|
| Kiedy człowiek czyta o tych setkach prawdziwków w okolicach Tarnowa, na
Słowacji, w okolicach Tymowej dostaje gęsiej skórki. Wiemy, że prawda o tegorocznym
pojawie prawdziwków jest jednak bardzo smutna. Z doniesień większości grzybiarzy
wynika, że zebrane prawdziwki są w 85 do 90% robaczywe i pożytek z nich żaden. Do
lasów nad Kamienicą wybraliśmy się z Pawłem Wielkim nie po prawdziwki ( tam też
rosną robaczywe) ale zapolować na lejkowca dętego
( Craterellus cornucopoides). Paweł zna te grzyby i twierdzi, że zupa – krem z
lejkowców jest wspaniała i niepowtarzalna. Lejkowce
obrodziły w tym roku ogromnie i ta właśnie wiadomość ucieszyła Pawła, które je
mrozi, suszy i proszkuje a także przyrządza świetne zupy. Tym razem udało nam się
wreszcie spotkać i wspólnie pochodzić za grzybami ( trzecia próba – udana). Około 5
30 byliśmy już w lesie. Po drodze do “krainy lejkowca dętego” zbieraliśmy kurki,
kozaki a od czasu do czasu trafiał się jakiś prawdziweczek, który nie został
dostrzeżony przez miejscowych zbieraczy kręcących się po stokach porośniętych
świerkiem i buczyną. Już na terenach zajętych zwykle przez kurki i prawdziwki
pojawiły się pierwsze kępy czarnych lejków. Zbieranie lejkowców
jest niezwykle uciążliwe. Rosną w dużych skupiskach co powoduje, że grzybiarz
pozostaje długo w pochyleniu co nie należy do pozycji zdrowych dla człowieka. Ogromne gromady
lejkowców, które mogliśmy obserwować z Pawłem w sobotę, grożą
również totalną nudą na grzybobraniu i zbyt szybkim wypełnieniem koszyków. Jak
widać na zdjęciach robionych przez Pawła w pobliżu lejkowców trafiają się czasem i prawdziwki
( ten na fotografii był wyjątkowo zdrowy) ale najczęściej lejkowce rosną bez
domieszki innych grzybów. Niekiedy jedno stanowisko jest tak obfite, że można na nim
napełnić kosz a dodatkowo kilka reklamówek. Nie byliśmy zachłanni – zebraliśmy
tylko dwa kosze i
jedną reklamówkę tych czarnych trąbek. Można było zebrać więcej ale
po co? Zdjęcia wykonane przez Pawła stanowią dokumentację naszego grzybobrania i w
żadnym przypadku nie są kryptoreklamą firmy Marimex, która sprzedała mi samochód. Warto dodać, że niezależnie od sukcesów w zbieraniu “czarnych kurek”, jak niektórzy nazywają lejkowce, hitem dnia stało się znalezienie trzech dorodnych szyszkowców łuskowatych. Szyszkowiec ( Strobilomyces strobilaceus) jest grzybem stosunkowo rzadkim i należy do gatunków chronionych. Jak wiemy od dawna specjalnością Pawła jest znajdowanie takich właśnie niezmiernie rzadkich grzybów. Sobotnie grzybobranie kończyliśmy już w deszczu. Lasy nad Dunajcem i jego dopływem - Kamienicą mają dużo wilgoci i stale są w tym roku polewane. Stąd też podłoże jest porośnięte ogromną ilością różnych grzybów przy czym najpowszechniejszy jest mleczaj biel ( Lactarius piperatus) i mleczaj smaczny (Lactarius volemus). Tych nikt nie zbiera. My też zostawiliśmy je w spokoju. Na koniec dla zainteresowanych przepis Pawła na niepowtarzalną zupę z lejkowców dętych. Wprawdzie Paweł nie upoważnił mnie do zdradzenia tej tajemnicy kulinarnej ale jak go znam nie pogniewa się o to. Myślę, że to danie może zostać potraktowane jako grzybowe danie miesiąca. Jeżeli Paweł nie zjadł jeszcze całej potrawy to może wyśle fotografię dymiącego talerza... Zupa- krem z lejkowców dętych Surowce:
Sposób przyrządzania: Oczyszczone i dokładnie umyte lejkowce ( w trąbkach czają się igły, liście a nawet ślimaki) pokroić drobno i ugotować. Dodać kostki rosołowe. Po ugotowaniu ( około 15 minut) zmiksować aby powstał zawiesisty krem. Dodać śmietanę i doprawić ewentualnie do smaku. Należy pamiętać, że kostki rosołowe zawierają sporo soli – uważać by nie przesolić. Smacznego. Tekst: Tadeusz Ruchlewicza |