Strona główna | Lista członków klubu | Strony członków klubu | Forom dyskusyjne klubu | Nasze wyprawy | Atlas grzybów | Przepisy |
| Statut klubu | E-kartki | Email klubu | Nowe forum klubu | Aktualne występowanie grzybów w Polsce |

 

Mroźna wyprawa na grzyby (18 października 2003)

Galeria foto 1 Galeria foto 2

     Prawdziwego grzybiarza nie wystraszy byle przymrozek; nawet czyszczenie zamarzniętych szyb samochodowych o piątej rano nie powoduje drastycznego spadku poziomu optymizmu. Sobotnia wyprawa w grzybowe tereny województwa świętokrzyskiego rozpoczęła się właśnie od skrobania szyb. W miarę zbliżania się do celu podróży widać było coraz wyraźniej ( wstawał dzień), że mróz nocny był tęgi i wybielił wszystkie pola i łąki. Okazało się, że ziemia zamarzła na kość a sosenki były białe od szronu. Wiesiek Kamiński ( Zenit) był największym optymistą.
On wiedział, że pogodna sobota pozwoli mu na zrobienie wspaniałych zdjęć. Tylko czy będzie co fotografować? Czy mimo zimna zachował się w okolicy jakiś grzyb? Okazało się, że w pierwszym naszym “maślakowisku” grzybów jest niewiele a te, które się zachowały ukryte są dobrze pod warstwą trawy  Nieco więcej maślaczków kryło się pod osłoną sosenek i pod igliwiem. Znalezione grzyby były zmrożone i dzwoniły przy wrzucaniu ich do kosza. Zenit nie mogący dojrzeć żadnego grzyba poświęcił się całkowicie utrwalaniu “zimowego” krajobrazu i naszych wędrówek wzdłuż młodników sosnowych. Tajemnicza postać ubrana w dres z napisem Polska to pan Kazimierz, wielki amator grzybobrania i wieczny optymista ( zawsze kiedy jedziemy na grzyby on jest pewien, że coś w lesie rośnie podczas gdy ja występuje zawsze jako pesymista). Druga postać utrwalana przez Zenita, w czapce na uszach, to akurat ja – autor tekstu.
Dzięki kłopotom ze znalezieniem grzybów w tej fazie wyprawy, powstało wiele znakomitych zdjęć, które pokazują jak można wykorzystać efekty świetlne powstające tuż po wschodzie słońca.
Nieco przemarznięci po pierwszej godzinie poszukiwań ( buty gumowe mimo grubych skarpet okazały się niezbyt dobrym zabezpieczeniem dla stóp) zmieniliśmy miejsce poszukiwań. Już droga na nowe miejsce okazała się niezwykle owocna. Na pniakach po ściętych topolach pojawiły się młode egzemplarze Łuskwiaka niszczącego ( Pholiota destruens). Tak pięknych egzemplarzy tego grzyba nie można odszukać w większości atlasów “grzybowych”. Szkoda tylko, że łuskwiaki są niejadalne ze względu na gorzki smak...
Nowy młodnik sosnowy okazał się bardzo zasobny. Nie ma co ukrywać – wyszliśmy z niego z pełnymi koszami. Maślaki były młode, zdrowe i przeważnie “tęgie”. Nie były zmrożone – rosły pod dwoma osłonami. Pierwszą tworzyły gałęzie młodych sosenek a drugą gruba warstwa igliwia. Większość znalezionych grzybków tkwiła pod igliwiem. Najczęściej nie było nawet charakterystycznych kopczyków pozwalających się domyślić, że coś tkwi pod spodem. Zbieraliśmy maślaki, jak to określił Wiesiek, “na macanego”. Nagrodą za ręce pokłute igłami były wspaniałe, brązowe egzemplarze najsmaczniejszego z maślaków - maślaka zwyczajnego ( Suillus luteus) . Czasem udawało się upolować rosnącego pod modrzewiami maślaka żółtego ( Suillus grevillei) ale były to przypadki niezwykle rzadkie. Na pobliskich łąkach wspaniale obrodziły grzyby z rodziny purchawkowatych – a głównie czasznica oczkowata ( Calvatia caelata, Calvatia utriformis). Zdjęcia czasznic, wykonane przez Wieśka mogą stanowić ozdobę niejednego atlasu. Niestety wiele egzemplarzy czasznic było porozbijane. Szkoda bo to nie tylko ładny ale także bardzo smaczny grzyb. Nadaje się do smażenia ( panierowane plastry) a ja osobiście marynuję go w zalewie octowej po pocięciu na części jako, że niektóre egzemplarze są tak duże jak mała purchawica olbrzymia.
Poszukiwania maślaków (wykonywane często w pozycji na czworakach) były na tyle męczące, że konieczna była regeneracja nadwątlonych sił. Ognisko i tradycyjne kiełbaski przypiekane nad żarem stanowiły, jak zawsze w czasie naszych wypraw, uzupełnienie zasobu przyjemności jakie daje grzybobranie. Teren wybrany na ognisko był niezwykle uroczy ( piach, sosny) . Warto powiedzieć, że nawet miejsce do siedzenia wysłane było wonną macierzanką. Tę macierzankę utrwalił Wiesiek na zdjęciu wraz z biedronkami, które obudziły się do życia pod wpływem promieni słonecznych.
Nie udało nam się znaleźć ani prawdziwka ani podgrzybka. Za to cały las obsiany był muchomorami. Szczególnie piękne były muchomory czerwone ( Amanita muscaria). Na jednym ze zdjęć widać młode egzemplarze rozpychające ziemię. Muchomory czerwone jak widać nie boją się zimna. Często mówi się, że muchomor czerwony lubi towarzyszyć prawdziwkowi. Niestety w tym roku to powiedzenie nie sprawdziło się. Oprócz muchomorów czerwonych można było spotkać także ładne, jędrne egzemplarze muchomora cytrynowego ( Amanita citrina). Sobotnia wyprawa skończyła się ciężką harówką jaka zawsze towarzyszy obieraniu maślaków. Ale efekty tej harówki będzie można długo oglądać w naszych spiżarkach. U mnie młode, białe maślaczki , pięknie kontrastują z czerwoną, ostrą papryką, której odrobinę dodałem do zalewy. Myślę, że to nie koniec sezonu. Idzie zmiana pogody. Kończy się mróz. Może niedługo ruszymy na “grubszego” grzyba...

Autor tekstu: Tadeusz Ruchlewicz

Ja autor zdjęć z tej wyprawy chciałbym wspomnieć o zabawnej sytuacji o której Tadeusz opowiadał nam na początku naszego grzybobrania. W czasie tropienia kolejnych maślaków  Tadeusz poczuł pod nogą sporego maślaka - w myślach żałował że go zniszczył , lecz jakież było jego zdziwienie że mimo swojej wagi (ponad 100kg) maślak ocalał w całości... a po chwili zadzwonił wrzucany do koszyka.

Autor zdjęć Zenit - Wiesław Kamiński

Inne relacje z naszych grzybowych wypraw: >>> kliknij