|
Pierwsze smardze... zatrzęsienie szyszkówek świerkowych
Galeria foto inne
|
Zupa z szyszkówek
jaką przygotowałem tydzień temu została bardzo dobrze przyjęta przez trzyosobowe jury
( teściowa, żona, koleżanka żony). Świadczył o tym prawie pusty garnek. Dostała mi
się zaledwie jedna chochelka ( chochelka a nie chochla) ale i to wystarczyło by
stwierdzić, że szyszkówki
zbierane na przedwiośniu to prawdziwa potęga. Ze względu na niebywały wysyp
tych małych grzybków jechaliśmy w sobotę na Orawę bez obaw o efekty końcowe
grzybobrania. Wiesiek, wieczny optymista, ciągle mówił, że spotkamy już pierwsze smardze
– ja raczej udawałem pesymistę (aby nie zapeszyć) i przekonywałem go, że jeszcze
nie pora... Paweł Wielki zadzwonił o siódmej rano i poinformował nas, że ze względu na pracę zawodową nie może pojechać. Tak więc z wielkim żalem ale bez Wielkiego Pawła przejechaliśmy około ósmej straszliwie “zaTIRowane” przejście graniczne w Chyżnem i ruszyliśmy w doliny znane z występowania smardzów. W pierwszej, naszej najpiękniejszej dolinie, ciągnącej się wzdłuż potoku leżały jeszcze spore płaty śniegu. Kwiatostany lepiężników, wśród których kryją się zwykle smardze, były już duże ale pierwsze oględziny nie napawały optymizmem. Lepiężniki wprawdzie już zakwitły ale jeszcze nie miały liści a podłoże, na którym rosną smardze nosiło jeszcze ślady niedawnego śniegu. Na jednym z kolejnych przeglądanych placyków “lepiężnikowych” dostrzegłem wreszcie charakterystyczny, jasnobrązowy stożek... to pierwszy w tym roku maleńki smardz. Wiesiek wprawdzie marudził, że jakiś miękki - chyba zmrożony ale przygotowując aparat do utrwalenia znaleziska łypał oczami dokoła i momentalnie wypatrzył następnego. W sumie na placyku znaleźliśmy pięć maleńkich smardzów stożkowatych ( Morchella conica). Ze względu na niewielkie wymiary wszystkie smardze zostały “ułaskawione” i po sfotografowaniu pozostały na swoich miejscach. Dalsza wędrówka w górę potoku wzbogaciła nasz grzybiarski dorobek o następne cztery grzybki. Dwa z nich nadawały się już do koszyka ale i im darowaliśmy życie. Pomimo ostrych jeszcze warunków i leżącego na poboczach drogi – śniegu, w wodzie wypełniającej przydrożne rowy można już było spotkać skupiska żabiego skrzeku i wstęgi jajek złożonych przez traszki. Gdzieniegdzie widać było przerzedzone placyki krokusów, które raczej kończą już swoje kwitnienie oraz wspaniałe kępy pierwiosnków, które dopiero zaczynają kwitnąć. Zaczęliśmy także spotykać coraz więcej owocników szyszkówki świerkowej (Strobilurus esculentus). W dwóch miejscach natrafiliśmy na zagadkową, białą, galaretowatą substancję, wśród której można było dostrzec skupiska maleńkich, czarnych kuleczek. Próbki zostały pobrane ale być może ktoś oglądając zdjęcia podpowie nam co to jest; czy to są jajka? A jeżeli tak to czyje? W miarę posuwania się pod górę
przybywało jednak śniegu a malała możliwość znajdowania smardzów.
Cóż było począć? Zawróciliśmy do samochodu i po wchłonięciu odpowiedniej ilości
kalorii i uzupełnieniu utraconych płynów zmieniliśmy miejsce pobytu. Widząc, że dalszy marsz nie ma już większego sensu ( coraz większy deszcz, coraz więcej śniegu) zrobiliśmy krótki popas koło domku sympatycznego Słowaka, który raczył nas niegdyś rumem z herbatą ziołową. Wprawdzie gospodarza nie było w domku ale za to stojąca obok wiata gwarantowała ochronę przed deszczem a źródełko dostęp do czystej wody. Po krótkim wypoczynku kontynuowaliśmy grzybobranie fotografując od czasu do czasu a to pierwiosnki, fiołki, kaczeńce, kwitnące wawrzynki wilcze łyko a to żółciutkie “drzewka baziowe”. Po deszczu na trawę wyległy duże ilości ślimaków winniczków. Też szukały grzybów. Końcową część grzybobrania
poświęciliśmy szyszkówkom
świerkowym. Ilość tych małych szaroczarnych grzybków jest ogromna. Nigdy
nie spotkaliśmy się z taką obfitością. Proponowałem Wieśkowi, że określimy
liczebność naszego zbioru na 2467 egzemplarzy ( któżby to sprawdził) ale myślę, że
sensowniej będzie napisać, że mogliśmy zebrać nawet pełny kosz, gdybyśmy go z sobą
mieli. Koszyków jednak na razie nie zabieramy stąd też zbieraliśmy grzybki całkiem
nieprzepisowo do reklamówek
i każdy zabrał do domu po około pół kilograma kapelusików szyszkówek ( trzony są
włókniste i twarde). W trakcie zbierania szyszkówek napotyka się na rosnące wspólnie
z nimi grzyby
bardzo podobne wielkością, kształtem i kolorem a różniące
się tylko większą kruchością ( kapelusza i trzonu) i bardzo intensywnym nieprzyjemnym
zapachem. Wiesiek zapewne utrwalił te grzybki na zdjęciach. Pomóżcie rodacy! Co to za grzyb? (już wiemy dzięki pomocy Anny Renikier że grzybek
ten to grzybówka
szyszkolubna - mycena strobilocola ) Jak widać rośnie bardzo
wcześnie równolegle z szyszkówką, lokuje się obok szyszkówek pod świerkami i
strasznie intensywnie pachnie...zapach jest ostry i bardzo nieprzyjemny... P.S.
|