Strona główna klubu Darz Grzyb| Lista członków klubu | Strony członków klubu | Forom dyskusyjne klubu | Nasze wyprawy | Atlas grzybów | Przepisy |
| Statut klubu | E-kartki | Email klubu | Nowe forum klubu | Aktualne występowanie grzybów w Polsce |

| Strony członków klubu Darz Grzyb |

Komentarze   - Tadeusza Ruchlewicza, Pawła Paulusa, Marka Kozłowskiego, Zbigniewa Kapilewicza, Marcin Wilga

do "Trochę o grzybach, trochę o sobie i zbieractwie w Anglii"
zapoznaj się: Przepisy (Kodeks) dla grzybiarzy w Anglii
wersja polska

| Ciekawostki "O grzybach w Angli" | Licencja na grzybobranie | Kodeks wersja angielska |

Komentarz Tadeusza Ruchlewicza

Przeczytałem z zainteresowaniem tekst przysłany przez naszego rodaka z Anglii. Zainteresowanie moje nie wynikało z rewelacyjnych informacji o grzybach – tego typu wiadomości są zamieszczane w każdym wydawanym u nas atlasie, ale głównie z treści dotyczących zbierania grzybów w Anglii a być może w całej Wielkiej Brytanii ( nie wiem do końca co miał na myśli autor pisząc - Anglia). Otóż po przeczytaniu tych informacji zrobiło mi się niedobrze. Poczułem się jak człowiek, który utracił część swojej wolności. Czy mógłbym żyć w świecie, który nie daje mi możliwości zbierania grzybów? Czy jest normalne, że po wejściu do lasu ktoś straszy mnie dubeltówką? Czy człowiek niosący z lasu piękne borowiki może być uznawany przez otoczenie za idiotę ? Czy można przeliczać uczucia, jakich doznaje grzybiarz trafiający na grupę 20 borowików rosnących obok siebie, na funty lub złotówki? Czy po wejściu do Unii Europejskiej i nam to wszystko grozi? Jeżeli tak to ja mam takie unie tam gdzie mnie te unie mogą pocałować....

Nie sadzę, żeby Polsce natychmiast groziły takie restrykcje ale jeżeli będziemy mieli takich mykologów jak Anglicy to może i my się doczekamy. Pamiętam, że 20 lat temu płynąc kajakiem po Hańczy czy Krutyni wychodziłem pod wieczór z wody na piękny brzeg rzeki, rozbijałem namiot i cieszyłem się ulotną chwilą , ubarwioną czerwonym kolorem zachodzącego słońca i szumem wody gotującej się na palniku. Jedźcie dziś w te okolice; jeszcze człowiek dobrze nie wyjdzie z kajaka już widać wyciągnięte po pieniądze łapsko jakiegoś pracownika leśnego czy właściciela gruntu. Dobrze, że chociaż pozwalają jeszcze pływać po rzece. Może niedługo i kajakarzy uzna się za półidiotów, którzy zamiast siedzieć w domu wydają forsę na wyjazd na Mazury czy Suwalszczyznę.

A wracając jeszcze do tekstu naszego rodaka; pisze on, że grzyby kosztują grosze. Zobaczcie państwo sami: 4 i pół funta za 10 deko kurek... 2 funty za 2 deko suszonych prawdziwków. Może to dla Anglika grosze ale czy Anglik wie gdzie te grzyby zebrano? Czy ta niska cena to lepsza gwarancja niż własnoręczny zbiór?

I jeszcze jedna sprawa: opis hord bezrobotnych, którzy wyzbierali grzyby w okolicach Londynu, a którzy zbierali co popadnie a dopiero w punkcie skupu materiał selekcjonowano wydaje mi się mocno przesadzony. Można Angoli uważać za sztywniaków, Szkotów za skąpców ale na Boga nie za idiotów, którzy nosili z lasu tony muchomorów by je wyrzucić koło punktu skupu...

I na koniec moja najbardziej osobista refleksja: Dziękuję Ci Panie Boże, że mieszkam w Polsce, gdzie są jeszcze lasy a w lasach grzyby a dokoła żyją ludzie, którzy jadą w sezonie z Krakowa na Babią Górę o 4 rano, wydają a na benzynę 70 złotych i przywożą do domu 4 grzybki za 1 złotówkę a mimo to są szczęśliwi i nikt nie patrzy na nich jak na idiotów.

Tadeusz Ruchlewicz - członek Klubu Darz Grzyb

Komentarz Zenita - autora strony

Tadeuszu nie zgadzam się do końcówki twojego komentarza " i nikt nie patrzy na nich jak na idiotów" - obawiam się że Twoja jak i moją żona i żona Pawła zwanym Wielkim tak czasami na nas patrzy... Ale tego rodzaju spojrzenia im wybaczamy... nie zapominając o wielkiej tolerancji ze strony naszych małżonek... na nasze grzybowe eskapady.

Poroszę o dyskusję na w/w komentarz Tadeusza - wszelkie uwagi zamieszczę na stronie serwisu. Czy ktoś chciałby taką Polskę z podobną jak w Anglii grzybową "polityką" ?
Masz coś na temat do powiedzenia napisz zenit@kki.pl
Wiesław Kamiński



Komentarz Pawła Paulusa

Każdy z miłośników grzybów napewno nie dopuszcza do myśli faktu,że oto pewnego dnia zostanie zatrzymany w lesie na zbieraniu grzybów i otrzyma mandat np.za przekroczenie limitu zbioru.
Czy możemy wyobrazić sobie starszą zgarbioną kobiecinę z koszyczkiem wypełnionym do połowy surojadkami i kilkoma kurkami w kierunku której wymierzona jest lufa dubeltówki?Zbieranie
grzybów jest częścią naszej narodowej kultury,tak jak herbata w Anglii.
Prywatne lasy na każdym kroku,tablice informujące o zakazie wstępu do lasu,restrykcyjne przepisy odnośnie zbioru runa leśnego,limity zbiorów grzybów-tego poprostu nie można wyobrazić sobie w naszym
kraju.
Niedawno w gazecie "Kurier szczeciński"przeczytałem krótką wypowiedź jakiegoś leśnika,który
wspomniał o konieczności wprowadzenia takich przepisów.U wielu  coraz częściej rodzą się tego typu pomysły.Czy słusznie?
Uważam,że nie.Rozumiem,że należy coś robić w celu ochrony grzybów i nie tylko.Ale najlepszym środkiem do tego jest INFORMOWANIE  o tym jak korzystać z dobrodzejstw   lasów,a nie wprowadzanie tylko i wyłącznie zakazów.W Anglii o tym widocznie zapomniano.Oddzielnym tematem do dyskusji jest pytanie na kim ten obowiązek powinien spoczywać. Jedno jest jednak pewne.O tym,czy zostanie kiedyś wprowadzona "angielska polityka grzybowa"w Polsce,czy nie, zależy głównie od samych grzybiarzy,od ich zachowania w lesie i sposobu korzystania z jego dóbr.

Paweł Paulus
- członek klubu Darz Grzyb ( Strona www Pawała )


Komentarz Marka Kozłowskiego

W wyniku prywatyzacji Lasów Państwomych powstaje kilka koncernów z udziałem skarbu państwa.Jednym z takich jest: "RUNPOL POLAD S.A.". Państwo jednocześnie wprowadza najróżniejsze koncesje m.in. na zbieractwo grzybów, piszę tu specjalnie "zbieractwo", gdyż moim zdaniem bardziej jest bliskie słowu hobby. Jednocześnie prawo do wydawania takich koncesji mają wyłącznie powstałe podmioty z mocy prawa, nic przy tym nie wnosząc do budżetu państwa. Schemat, kto i czym rządzi w tych podmiotach jest ogólnie znany. Pozwolenie na bycie "hobbystą zbieraczem" jest w cenie 200 złotych miesięcznie.
"Hobbystą zbieraczem" może być jedynie tylko ten kto należy do Związku Zbieraczy Grzybów i regularnie i na bieżąco opłaca składki członkowskie. Ma wykupioną aktualną kartę zbieracza i wykupione zezwolenie na zbieranie grzybów na danym terenie.
Zebrane grzyby ma obowiazek odstawić do punktu skupu w cenie przewidzianej w aktualnym cenniku firmy "RUNPOL POLAND S.A.".
Członek Związku Zbieraczy Grzybów ma prawo do zakupu zebranych przez siebie grzybów w/g cennika firmy "RUNPOL POLAND S.A.' zgodnie z cenami netto dnia. Cena brutto to cena dnia+ akcyza 50%+VAT22%.
(Akcyza 50% wprowadzona od dnia 1 stycznia 2004 roku na wszelkie rodzaje runa leśnego)

Przeczytałeś scenariusz horroru, mówisz że to jest chore, albo napisał to umysłowo chory, że to jest brednia, że to niemożliwe. To jest realne, możliwe i bardzo proste do wprowadzenia. Podobieństwo ma swoje odniesienie w rzeczywistości, może trochę rozszeżonej, ale realnej i możliwej.
To już jest.:Polski Związek Wędkarski, Polski Związek Łowiecki itd.itd.
To jest tak samo realne jak zamysły i propozycje wprowadzenia polowania na "Łabędzia niemego", -ptaka tak ufającemu człowiekowi i tak pięknemu, -a to nie jest chore?.
Nasze góry,-skomercjalizować!!!
Nie może być dziewiczych terenów. Hale mają być wykoszone kosiarka firmy "*" na 3cm, lasy przycięte do wysokości do 15 metrów narzędziami firmy"*" itd...
Ruch pieszy zabroniony.Tylko turystyka wagonikowo-wyciągowa. Obowiązkowe opłaty wjazdowe w strefy, opłaty klimatyczne, pobytowe itd.itp.
Tak samo na mazurach, nad morzem, na podlasiu, w Krakowie, Warszawie, i we wsi Jeleniowo.Poprostu wszedzie, za wszystko. Dużo forsy i tylko forsy. Oczywiście zgodnie z obowiązujacymi przepisami, w tym naszymi regionalnymi i tymi ogólnymi "GLOBALNYMI", które wejdą w życie z chwilą przystąpienia...
Róbmy dużo zdjęć,nakręcajmy filmy,opisujmy w pamiętnikach jak to teraz wszystko wygląda,bo może to za chwilę być historią.
Świat zachodnioeuropejski już takiej przyrody nie ma.Oni są żądni tego wszystkiego.Oni może zrozumieli co zniszczyli.Ale czy zdołają usznować to co pozostało?.Moje odpowiedź jest na to taka. Nie, nie uszanują, bo forsa którą mają pozwala im na to aby kupowali sobie jej kawałki, jak ser,czy wędlinę. Każdy będzie chciał mieć jej własną-prywatną część. Jeden mniejszą,drugi większą. Ponowie u władzy im w tym pomogą, bo za tym idzie forsa.Oni już zadbali o swoje "kawałki"przyrody.
Myślę,że sami jeszcze do końca nie mamy świadomości, że elementy o których pisze autor już istnieją,a zamysły i zamachy są. Niedawnym wszak jest
 pomysł  prywatyzacji Lasów Państwowych. Pomysł OC dla rowerzystów.Można przecież wprowadzić winiety na poruszanie się po leśnych drogach,podatek od deptania ściółki leśnej itd,itp...
Pomysły nie mają wymiaru.Rodzą się nawet w umysłach ludzi chorych, a co mówić o "zdrowych".
Dająć swoje niektóre spostrzeżenia pod rozwagę mam już chyba swoją świadomość tego co ja powinienem robić,co mogę zrobić i co robię.
Robię zdjęcia i publikuję jak mogę.Między innymi dzięki uprzejmości ZENITA.
Ostatnio wysłałem zdjęcie na konkurs CANONA.
To zdjęcie wybrałem celowo.Celowo zaopatrzyłem w ten tytuł. Ono ma swoje przesłanie i swój podtekst.Jaki?
Kto choć troszkę zna historię i obecne uwarunkowania gospodarcze,polityczne i geograficzne ten właściwie będzie interpretował moje intencje.
Link do zdjecia:  
     http://www.konkurs.canon.pl/index.php?s=1434
Pozdrawiam wszystkich.
Darz Grzyb.
VITO - Członek Klubu Darz Grzyb ( strona www )


Komentarz Zbigniewa Kapilewicza

   Wybaczyć proszę zbytnią może wylewnośc tak na wstępie, ale przymierzam się właśnie do pewnego rodzaju riposty,  bolesnej pewnie dla klubowiczów - grzybiarzy, dla jasności dodam, że dla mnie sprawa ta jest więcej niż bolesna, to tragedia, dziejąca się na naszych oczach i niestety nie do odwrócenia -- można próbować przyhamować nieco, ale za cenę straszną i nie do usprawiedliwienia w oczach naszych następców, naszych dzieci i tych, co po nas przyjdą i będą gospodarzyć. W duchu myślę sobie, że i komentujący grzybobranie po angielsku, po głębszym przemyśleniu tematu, nie będą w stanie zasnąć tak samo spokojnie, jak to czynili dotychczas.

Przede wszystkim powiedzmy sobie coś na temat stanu naszych, polskich lasów. Nie będzie niespodzianki, jeśli powiem, że jest on tragiczny. Ilościowo np. powierzchnia naszych lasów wynosi 28,3 % powierzchni, przy optymalnej 30 %. ( moim zdaniem optymalna w naszych warunkach glebowych, klimatycznych i socjalnych,  zbliża się do 40 %). Po za tym skład gatunkowy i ukształtowanie wewnętrzne pozostawia wiele do życzenia - wślad za tymi mamy nękające klęski: powodzi, pożarów, szkodliwych owadów, huraganów i innych szkód, któtre trzeba odrabiać !

Moje najlepsze lata  pracy w lasach przebyłem w puszczy piskiej (okolice Pisza i Rucian). Były tam wspaniałe lasy , BYŁY !  Proszę zajrzeć tam dzisiaj, nie ma tam już lasu -- jest pobojowisko po huraganie, zagrażające okolicznym lasom, które jakoś ocalały ! To jeden wypadek, ale przytoczyć można setki i tysiące innych, dwody gospodarki cywilizowanego człowieka. Niestety, na dziś dzień nie ma możliwości    powrotu do tego, co było, do swobodnego dostępu do lasu, do wody, a nawet do powietrza, cokolwiek by się na ten temat powiedziało. Sami to spowodowaliśmy i nie ma co tu szukać usprawiedliwień, my, cywilizacja. Prawdą jest, że cywilizacja może te procesy hamować (nie wstrzymać, a już na pewno nie odwrócić), potrzebne jest jednak do tego powszechne zrozumienie, którego na dziś w społeczeństwie nie ma ! Po prostu -- jeśli ja kocham las, drzewa, grzyby, zapach lasu i wszystko, co sie z tym wiąże, to dlaczego miałbym odmawiać tego samego memu sąsiadowi i sąsiadowi sąsiada it.d. jest nas ponad 38 milionów !! Nie ma tylu grzybów w naszych lasach, żeby dla każdego było tyle, ile by pragnął. Musimy zapewnić przyszłość naszym dzieciom, wnukom i czynimy to, często nie zważając na konsekwencje. A te będą, niestety, czy nam się to podoba, czy nie. Nie ma potrzeby rozciągać tematu, wszyscy to wiemy, choć z trudem to przyznajemy.

Musieli to zrozumieć Anglicy, musieli i Niemcy a także inni, musimy i my, nie jesteśmy ani gorsi ani lepsi  w obliczu Boga i Natury. może tylko trochę (?) opóźnieni w niektórych reakcjach ...

Posłużę się jeszcze czymś na pograniczu dowcipu, niezbyt wesołego: Gdy w latach czterdziestych na nasze ziemie wkroczyła Armia Czerwona, mieliśmy okazję zobaczyć ludzi, którym jaka taka cywilizacja była niemal obca, z dalekiej Syberii, wiosek, gdzie "Boh wysoko a car daleko". Czasami widziało się, jak zbierali grzyby, otóż nie przebierali specjalnie, i jadali takie, które w naszym rozumieniu są niejadalne !  Spytani o przyczynę, odpowiadali: "Czto w wodie - eto ryba,  czto w lesje - eto gryb!!" i po dyskusji. W miarę posuwania się w CYWILIZACJĘ - stajemy się  wybredniejsi ? (to tak na marginesie) może oni są bliżej natury - tak, jak i my byliśmy kiedyś  ....  


Zbigniew Kapilewicz - Członek klubu Darz Grzyb




Komentarz - Marcina Wilgi


Grzyby a polityka

Grzyby zbieram od przeszło 40 lat. “Zbieram”, to termin mało precyzyjny. Obecnie w większości wypadków grzyby muszę poszukiwać. Oczywiście te cenne, jadalne gatunki. Dlaczego tak się stało? To złożony proces w skali całego kraju, czego dowodem jest m.in. wpisanie borowika szlachetnego, pieprznika jadalnego, czubajki kani i in. na “czerwoną listę” gatunków zagrożonych (Wojewoda W., Ławrynowicz M. 1992. Czerwona lista grzybów wielkoowocnikowych zagrożonych w Polsce. - W: Zarzycki K., Wojewoda W., Heinrich Z. (red.). Lista roślin zagrożonych w Polsce. Instytut Bot. PAN im. W. Szafera, Kraków, ss. 98.).

Próbując odpowiedzieć na powyższe pytanie mogę wyłącznie podzielić się swoimi spostrzeżeniami z okolic Gdańska, m.in. z terenu Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego. Otóż jednym z powodów gwałtownego zmniejszenia liczebności populacji wielu gatunków grzybów stała się powszechna motoryzacja (lata 70. – 80.). Nie chodzi tylko o zatruwanie środowiska spalinami, ale o łatwość z jaką można dotrzeć do wielu miejsc obfitujących w grzyby. Na grzyby udawali się ludzie nie mający zielonego pojęcia o grzybach, ale posiadający samochód, którym trzeba było gdzieś pojechać. Z przerażeniem obserwowałem “dzikie hordy” buszujące po lesie i wrzucające do kosza wszystko, co przypominało grzyba, ryjące w ściółce w poszukiwaniu owocników. Nie wspomnę o pozostawionych śmieciach i nielegalnie palonych ogniskach. Typowy był widok pracowników gdańskich stoczni, ledwie trzymających się na nogach po aplikacji pewnego płynu; w końcu udawało im się wejść do “stara”, który służył im za środek lokomocji.

A czy dzisiaj jest lepiej? Nie sądzę. Wiedza o grzybach i grzybobraniu nadal jest niedostateczna, a kultura grzybobrania... lepiej o tym nie wspominać. Nie bez winy są także leśnicy, którzy są nastawieni na maksymalny zysk z produkcji drewna. Stąd brak u nich autentycznej troski o różnorodność biologiczną w lesie. Usuwanie starodrzewów, wywożenie martwego drewna, wprowadzanie gatunków obcych siedliskowo i geograficznie, to kolejne przyczyny swoistej degradacji lasów. A w takich zubożałych lasach jest i mniej grzybów, które mają uszczuploną bazę pokarmową. Fatalnie jest w lasach prywatnych, które często są eksploatowane w sposób plądrowniczy – wycina się co bardziej cenne okazy drzew dla celów komercyjnych (Wdzydzki Park Krajobrazowy).

Przyczyna kolejna – skażenie środowiska. Tu mogę tylko bazować wyłącznie na cudzych opracowaniach, dlatego nie rozwinę tematu. Obserwacje własne dotyczą przede wszystkim grzybów lichenizujących, czyli porostów. Mimo zapewnieniom specjalistów o maleniu poziomu skażenia powietrza w rejonie Gdańska, sukcesywnie ubywają kolejne stanowiska mało odpornych taksonów z grupy tzw. porostów krzaczkowatych (brodaczki i włostki).

Konkludując. Czy przedstawiony powyżej stan jest podstawą do wprowadzenia restrykcji w postaci ograniczeń w zbieraniu grzybów? To rozwiązanie najprostsze i chyba w naszym polskim wydaniu mało skuteczne. Widać to po innych dziedzinach życia, w których Polak potrafi zawsze omijać przepisy prawne. Rozwiązaniem lepszym, którego skutki pojawią się dopiero w późniejszym terminie, jest szerzenie wiedzy o grzybach (także w szkole), upowszechniane informacji o gatunkach zagrożonych i ściśle chronionych. A także podniesienie ogólnej kultury społeczeństwa i przestrzeganie prawa ochrony przyrody. Kłopot w tym, że nasze społeczeństwo dało się ponieść modzie przejętej z Zachodu na bezwzględne robienie pieniędzy. Przykładowo: do punktów skupu oddawane są grzyby zbierane w sposób rabunkowy (patrz np. Bory Tucholskie).

Ochrona grzybów to tylko fragment ochrony środowiska i dziedzictwa przyrodniczego. Dziedzina ta również została skomercjalizowana i upolityczniona ( powszechny stał się zysk różnych grup decydenckich itp. kosztem efektywności ochrony, jej skuteczności – patrz afera w Dolinie Radości, handel gruntami leśnymi w Matemblewie, niszczenie starodrzewu w rezerwacie “Zajęcze Wzgórze” w Sopocie itd.). Powyższe wnioski są następstwem wiedzy zdobytej podczas ponad 10-letniej pracy społecznej w Straży Ochrony Przyrody. Zatem – jak prowadzić właściwą działalność informacyjną w dziedzinie ochrony grzybów, jak je chronić skoro podlega ona ocenie politycznej? Przynajmniej tak dzieje się od kilku lat w Gdańsku i jest to niezrozumiałe dla przeciętnego obywatela. Dla mnie także. Przy takim podejściu do sprawy, wydawanie karnetów na zbiór grzybów, co ma miejsce w kilku krajach na Zachodzie, naprawdę staje się mało istotne.

Z poważaniem “Borsuk”   - Członek Klubu Darz Grzyb - strona www



Strona serwisu www.nagrzyby.pl