Serwis miłosników grzybobrania - Na grzyby !| Grzyby naszych miast | Nasza biblioteka | Nawigacja | O stronie | Objaśnienia | Masze wyprawy | Ciekawostki |
| Darz Grzyb | Czy są grzyby ? | Forum | Ciekawe linki | Nowości | Słownik | Literatura | Przepisy | Ankieta |

Wielkanocna wyprawa do królestwa piestrzenic - 12.04.2004

ZDJĘCIA NADESŁANE NA KONKURS FOTOGRAFICZNY


Relacja foto z poniedziałkowej wyprawy

 
Martin

 

         Wielkanocne wyprawy na pierwsze wiosenne grzyby stają się powoli stałym punktem programu działalności naszego klubu. ( relacje Wielkanoc 2002 , 2003)Tym razem zamierzeniem uczestników było znalezienie pierwszych smardzów. Tydzień wcześniej nasi górale udali się aż do Bardejova we wschodniej Słowacji i znaleźli sporą ilość Smardzówek czeskich (Verpa bohemica). Liczyliśmy,że i tym razem będziemy mieli szczęście i trafimy na smardze lub smardzówki.
Grupa została jednak już na wstępie wyraźnie osłabiona. Rozchorował się Paweł z Nowego Targu; na granicy w Suchej Horze zjawił się tylko Paweł Wielki. Z granicy wyjechaliśmy jednak w czwórkę; do naszej trójki ( Wiesiek. Paweł, Tadek) dołączył bowiem słowacki celnik, który wracał do domu ze służby. Wysiadł jednak po drodze jeszcze przed Trsteną.
Paweł, znający dobrze okolicę i śledzący na bieżąco słowacka stronę internetową - Ideme na huby, stwierdził, że nasze szanse na pierwsze smardze będą tym większe im dalej pojedziemy na południe Słowacji. W efekcie dotarliśmy aż do Martina a więc niedaleko od Żyliny. Za Dolnym Kubinem “ogary poszły w las”. Zgodnie z instrukcją Pawła smardzówek należało szukać w wilgotnych lasach liściastych, wzdłuż cieków wodnych ( w lasach łęgowych). Sukces przyszedł bardzo szybko. Okazało się jednak, że nie były to smardzówki ale czarki szkarłatne (Aleuria aurantia). Wiesiek twierdzi, że odmiana, którą fotografujemy na Orawie to nie Aleuria aurantia lecz Aleuria austriaca. Takie informacje otrzymał od naszego angielskiego specjalisty – Patricka Rucha. Trzeba to będzie sprawdzić. Warto dodać, że czarki z okolic Dolnego Kubina były przepyszne; wielkie jak filiżanki, krwistoczerwone a mniej pomarańczowe niż w atlasach...popatrzcie zresztą na fotografie.
Po pokonaniu kilkuset metrów podejścia weszliśmy do wysokiego lasu świerkowego, podszytego drzewami liściastymi. Nagły wrzask Pawła mógł oznaczać tylko jedno: trafił wreszcie na smardze. Okazało się, że było jeszcze lepiej. Paweł trafił na piękne piestrzenice. Wiesiek mający dotąd na stronie tylko jedną fotografię piestrzenicy kasztanowatej (Gyromitra esculenta) szalał z radości a radość była tym większa, że poniżej pierwszego znaleziska trafił na dwa kolejne egzemplarze grzyba. No i zaczęło się - fotografowanie w pozycji stojącej, klęczącej, leżącej. Nawet i mnie się to udzieliło ( Wiesiek przywiózł aparat cyfrowy, dar Patricka Rucha i dał mi go z zaleceniem abym się uczył fotografowania i zrobił przynajmniej 200 zdjęć). Czy przynajmniej jedno zdjęcie było dobre? Nie wiem.
Znalezione egzemplarze przypominały raczej Piestrzenicę olbrzymią (Gyromitra gigas) miały bowiem bardzo krótkie trzony a kolor kapelusza był zbyt jasny w porównaniu z opisem Piestrzenicy kasztanowatej.
Dalsze poszukiwania nie dały jednak rezultatu. Należało zejść z góry i poszukać szczęścia po drugie stronie rozległej polany. Po drodze wielokrotnie trafialiśmy na znaczne ilości czarek szkarłatnych ( a może austriackich...). Po drugie stronie polany stok porośnięty był leszczyną. Miałem to wielkie szczęście, że wśród suchych liści pierwszy zauważyłem kolejne piestrzenice. Tym razem trafiliśmy na znaczną liczbę owocników. Było ich kilkadziesiąt. Rosły grupkami; po cztery, po pięć... Paweł, który jako ostatni wszedł na “leszczynowa górkę” odegrał się – znalazł największy okaz. Z żalem opuszczaliśmy królestwo piestrzenic ale cóż – smardze wzywały.
Dążąc coraz bardziej na południe mijaliśmy niezwykle piękne okolice: Oravski Podzamok, wzniesienia Wielkiej i Małej Fatry pyszniące się białymi czapami śniegu na najwyższych szczytach, wspaniałe zakola Orawy a później Wagu. Wiesiek bez przerwy siedział przy otwartym oknie i “trzaskał” aparatem. Może coś z tych wspaniałości pokaże na stronie...

Dotarliśmy w efekcie do Martina, który trzeba było przejechać wzdłuż i wszerz aby wreszcie trafić na drogę prowadzącą do podnóża gór ( Mała Fatra). Tam zgodnie z zaleceniem Pawła wędrowaliśmy pod górę wzdłuż cieków wodnych. Niestety smardzów ani smardzówek nie było. Pokazały się za to ciemne grzybki przypominające wieruszki, które Wiesiek zdążył utrwalić aparatem a na dodatek zapakował do pudełka “do rozpoznania”. Chodzenie wzdłuż cieków wodnych skończyło się dla niego tym, że wpadł do bagna, które zaczęło go wciągać. Każdy ruch powodował, że zapadał się coraz głębiej. Wyciągnięty z opresji i postawiony na suchym gruncie miał do mnie pretensje, że nie utrwaliłem tego zdarzenia aparatem fotograficznym. Mieliśmy z Pawłem ochotę wsadzić go ponownie do bagna aby “pozował” do fotografii ale na szczęście Paweł trafił na gniazdko piestrzenicy kasztanowatej, która urosła bez ładu i składu w terenie niezgodnym z zamieszczanymi zwykle opisami.

Po zrobieniu odpowiedniej porcji zdjęć wędrowaliśmy coraz wyżej ale rezultaty poszukiwań były bardzo nikłe. Od czasu do czasu można było spotkać jakiś nieznany egzemplarz grzyba rosnący na pniaku, resztki krokusów ( kończą się powoli) a nawet stado koni, które wyprowadzono na spacer.

W drodze powrotnej usiłowaliśmy dopaść smardze w znanych nam dolinkach w okolicach Tvrdoszina i Trsteny ale jednak bez skutku. Trafiliśmy za to na ogromne ilości szyszkówki świerkowej. Takich ilości moje oczy nigdy jeszcze nie oglądały. Nazbierałem z pomocą kolegów cały pokaźny worek tych małych grzybków i pisząc te słowa zastanawiam się czy w domu zostanie chociaż jedna chochla zupy z szyszkówek dla kucharza, który ją wczoraj ugotował.

Tekst: Tadeusz Ruchlewicz

Parę słów od autora serwisu:
Chciałem zaznaczyć że Paweł zwany Wielkim jest niepokonany w znajdowaniu grzybów mimo że nasza krakowska grupa była w liczniejszym składzie ale zawsze znajdowaliśmy jako drudzy kolejne grzyby... Jednym czym mogę się pochwalić to to że gdy już Paweł Wielki coś znalazł to moje rozpoznanie gatunków było stuprocentowe i Paweł Wielki zwracał honor...
Pierwsze zdjęcia Tadeusza robione aparatem cyfrowym można uznać za udane. Gdy Tadesz zabierać będzie jeszcze okulary do lasu zdjęcia będą ekstra. Jak to mówią trening czyni mistrza i nie bez powodów pewna słowacka prasa pisała rok temu same superlatywy o zdjęciach Tadesza Ruchlewicza...
Do ciekawostek dodam że złapałem pierwszego w tym roku kleszcza... Co prawda Paweł mówił nam że już tydzień temu kleszcza ale jakoś nie chcieliśmy wierzyć że już o tej porze kleszcze atakują... widać i w łapaniu kleszczy Paweł jest też lepszy... :)

Zenit - autor serwisu www.NaGrzyby.pl