Strona główna Serwisu dla grzybiarzy| Lista członków klubu | Strony członków klubu | Forom dyskusyjne klubu | Nasze wyprawy | Atlas grzybów | Przepisy |
| Statut klubu | E-kartki | Email klubu | Nowe forum klubu | Aktualne występowanie grzybów w Polsce |

W sierpniu 2004 ukazało się w GEO Special coś o grzybach w Polsce...

Kliknij na wybrane zdjęcie

Tak wyglądało moje spotkanie z GEO >>> Kliknij

Tłumaczenie tekstu:

  Na skraju Tatr, 2 godziny drogi od Krakowa, w owy wczesny jesienny poranek, jedzie pewien mężczyzna samochodem przez las spowity mgłą. To znawca grzybów - Wiesław Kamiński, pracownik serwisu samochodowego, który jak wielu jego rodaków wyrusza każdego weekendu w krainę grzybów.

Lato było długie i suche, zbyt suche, aby sezon był naprawdę udany. Teraz pada, właściwie leje bez przerwy od dwóch tygodni i robi się coraz zimniej, ale Kamiński, który potrafi znaleźć pieczarki w najmniej oczekiwanym miejscu w centrum miasta, mówi: “Jeżeli ma się nosa do grzybów to się je znajdzie”.

W bagażniku leżą dwa koszyki, termos z kawą, gumiaki i płaszcz przeciwdeszczowy. Kamiński włącza kasetę i puszcza wielki przebój Heleny Majdaniec z lat 6otych “Był las, zielony las...”. Kamiński śpiewa pomimo deszczu i mówi, że jest odporny na taką pogodę: “Ilekroć chodzi się po lesie, to od razu robi się cieplej”.

Jego żona, jak zawsze, została w domu. Nie podziela ona jego pasji, i z tego powodu on ubolewa. Mówi tylko: “Nic to nie kosztuje i też nie jest szkodliwe”, po czym pani Kamińska dodaje: “Jestem osobą tolerancyjną”. Ale czy ma jakiś wybór?

Jej mąż stworzył stronę internetową poświęconą grzybom, na co potrzebował prawie 2 lat. Znalazł również nowy gatunek grzyba, którego do tej pory nie spotykano na Słowacji ; pracuje również nad nowym, jeszcze bardziej szczegółowym atlasem grzybów, ponieważ uważa, że Polacy muszą polegać na standardowych niemieckich i czeskich opracowaniach. Kamiński jest także osobą, która założyła klub internetowy “Darz Grzyb” liczący 184 członków. Jeden z nich, Paweł Paulas, który w lecie 2002 znalazł prawdziwka o średnicy kapelusza 27 centymetrów, aby dotrzeć na coroczne spotkanie klubu, przebył odległość 800 km znad Morza Bałtyckiego. Nawet podczas swojego ślubu, pomiędzy ślubem kościelnym i cywilnym, wybrał się w garniturze, wraz ze swoją wybranką serca szukać grzybów. “Prawdziwa pasja” mówi Kamiński.

Polska tradycja zbierania grzybów sięga początków wieku XVII, kiedy to ówczesna biedota musiała z wysuszonych grzybów sporządzać zapasy dla rodziny na czas zimy. Najgorszy czas następował zawsze pomiędzy początkiem wiosny, a żniwami , gdyż zapasy szybko się kończyły, a nowe nie były jeszcze gotowe.

Również szlachta zainteresowała się zbieraniem grzybów jako formą spędzania czasu wolnego. Wielki polski wieszcz narodowy Adam Mickiewicz opisuje w swym dziele “Pan Tadeusz” (wydanym w roku 1834) grzybobranie polskiej szlachty.

Żyją w symbiozie, albo rosną jako pasożyty pod wilgotnymi liśćmi i ukrywają się przed spojrzeniem ludzkim. Ilekroć zrywa się wiatr, są widoczne prawie jak na patelni. Przestało padać, promienie słońca przebijają się przez liście. “To nie loteria” mówi Kamiński stąpając po jesiennych liściach “jeśli szukamy konkretnego grzyba, to wiemy gdzie można go znaleźć. W Polsce wyróżnia się 42 gatunki grzybów jadalnych dopuszczonych do obrotu handlowego. Ich ulubionym miejscami są polany, prawdziwka można spotkać koło świerków i jodeł, maślaka w pobliżu sosen. A Kozaka “Hm?” pyta Kamiński “Gdzież może być kozak – oczywiście pod brzozami”

Kamiński dobywa swojego nożyka do grzybów, który ma ostrze jak zakrzywiona szabla, szczypce do wyciągania ślimaków i z tylnej strony szczoteczkę do czyszczenia grzybów. Kamiński nasłuchuje odgłosów i porusza się natychmiast we wskazanym kierunku. “Ilekroć widzi się innych grzybiarzy” mówi “daje się drapaka”.

Kamińskiego najbardziej drażnią ludzie nie szanujący natury, którzy niszczą bezmyślnie grzyby niejadalne. Szczególnie trzeba orientować się zbierając grzyby blaszkowe. W Polsce znane jest powiedzenie, że: “wszystkie grzyby są jadalne, niektóre tylko raz”. Słodko pachnący, zielony muchomor bulwiasty, który jest odpowiedzialny za większość zatruć zagrażających ludzkiemu życiu jest żartobliwie zaliczony w Polsce do gatunku “grzyba teściowej”. Występuje on jednak niezwykle rzadko a mimo to co roku w Polsce notuje się średnio 10 przypadków zatruć śmiertelnych.

Osoba która przeżyje, jest obciążana wysokimi kosztami kuracji detoksykacyjnej w wysokości 9000 Euro.

“Ludzie są albo zbyt pewni siebie, albo posiadają zbyt mało wiedzy na temat grzybów. Często zbierają grzyby niedojrzałe, które są trudne do zidentyfikowania” Poza tym grzybów nie należy odcinać, lecz trzeba je wykręcać z podłoża, czego Kamiński nauczył się od swoich rodziców.

Około 600 km na północ, w kaszubskiej wsi Trzebun liczącej 1600 mieszkańców zebrała się długa kolejka ludzi przed “Punktem skupu owoców leśnych” już na godzinę przed otwarciem, jako pierwsi przychodzą, jak zwykle, pijacy, którzy prosto z baru poszli do lasu, aby nazbierać grzybów na sprzedaż. Później przychodzą dzieci, które w czasie wakacji od wczesnych godzin porannych są już w lesie, a następnie ich rodzice. Wewnątrz skupu, surowym, otynkowanym, pozbawionym ozdób pomieszczeniu stoi za wagą Bolesław Hamernik, właściciel 20 oficjalnych punktów skupu. Już od 20 lat dzieli grzyby pod względem ich wielkości oraz jakości do odpowiednich kategorii i płaci za nie gotówką. “Z grzybami, to jak z ludźmi” mówi Hamernik “rodzą się, żyją określony czas, a potem umierają.” W szczycie sezonu, kiedy całe rodziny ustawiają się przed skupem, Hamernik skupuje aż do 5 ton kurek i 500 kg prawdziwków na dzień. Są one przechowywane w chłodni, zanim zostaną pokrojone i wysuszone gorącym powietrzem (od 8 do 10 godzin) na starej “Hajnowskiej” lub też dostarczone na targowiska w Berlinie. Co drugi dzień wyjeżdża stąd samochód dostawczy. Czas oczekiwania na granicy skraca 50 albo 100 Euro zwinięte w dowód rejestracyjny.

Niemcy są największym odbiorcą kurek, wyprzedzając pod tym względem Włochy i Francję. W roku 2003 Polska wyeksportowała 22246,7 ton grzybów do Niemiec o łącznej wartości 48,8 milionów Euro. 57,4% niemieckiego importu grzybów pochodzi z Polski. “Jeśli chodzi o prawdziwki” mówi Hamernik “to wolę Włochów jako klientów”. Wprawdzie płacą oni mniej o 4-5 Euro za kilogram, ale biorą znacznie więcej i są mniej wymagający. “Jest im całkowicie obojętne, czy grzyby mają robaki”. Konkurencja na rynku grzybów staje się coraz bardziej silniejsza. Odbiorcy zbijają ceny, od kiedy tani ukraiński towar zalewa rynek.

“Polskie prawdziwki” mówi Hamernik “nie są lepsze od niemieckich, i tam się ich w ogóle nie zbiera”. Jeszcze przed 4 latami wielu Polaków zbierało grzyby w Niemczech, po czym przewozili je przez granice do polskich punktów skupu, aby następnie te same grzyby znów trafiły na niemiecki rynek.

“Jest to połączenie formy wypoczynku i polowania” mówi Kamiński, który, jeżeli tego wymaga sytuacja, potrafi godzinami szukać grzybów. Podobnie jak wędkarzowi, który w napięciu oczekuje drgnięcia żyłki, tak samo grzybiarzowi zbieranie grzybów zapewnia sporą dawkę adrenaliny. Kamiński szuka jednak wyłącznie grzybów szlachetnych. “Najsmaczniejszy jest kapelusz prawdziwka” mówi Kamiński.

Szwedzi natomiast zaprzeczają temu i zbierają tylko trzonki, z których robią coś na wzór frytek, co Kamiński uważa nie tyle za marnotrawstwo, co za czyn niegodny. Mówi on również o zawartości witamin, która u niektórych grzybów wynosi tyle samo co w niektórych warzywach. Jednak najważniejszym aspektem zdrowotnym jest: “Aby nazbierać grzybów, trzeba się sporo nachodzić”.

Po 20 km oba koszyki są zapełnione prawdziwkami i rydzami. Z tych ostatnich można zrobić rydze kiszone, polska specjalność, która według naszego przyjaciela obok uszek nadziewanych grzybami, należy do niewielu idealnych rzeczy na tym świecie. Rydze należy wrzucić na 15 min do gotującej się osolonej wody, następnie wodę odlać, potem warstwami ułożyć pokrojoną cebulę i rydze w słoiku. Następnie należy przykryć słoik talerzem, aby nie wpadła żadna mucha i odstawić na 2-3 tygodnie.

Przy piecu, pod obrazem św. Maryi pomiędzy porożami, a szafą siedzi Józef Kulas i modli się o grzyby. Modli się o to, aby grzyby zawsze wypełniały jego koszyki i pomagały wyżywić rodzinę, żeby zawsze znajdował je przed innymi. Pana Józefa zwolniono z młyna w Lipuszu, a teraz otrzymuje on jedynie 300 zł zasiłku, 65 Euro, co ma starczyć dla niego, jego żony i dwójki dzieci. Jak to dobrze, że są jeszcze grzyby.

Sprzedaż uliczna grzybów rozwinęła się wraz z turystyką. Oficjalnie jest ona zakazana, ale ów zakaz nie jest przestrzegany, ponieważ dla wielu Polaków jest to jedyne źródło dochodu. Kto stoi przy ulicy i sprzedaje grzyby, ma w Polsce niski status społeczny. Kamiński nigdy by nie stanął na ulicy: “To byłaby hańba” mówi dla miłośnika grzybobrania.

Już o 5 rano Kulas wraz z żoną idą na grzyby. W lesie “Zbierane jest wszystko” mówi Kulas “co jest jadalne”. Ale samymi grzybami nie można się odżywiać. “Są one tylko dodatkiem”. W najlepszym swoim dniu zebrali 15 kg prawdziwków, ale teraz, kiedy dni są coraz krótsze, muszą często powracać z pustymi koszykami.

Wczoraj pan Józef miał szczęście, Duży bus z grzybiarzami przejechał obok miejsca, w którym handluje. “Mało znaleźli i żaden nie chciał wracać do domu z pustymi rękami”. Niestety pomimo najszczerszych chęci pan Józef nie wszystkie sprzedał, resztę przyniósł do domu. I jak zwykle dania przygotowywane z grzybów w domu Kulasa mają specyficzny smak.

Tekst: Andreas Wenderoth
Foto: Jordis Antonia Schlosser


Opisy pod zdjęciami zamieszczonymi w artykuje:

Strona 82-83
Na grzyby
Spokój, świeże powietrze, możliwość poznania nowych rzeczy: wielu Polaków kocha spacerowanie po lesie i zbieranie jego owoców. Można nawet powiedzieć, iż jest to integralna część ich życia i należy do tradycji. Może również nawet troszeczkę pomóc w przezwyciężeniu trudności dnia codziennego.
FOTOGRAFIA: Józef Kulas i jego syn Leszek przeczesują ściółkę leśną. W dobry dzień potrafią zebrać nawet 15 kg grzybów.

Strona 84-85
1 Poranne słońce przebija się przez zagajnik w rezerwacie przyrody Szczyt Wieżyca
2 Tutaj pod brzozami jest idealne miejsce na co? Naturalnie na koźlaki
3 Im gęstsza ściółka, tym większe grzyby

Strona 86
Na polanie o 5 rano, jeszcze przed śniadaniem ma się najlepszego nosa
Strona 87
Anna Kulas czyści zielonki i podgrzybki brunatne przed włożeniem do octu
Strona 88
Dzieci z Chyżnego dumnie pokazują podgrzybki zebrane na przedpolu Tatr
Strona 89
1 Rezerwat Ostrzyce las na Kaszubach
2 Józef Kulas czyści grzyby na miejscu swoim nożem
3 Kulminacyjny punkt poszukiwań: piknik z dymiącą kawą z termosu
4 Polska wystawa: kurki w słoikach na sprzedaż
5 W kolejności: koźlaki czerwone, podgrzybek brunatny i prawdziwki znalezione w okolicach Żar na Dolnym Śląsku
6 Rzadka zdobycz
7 Wilgotne miejsca w lesie wyrzeźbione przez wodę: grzyby to lubią

Strona 90
1 Bracia Jarosław i Marcin w drodze do lasu, okolice Trzebun
2 Polski ekspert w dziedzinie zbierania grzybów Wiesław Kamiński, tutaj w Zakopanem. Jest on również przewodniczącym klubu “Darz Grzyb” i pracuje nad polskim atlasem grzybów
3 Handlarz grzybami Bolesław Hamernik wysypuje wysuszone owoce leśne z deski
4 Dzisiaj w ofercie: kolczak dachówkowaty i zielonki
5 Sprzedawca grzybów w okolicach Szymbarku czeka na klientów

Tłumaczenie tekstu: Michał Kwaśny

Od autora serwisu:
Przyznam że starałem się przekazać dziennikarzowi z GEO informacje rzetelne i sprawdzone. Jednak nie widzę w tej relacji głównego przesłania i wniosku Polacy nie chodzą na grzyby głównie dla pieniędzy... (choć prawda jest że grzyby stanowią dla pewnej grupy ludzi ważna pozycję w budżecie rodzinnym) a chodzą dla przyjemności obcowania z naturą. Wielu ludzi lubi zbierać grzyby nawet nie jedząc ich (często rozdają znajomym). Grzyboranie dla większości Polaków to relaks i przyjemność. Nikt nas do lasu nie wygania... chodzimy na grzyby bo to lubimy... Tradycja grzybobrań jest i będzie ciągle żywa i co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości. W porównaniu z innymi narodami Europy nasza wiedza na temat grzybów jest bez porównania głębsza niż przeciętnego Europejczyka – zawdzięczamy to tradycji którą przekazujemy młodemu pokoleniu... choćby przez ten serwis i publikacje w prasie.
Wiesław Kamiński
www.NaGrzyby.pl