata niezwykle obfite. Jako curiosum mogę przytoczyć “znalezisko – kaniowisko” gdzie 6 lat temu, na placu o wymiarach 20 x 5 metrów wyrosło ponad 200 kań. To były same młode egzemplarze o brzegach złączonych jeszcze z pierścieniem. Mimo to miałem poważne kłopoty z zebraniem takiej ilości kapelusików. Ze względu na wymiary i konsystencję wszystkie powędrowały do słoików. Jakość marynaty była na tyle znakomita, że od tego czasu polecam wszystkim konserwowanie młodych kań w zalewie octowej. Na terenie parku jest wiele miejsc obfitujących w kanie. Niektóre stanowiska znajdują się pośród traw, z dala od drzew, inne w krzakach parkowych róż, czasem w kępie jesionów lub w zagajnikach wierzbowych. Taki wysyp jak 6 lat temu nie powtórzył się więcej. Żałuję, że nie mogłem wówczas sfotografować tego zjawiska; kania obok kani co 10 do 20 cm - jak ogromne gwoździe wbite w krótko przystrzyżoną trawę. Wątpiących informuję, że nie jestem wędkarzem przyzwyczajonym do “wydłużania” złowionych ryb. O grzybach mówię ( i piszę ) samą prawdę i tylko prawdę ... Twardzioszki przydrożne Małe, zgrabne grzybki na długich nóżkach spotkałem po raz pierwszy na pastwisku nad Pilicą, w trakcie spływu kajakowego. Wyglądały tak sympatycznie, że postanowiłem je wypróbować. Nie miałem praktycznego doświadczenia z tym gatunkiem ale na podstawie lektury atlasów spodziewałem się, że może to być twardzioszek przydrożny ( Marasmius oreades). Opisy zawarte w
atlasach podkreślają, że twardzioszki mają zapach gorzkich migdałów. Niestety
obwąchiwanie zbieranych grzybków przyniosło mizerne efekty. Grzybki nie miały żadnego
wyraźnego zapachu. Zniechęcony i niepewny rzuciłem woreczek foliowy z zebranymi
grzybkami obok namiotu i oddałem się innym zajęciom kulinarnym. Po pewnym czasie
postanowiłem wysypać grzybki i przypadkowo podniosłem opakowanie bliżej nosa. W tym
momencie poczułem tak silny zapach migdałów, że sprawa stała się jasna. Grzybki
obwąchiwane pojedynczo, na świeżym powietrzu, nie dostarczają naszym receptorom
węchowym dostatecznej dawki substancji zapachowych. W woreczku, gdzie było dużo
grzybów, dawka była na tyle duża, że mogła podrażnić nawet mało czuły nos. Nie
muszę dodawać, że grzybki zostały uduszone na maśle i natychmiast spożyte. Okazały
się smaczne a nawet baaardzo smaczne. Zauważyłem, że twardzioszki lubią pastwiska, piaszczyste ugory porośnięte macierzanką, czasem rosną na skraju lasu ale o wiele chętniej pod lasem. W Krakowie można je spotkać w wielu miejscach. Ze względu na lokalizację mieszkania zbieram je najczęściej na terenach zielonych za ulicą Wielicką, naprzeciw osiedla Prokocim Nowy. Rosną jednak wszędzie, nawet na płytach stadionów sportowych czy też obok budynków gdzie dba się o zieleń i strzyże regularnie trawniki. Twardzioszki mogą sprawić wiele kłopotów. Opanowały kiedyś płytę jednego z krakowskich stadionów sportowych. Wprawdzie twardzioszki nie szkodzą trawie ani sportowcom ale potrafią przywabiać ptaki ( głównie gawrony), które też lubią ten gatunek grzyba. Ptaki tak zawzięcie grzebały w murawie stadionu, że ta zaczęła przypominać ser szwajcarski. Jedynym wyjściem okazało się zastosowanie środka grzybobójczego. Pierwsze zbiory twardzioszków można wykonać już w maju. Rosną dość długo. Można je spotkać nawet w październiku. Po deszczu twardzioszki są jędrne i mają wyraźnie brązowe kapelusiki. Podczas suszy kapelusze bieleją a grzybki tracą jędrność. Deszcz przywraca im świeżość ale najlepsze są młode egzemplarze o wypukłych kapelusikach. Twardzioszki bywają często zarobaczywione. Można to poznać już w momencie dotknięcia paznokciem trzonu; trzon jędrny, dający się przeciąć paznokciem, sygnalizuje, że grzybek jest zdrowy zaś trzon miękki, włóknisty, nie ustępujący pod naciskiem to sygnał. że pod kapeluszem jest rojno... To badanie paznokciem wynika stąd, że jadalną częścią twardzioszka jest kapelusz; trzon jest zbyt łykowaty - podczas zbierania odcina się więc paznokciem kapelusz ( jest to za mały grzyb by posługiwać się nożem). Zbieranie twardzioszków nie jest jednak łatwe. Grzybki są bardzo liczne ale bardzo małe. Dla zebrania ilości dostatecznej dla ugotowania zupy ( niezła), zrobienia potrawy w śmietanie ( pyszna) lub z jajkiem trzeba długo przebywać w pozycji pochylonej. Okropnie bolą plecy a jeszcze bardziej palce od cięcia trzonów. Można stosować nożyczki ale to jakoś nie wypada... Polecam również twardzioszki osobom przygotowującym sałatki warzywne. Ugotowane kapelusiki świetnie komponują się z warzywami. Często w pobliżu twardzioszków rosną grzybki o podobnym wyglądzie. Mają jednak blaszki ciemne a nawet niebiesko – fioletowe. Twardzioszki posiadają zawsze blaszki jasne, kremowe. No i pachną bardzo intensywnie gorzkimi migdałami... Moja przygoda z podblaszkami rozpoczęła się około roku 1971 lub 72. Zostałem poczęstowany przez kolegę marynowanymi grzybkami (z cebulką), które okazały się wyśmienite w smaku. Zapytałem co to za grzybki ale odpowiedź kolegi nie mogła mnie satysfakcjonować ponieważ określił je jako twardzioszki. Odpowiedź była absurdalna ponieważ znałem bardzo dobrze twardzioszki. Tajemnicze grzybki były biało - szare, miały pękate trzony i grube, mięsiste kapelusze. Niektóre z kapeluszy miały średnicę przekraczającą ( po obgotowaniu!) 6 cm. Gdzież tam twardzioszkom do takich wymiarów... Ze względu na duże walory smakowe grzybów przeprowadziłem śledztwo i ustaliłem gdzie można je znaleźć. Okazało się, że rosną na łąkach parkowych a grzybiarze “miejscy” ( przeważnie starsi ludzie, nie jeżdżący na dalekie wyprawy do lasów) nazywają je bardzo różnie. Trzy najbardziej typowe nazwy to wspomniana już - twardzioszki, pieczarki jesienne oraz jesionki. Grzyby były naprawdę smaczne więc stopniowo poznawałem ich stanowiska. Wymagało to wielogodzinnych spacerów po łąkach a przede wszystkim śledzenia “grzybiarzy łąkowych”. Okazało się bowiem, że grzyby są ukryte w trawach tak skutecznie, że bez znajomości ich stanowisk chodzenie po łąkach jest daremne. Cóż było zrobić? Należało obserwować trajektorie grzybiarzy i notować w pamięci miejsca, w których się schylali. Zajęło mi to sporo czasu ale po dwu latach poczułem się “królem” łąk. Znalazłem większość stanowisk znanych grzybiarzom a także nowe, dziewicze miejsca. Grzyby rosły w ogromnych kępach. Były zrośnięte trzonami. Często przy jednej kępie trawy było nawet sto egzemplarzy. Niektóre stanowiska zajmowały dziesięć do dwudziestu metrów kwadratowych. Grzyby rosły wzdłuż linii prostych lub wzdłuż wycinka okręgu koła. Jedno dobre stanowisko pozwalało zebrać nawet dwa, trzy wiadra młodych kapeluszy ( trzony, szczególnie w dolnej części są “watowate”). Poszukiwania po atlasach były początkowo nieskuteczne. Dopiero po zakupie nowego atlasu niemieckiego z kolorowymi rysunkami grzybów znalazłem pierwszy ślad. Na obrazku widniała kępa przypominająca “moje” grzyby. Podpis łaciński określał je jako Lyophyllum . - No to jestem w domu – pomyślałem. Wyszukanie nazwy polskiej nie nastręczało większych trudności. Akurat dysponowałem pierwszym wydaniem znanej książki B. Gumińskiej i W. Wojewody : “Grzyby i ich oznaczanie”, gdzie znalazłem hasło: Lyophyllum connatum co oznaczało po polsku: Podblaszek zrosły. Grzyb w źródle niemieckim był uznany za jadalny więc sprawa została zamknięta. Zbierałem, smażyłem, marynowałem ba nawet kwasiłem podblaszki. Kwaszone okazały się rewelacyjne. Po wielu, wielu latach oglądając atlas M. Snowarskiego zauważyłem ze zdziwieniem, że podblaszek zrosły ma u niego opinię grzyba niejadalnego a wręcz trującego. Wystąpiłem w obronie podblaszka przytaczając m.in. opowiedzianą tu historię o poznaniu tego grzyba. Opisałem walory smakowe. Autor atlasu zamieścił moje uwagi obok zdjęcia podblaszka zrosłego ale nie zdjął przezornie symbolu dyskwalifikującego jego walory jako grzyba jadalnego. Zacząłem gromadzić dane dotyczące rodzaju Lyophyllum. Poszukiwania w internecie i w literaturze “grzybowej” pozwoliły ustalić, że zbierane przeze mnie grzyby należą na pewno do rzędu Agaricales, do rodziny Tricholomataceae ( Gąskowate) i rodzju podblaszki ( Lyophyllum). Na dodatek okazało się, że na tych samych terenach, czasem w pobliżu stanowisk “mojego” białego podblaszka rosną ogromne kępy ciemniejszych grzybów, również pozrastanych trzonami. Ten nowy grzyb w większości atlasów nosi nazwę Podblaszek przydymiony ( Lyophyllum fumosum) i należy do grzybów jadalnych. Podblaszek zrosły określany był zwykle jako grzyb “podlejszy” a przydymiony jako bardzo smaczny. Zdziwiło mnie to ponieważ biały podblaszek był naprawdę smaczny a przydymiony był wyraźnie gorszy. Ba... na dodatek w nowszych atlasach zaczęły się pojawiać uwagi jakoby podblaszek zrosły stał się nagle trujący ( w najnowszym atlasie L. Hagary, wydanym przez praskie wydawnictwo Aventinum można przeczytać, że w ostatnich latach wyizolowano z tego grzyba dwie substancje trujące). Nie jestem człowiekiem odpornym na trucizny ( bo niby dlaczego?), jeżeli więc żyję po zjedzeniu tak znacznych ilości podblaszków to oznacza, że mój łąkowy, miejski podblaszek nie ma nic wspólnego z podblaszkiem zrosłym. Tak się też okazało. Dokładniejsze oględziny wielu stron internetowych a także opisy podblaszka zrosłego pokazały, że na samym wstępie tej historii popełniłem poważny błąd. Otóż ponowny przegląd niemieckiego atlasu wykazał, że był tam rysunek jadalnego Podblaszka gromadnego (Lyophyllum decastes) a nie podblaszka zrosłego. Szukając tej nazwy w polskich źródłach trawiłem u Gumińskiej i Wojewody na Podblaszka zrosłego i znając wielkie pomieszanie nazw w literaturze mikologicznej uznałem, że to ten sam grzyb. Jak jest naprawdę i co ja właściwie zbieram i jem? Otóż przegląd zasobów internetowych pozwala stwierdzić istnienie następujących podblaszków ( w rzeczywistości jest ich na pewno znacznie więcej): 1.Podblaszek gromadny ( Lyophyllym decastes) – jadalny, 2.Podblaszek przydymiony ( Lyophyllum fumosum) – jadalny, 3.Podblaszek zrosły ( Lyophyllum connatum) – trujący, 4.Podblaszek twardołuskowy ( Lyophyllum loricatum) – jadalny, 5.Japoński podblaszek ( Lyophyllum shimeji) – jadalny a nawet wyśmienity (polskiej nazwy brak), 6. Lyophyllum ulmarium (brak nazwy polskiej) –jadalny. Okazało się również, że internetowi specjaliści nie zawsze prezentują te same grzyby mimo podobnych nazw łacińskich. Podblaszek przydymiony raz jest biały ( a nie jest!) raz brązowy. Podblaszek gromadny różnie wygląda u autorów różnych stron, czasem identycznie jak przydymiony. Jednym słowem zamieszanie z podblaszkami jest znaczne. Co ustaliłem ostatecznie w sprawie mojego podblaszka miejskiego? Po pierwsze: nie jest to na pewno podblaszek zrosły bo podblaszki zrosłe występują w lesie a nie na łąkach; Po drugie: jeżeli nie jest to podblaszek zrosły to jest jadalny i mogę go nadal zbierać; Po trzecie: jego wygląd najbardziej odpowiada zdjęciom zamieszczonym na stronie japońskiej Kinoko - ya , gdzie nosi nazwę łacińską Lyophyllum shimeji. Pozostaje jednak wątpliwość: mój podblaszek rośnie na łąkach a autor strony japońskiej lokuje swojego podblaszka w lasach dębowych; Po czwarte: może to być podblaszek gromadny ( Lyophyllum decastes) ale znowu powstaje wątpliwość: mój podblaszek ma trzon w kształcie baryłeczki i jest zawsze biały a raczej biało - szary a zdjęcia podblaszków gromadnych prezentują grzyby o ciemnych kapeluszach i cienkich, walcowatych trzonach.. Po piąte: nadal nie wiem jaki to jest podblaszek. Mam cichą nadzieję, że takiego nikt jeszcze nie opisał i będzie go można nazwać np. Lyophyllum cracoviensis albo Lyophyllum civitas ... Wiem, że jest to na pewno podblaszek, wiem, że nie jest trujący. Zaczekam do jesieni ponieważ oznaczanie trudno wykonać na grzybach w occie. “Moje” podblaszki wyrastają zazwyczaj bardzo późno. Czekają na jesienne chłody . Rosną najczęściej w drugiej połowie października, w listopadzie a czasem nawet w grudniu o ile nie ma dużych mrozów. Może ktoś w Krakowie i okolicach zbiera te łąkowe cuda... a może rosną w Warszawie? Napiszcie, chciałbym wreszcie wiedzieć co jem. Autor Tadeusz Rychlewiecz
|