Serwis miłosników grzybobrania - Na grzyby !| Grzyby naszych miast | Nasza biblioteka | Nawigacja | O stronie | Objaśnienia | Masze wyprawy | Ciekawostki |
| Darz Grzyb | Czy są grzyby ? | Forum | Ciekawe linki | Nowości | Słownik | Literatura | Przepisy | Ankieta |

 Jak łatwo się można pomylić...

Amanita verna Amanita verna Amanita verna Amanita verna Agaricus xanthoderma

    Przeczytałem artykuł przesłany przez Marcina napisany przez Panią  Dorotę Abramowicz opisującą przypadek jaki się zdarzył lekarzom na pewnym naukowo zaaprobowanym grzybobraniu, który o mały włos nie skończył się śmiertelnym zatruciem, grzybem o łacińskiej nazwie Amanita phalloides.

Otóż ci Panowie lekarze mieli za zadanie zebranie dla celów naukowych okazy tego śmiertelnie trującego grzyba, którego przynieśli do pewnej leśniczówki, gdzie pani “leśniczanka” postanowiła im ugotować smaczne grzybowe danie.

Pani “leśniczanka” najprawdopodobniej lasem się nie interesowała, także tym co w lesie rośnie. Dla niej grzyb to grzyb, a grzyb to dobra zakąska.

Według tego artykułu, tylko przypadek uratował życie wielu ludziom, poprzez to że jeden z lekarzy postanowił odejść od stołu biesiadnego i zaglądnąć do kuchni jak tam przebiega przygotowanie potrawy z grzybów...

Odkrył tam przerażony, że “leśniczanka” robi im przysmak ze śmiertelnie trujących grzybów ! I w ten sposób, on, ten godziwy lekarz uratował nie tylko swoje życie ale i życie swoich kolegów, ale także życie wielu ludzi których oni spotkali w przyszłości z racji swojego zawodu jako lekarze.

Nie takie są niestety fakty...

Tutejsze (Angielskie) źródła z prasy przeznaczonej dla kręgu medycyny, podaje że pomyłka została odkryta tylko następnego ranka, gdy skacowani po przepiciu lekarze nie mogli znaleźć kosza ze śmiertelnie trującymi grzybami.

Jako że nikt nic nie pamiętał klarownie (och ta Polska wódka… och…), a podejrzenie było że pomyłkowo, oni sami pomylili kosze (według tutejszych źródeł – to nie “leśniczanka” im gotowała, lecz najemna kucharka) , wszyscy lekarze zaalarmowali wszystkie w okolicy karetki pogotowia, aby jak najszybciej ich odwieźć do najbliższych szpitali. Nawet Policja i została zaalarmowana dla pomocy.

Oczywiście, Amanita phalloides to nie arszenik, nie działa tak szybko. Masz dwa, trzy może cztery dni po zjedzeniu – a wtedy kaput.

Nasi (Polscy) mądrzy doktorki poddali się wszelkim dostępnym odtruciom, włącznie z płukaniem żołądka, detoksyfikacja i filtrowaniem krwi, itp., itd.
Nie na długo, jako że , zawiadomiona kucharka, która notabene mieszkała gdzieś daleko w lesie, bez telefonu i telewizji, powiadomiona przez sołtysa, po dwóch dniach dotarła do najbliższego telefonu i zadzwoniła do szpitala:

> Halo, Halo, to ja Maryśka….ta… Tak słyszę, a co?…

Ależ co pan, jam te wszystkie grzyby wywaliła przez okno…
Toż każdy je zna, to psiaki…
A oni, Doktorki pili, oj tak pili, jeść nie chcieli….
Tylko im śledzie zrobiłam… <

Pomyłki jak powyższe, a specjalnie z grzybami jak Amanita ( które są największymi grzybowymi zabójcami ludzkiej populacji – poza tzw LBM = Little Brown Mushroom = Malutki Brazowy Grzybek, który jest bardzo często mylony z tzw. Toethenhalla = Goods mushroom = Psyhodelic mushroom = Hallucynogenic mushroom = Slapper) Są bardzo częste.

Nawet najlepsi z najlepszych mykologów czasami robią pomyłki. Przykładem jest różnorodność nazw tego samego grzyba, synonimowe nazwy, zmiany nazw itp. Specjalnie te grzyby które nie występują w ‘ogromnej’ ilości, te ‘popularne’ – te zawsze sprawiają kłopoty.
Jako że ich mało, rzadko można ch znaleźć, trudno je dokładnie rozpoznać i opisać.
Ja sam, tej wiosny, wracając z pracy do domu, zaobserwowałem grzyb rosnący miedzy krzakami zasadzonymi na rondzie (Jak rondo Titowa – duże rondo to było)

Chcąc zobaczyć tego grzyba, musiałem objechać rondo kilkakrotnie, aby zgubić samochody za mną, a późnym wieczorem też byłem w tym miejcu.
Okrążałem kilkakrotnie, bo samochodów sznur był za mną, wreszcie po którymś tam okrążeniu zatrzymałem. Drzwi otworzyłem, wyleciałem, grzyba złapałem, i z powrotem do samochodu.
Po przeglądzie, w domu, stwierdziłem: uf…, następny Agaric, dobrze,… kolacje sobie zrobię…

ALE ALE! Tu zaobserwowałem: biały, bezwolny, żółci się przy dotyku. Agaricus xantodermus – był mój werdykt, - niejadalny.
Widzisz – Agaricus xantodermus zżółknieje na trzonie jak jest uszkodzony, nawet zżółknieje jeżeli się go trzyma w palcach.

Jako że nie miałem zdjecia tego Agarica, zrobiłem pobieżne, a jak zwykle, kapelusz został położony na kawałek papieru na sprawdzenie koloru wysypu, a reszta została wyrzucona do mojego ogrodu.

Byłem zajęty przez następne parę dni, zapomniałem o moim Agaricus ( nie szkodzi – czapka się ususzyła na papierku, numerek jest na papierku, nic nie gnije, OK ) wiec jak wreszcie znalazłem czas dla mojego hobby, inne ważniejsze zajęcia znalazłem ( np. przypominać Zenitowi o błędach na stronie) i tak dzień po dniu przeleciał.

Trochę żałoby było także w domu, ktoś z rodziny zmarł….
Aż do czasu gdzie zostałem z powrotem do tej fabryki zawołany na inspekcje. Ta fabryka produkuje zwykle mydło do codziennej higieny, a ja wtedy, oglądałem rożne chemiczne odczynniki używane w produkcji.
Jakkolwiek gumowe rękawiczki miąłem, te obcierałem w służbowy fartuch, który potem wrzuciłem do bagażnika (już bez gumowych rękawiczek)

Nagle, wciąż będąc w tej fabryce, krzyknąłem Eureka! ( echo także się rozległo..) Ten grzyb który znalazłem na rondzie parę tygodni wcześniej to….

Tak sprawdziło się moje doświadczenie z chemikaliami, ten grzyb to nie Agaricus xantodermus ale Amanita verna. !!!

A dla czego?

Jakkolwiek Agaricus jest podobny do Amanita, Agaricus ma zawsze wysyp sporów czekoladowo-brązowy, nigdy biały.

Mój zapomniany grzyb dał wysyp bialy!!! = Amanita. Także; moje palce miały ślady KOH. Chemikalia używanego w tej fabryce (to z mojego fartucha – którego ja nie wyrzuciłem. Ta Polska oszczędność … )

Także, zebrany grzyb nie wskazywał że zrodził się z wolwy i miał welon ( cecha rozpoznawcza większości uuchomorów). Ze względu na pośpiech w jakim tego grzyba zebrałem ze środka ronda w środku miasta, ja musiałem go najprawdopodobniej wyrwać ‘bez korzeni’ I na pewno uszkodziłem i zgubiłem welon.
Stad ta pomyłka.
Ale dzięki posiadaniu mikroskopu i temu że zaoszczędziłem kapelusz i miałem wysyp sporów , zdołałem podglądnąć te charakterystyczne cechy, te tzw. “odciski palców” (finger-prints), a z nich dojść do właściwego wniosku i rozpoznania grzyba który na pierwszy rzut oka, nawet dla doświadczonego mikologa (jak ja), wygląda jak inny gatunek.
Morał z tej opowieści jest taki: fabryka została powiadomiona o tym ze jest możliwością przenoszenia chemikalii z fabryki na zewnątrz (odtąd oni używają papierowe fartuchy, jednorazowe), a ja znalazłem jeszcze jeden gatunek dla naszego albumu.

Aha, zapomniałem, ten zgon w rodzinie, to dotyczył naszego kota. Zmarł biedaczek w dobrym wieku i w dobrym zdrowiu, na środku trawnika. Weterynarz powiedział że to była trucizna na szczury, najprawdopodobniej wyrzucona przez sąsiadów…. Na nasz trawnik.

Hmmmm… Moja żona po Polsku nie czyta i nie rozumie. To dobrze, bo ja byłbym teraz zgadnij gdzie…

Z poważaniem
Patrick Ruch

P.S. nie wiem ile prawdy a ile fantazji jest w opowiadaniu Patycka ale postaram się to zbadać (chodzi głównie o przypadek cudownego ocalenia naszych lekarzy...)
Wiesław Kamiński - autor serwisu www.NaGrzyby.pl